
Po co komu znak stop przed nieczynnym przejazdem kolejowym w okolicach górowskiej cukrowni? Pikanterii sprawie dodaje fakt, że policja – jak twierdzi jeden z rajców – przesadnie egzekwuje od kierowców jego przestrzeganie.
Wspomniany znak stał się przedmiotem dyskusji radnych miejskich. Poddawano w wątpliwość jego zasadność w tym miejscu, zważywszy na fakt, że obecnie po torowisku nie jeździ żaden pociąg i póki co wciąż nie wiadomo, czy w ogóle jeszcze pojedzie.
- Znak stop na skrzyżowaniu drogi i torowiska w momencie, gdy linia jest nieczynna wydaje się niepotrzebny. Może warto pomyśleć o tym, aby go usunąć – zaczął radny Bolesław Siekanowicz.
- Zwróciłam uwagę na ten problem. Droga jest powiatowa a nie gminna, interweniowałam w starostwie – dodała burmistrz Irena Krzyszkiewicz. - Jednak na takich skrzyżowaniach nadrzędną rolę ma zarządca linii kolejowej, który decyduje o postawieniu lub usunięciu znaku.
- Na razie nie zwracaliśmy się do PKP w sprawie tego „stopu” i rozważamy czy w ogóle to robić. Znajdujący się tuż za nim zakręt jest dość niebezpieczny i sam znak może tylko pomóc kierowcom, a poza tym ta linia kolejowa nie jest zlikwidowana a jedynie nieczynna – wyjaśnia zapytany przez nas Andrzej Łaszewski, dyrektor Powiatowego Zarządu Dróg w Górze.
- Być może rzeczywiście znak sam w sobie nie jest zły i może stać. Szkoda tylko, że nasi policjanci z takim upodobaniem zatrzymują się tam i kontrolują kierowców – zaznaczył Bolesław Siekanowicz.
Janusz Konopnicki, rzecznik górowskiej policji nie kryje zdziwienia. Zapewnia, że funkcjonariusze nie robili, nie robią i nie planują robić żadnych „akcji” na znak stop przy cukrowni.
- Nie wykluczam, że jakieś osoby mogły zostać tam zatrzymane. Patrolujemy przecież teren całego powiatu. Staramy się być wszędzie. Trudno więc, aby policjant widząc, że kierowca lekceważy znaki drogowe nie zareagował. Znak stoi przy drodze i fakt, że krzyżuje się ona z nieczynną obecnie linią kolejową w żaden sposób go nie dezaktualizuje – dodaje rzecznik górowskich stróżów prawa.
Rozważania nad „stopem” w żartobliwy sposób spuentował inny radny Eugeniusz Stankiewicz.
- Zdaje się, że najprościej w tej sytuacji byłoby poprosić o pomoc jakiś złomiarzy – stwierdził E. Stankiewicz. (mach/fot. A. Machowska)
Dodaj artykuł do: