Komentarze

Mamy przechlapane
Za zaborow Pruskich, Rosyjskich i Austriackich w 19 wieku miliony Polakow uciekalo z Polski do Ameryki aby tam byc wolnym i zyc w miare dobrze..rozum...
Więcej...

Tragedia w Kościanie (galeria)
A mi się wyświetla zawsze takie coś przy dodawaniu komentarza: "Jeżeli nie będzie odnosił się do tematu zostanie usunięty." Więc może te powyżej zosta...
Więcej...

Tragedia w Kościanie (galeria)
Skąd się biorą tacy ludzie? Nieważne o czym artykuł ten musi o PISie wypisywać. Tragedia się zdarzyła, uszanuj to i milcz psycholu!
Więcej...

Reportaż Drukuj Email
Generał uczył biegać
07.02.2012.
Image- Ach pojeździłoby się trochę na nartach – wzdycha Mieczysław Komisarek w swoim ulubionym fotelu. Ale nie pojeździ, dzieci nie puszczają. – Tato – mówią. – Masz już 90 lat, trochę przyhamuj.No właśnie – dodaje jego ukochana żona Irenka.

Irenka

Irenkę przywiózł do Leszna z Międzychodu z wakacji nad jeziorem. Zobaczył ją i się do razu zakochał. A i on musiał jej wpaść w oko i zaimponować. Młody, przystojny nauczyciel z Leszna i na dodatek taki wysportowany: biegał, grał w kosza, siatkówkę, jeździł na nartach, rowerze. Tylko w jednym biła go na głowę. W pływaniu.

Bo ja, proszę pana, nigdy nie nauczyłem się pływać – Mieczysław Komisarek rozkłada ręce.  – Co robić, po prostu bałem się wody. Ale tym moim dzieciakom z klubu tym się nie chwaliłem. No bo jak to: trener i nie umie pływać?

Ale w żaden sposób nie przeszkodziło mu to wychować całe pokolenia młodych leszczyńskich sportowców, zostać legendarnym Generałem, załatwić buty dla Mazowsza, korespondować z Ireną Szewińską, stać się ukochanym nauczycielem dla wielu młodych ludzi i... Ale zaraz, zaraz. Po kolei.

Rower

To jedno z najstarszych zdjęć w rodzinnym albumie. Oporowo, środek lata. Mietek na rowerze, kolarzówce z wygiętą kierownicą. Który to dokładnie rok, nie wiadomo. Na pewno jest jeszcze przed wojną, bo na zdjęciu jest rower. Mietek stracił go we wrześniu 1939 roku. Kiedy wybucha wojna razem z dwoma kolegami wsiadają na rowery i jadą w kierunku Warszawy, by bronić stolicy. W lasach za Kutnem spotykają oddział ułanów. Oficer radzi im wracać, bo wojna już przegrana:– Młodzi jesteście, będziecie potrzebni po wszystkim, by odbudować kraj. Jeźdźcie do domu i podziękujcie rodzicom, że was tak pięknie wychowali.

Mietek ma wtedy 18 lat

Rodzice to Katarzyna i Stanisław Komisarek. Mama pracuje u Morawskich w Oporowie, tata jest inwalidą wojennym spod Verdun. Na froncie stracił prawą nogę aż do biodra. Ma drewnianą protezę, którą potrafi doskonale się posługiwać (podczas II wojny chować w niej będzie nielegalne broszury). Przez lata rodzice prowadzą w Lesznie kiosk z warzywami i papierosami. Stoi przy torach, tam gdzie dzisiaj jest tunel na ul. Słowiańskiej. Starzy leszczyniacy, szczególnie kolejarze pamiętają, że papierosy chodziło się kupować do Komisarka.

Nauczyciel

Liceum zaczął przed wojną, ale kończył po. Pięć wojennych lat spędził w Poznaniu na robotach przymusowych w filii zakładów zbrojeniowych Karlsruhe. Tą filią był nasz „Cegielski”. Mietek musi zapomnieć o maturze, musi pracować. Zdobywa zawód ślusarza amunicji. Ostatnie dwa okupacyjne miesiące, gdy trwają walki o poznańską Cytadelę, spędził ukryty w piwnicach. Do Leszna wrócił w lutym 1945 roku. Spotyka licealnego kolegę, którego ojciec jest inspektorem oświatowym. Polska powstaje z ruin, potrzebny jest każdy mniej lub bardziej wykształcony człowiek. Mieczysław otrzymuje misję: ma założyć szkołę w Zaborowie. Robi to i wypada nieźle. Potem posyłają go jeszcze z takim samym zadaniem do Kaczkowa, Goniembic i Górki Duchownej. W 1945 roku w liceum w Lesznie zdaje maturę, a  potem ponaglany przez mamę składa dokumenty na studia: medyczne w Poznaniu. Ale zabraknie mu jednego punktu, żeby się dostać. Kiedy jedzie odebrać dokumenty pani w dziekanacie zauważa zaświadczenie, że uczył w szkołach.

Wie pan – mówi. – W Akademii Medycznej mamy studium dla nauczycieli wuefu. Może pan spróbuje.

Próbuje. Kończy studium, dyplom magisterski zdobywa później w Akademii Wychowania Fizycznego (dzisiaj jest jej najstarszym żyjącym absolwentem, sam rektor życzy mu zdrowia i długich lat życia). Po drodze uczy w Liceum Pedagogicznym w Rogoźnie, poznaje Irenkę w Międzychodzie, żeni się i wraca do Leszna. Pracę znajduje w Liceum Pedagogicznym (dzisiaj to Zespół Szkół Ekonomicznych). Uczy tam wuefu przez 17 lat.

Generał

Uczy, prowadzi MKS i zespół tańców ludowych. Uczniowie mówią o nim „Generał”. Bo niby taki zasadniczy. Goni palaczy, niejednemu potrafi dać boksa. Ale przepadają za nim.

Niektórzy nawet specjalnie dla niego rzucają palenie – wspomina Maria Frąckowiak, była uczennica.

Jako jego córki miałyśmy przerąbane – wspomina Wiesława Komisarek. – Chodziłyśmy do ogólniaka, a tam wielu nauczycieli to byli wychowankowie taty. Profesor Glapka, który uczył historii, mówił na mnie „Generałówna”.

A na wuefie krzyczeli, że ojciec taki wysportowany, a ja taka łamaga – dodaje jej najstarsza siostra Ryszarda Jedlińska – Biel.

Trener

Doskonale pamiętam pana profesora Komisarka – mówi Tadeusz Feliczak, matematyk, wieloletni wicedyrektor I LO w Lesznie. – Miał absolutnego hopla na punkcie sportu. To on przecież stworzył taki ministadionik lekkoatletyczny na zapleczu szkoły. Co chwilę coś tam rozbudowywaliśmy albo poprawialiśmy. Miał świetny kontakt z uczniami. Prowadził Międzyszkolny Klub Sportowy, osiągali świetne wyniki w lekkoatletyce.

Taty właściwie nie było w domu – opowiada Julietta Cholewa, córka. – Popołudniami miał zajęcia z młodzieżą, a w soboty i niedziele jeździł na zawody.

W sobotę rano przychodził do mnie i mówił tak – wspomina żona. – Daj mi Irenko trochę drobnych, bo muszę kupić cukierki dla tych moich sportowców. Nie przelewało się, ale co miałam robić. Kiedy wracał w niedzielę, szłam po niego na dworzec. Na peronie te wszystkie pannice na do widzenia rzucały mu się na szyję. Śmiałam się, że mam przez to pełno zdjęć rozwodowych. 

W sierpniu 2011 roku Mieczysław i Irena Komisarek obchodzili 60. rocznicę ślubu.

Po prostu go uwielbialiśmy – tłumaczy Maria Frąckowiak, była uczennica. – Był naszym trenerem, ale przede wszystkim wychowawcą.

Buty dla Mazowsza

Na AWF mieliśmy kurs tańców słowiańskich w operze poznańskiej i bardzo mi się to spodobało – wspomina pan Mieczysław. – Przez to dwie miałem miłości w szkole: sport i taniec ludowy. Nasz szkolny zespół nawet konkurs wojewódzki wygrał i zostaliśmy zaproszeni do Warszawy na 10-lecie PRL.

Tańczyli z zespołami z całej Polski na stadionie X-lecia. Koordynatorem widowiska była Mira Zimińska, dyrektorka zespołu Mazowsze.

Jak to się stało, że w tłumie młodych ludzi zwróciła uwagę właśnie na nich, dokładnie nie wiadomo, ale chyba właśnie przez te buty.

Moje dziewczyny tańczyły w butach uszytych w ośrodku szkolnym w Rydzynie, w klasie szewskiej – opowiada pan Mieczysław. – Pani Mira już mi nie dała spokoju: załatw nam takie buty, załatw nam takie buty. Obiecałem, że to zrobię.  No i tak się stało, że Mazowsze tańczyło potem w butach szytych dla niego w Rydzynie.

Kartka od Szewińskiej

Miłości dwie, ale gorętsza to chyba do sportu: lekkoatletyka, koszykówka, siatkówka.

W latach 60-tych MKS to była naprawdę mocna ekipa – wspomina Czesław Białkowski. Skakał wzwyż i uprawiał trójskok. – Na poziomie juniorów na każdych mistrzostwach Polski w pierwszej dziesiątce było trzech, czterech zawodników z Leszna.  Trener potrafił zarażać sportem. Ja sam potem zostałem nauczycielem wuefu.

Na ogólnopolskich zawodach poznawali młodych sportowców. Niektórzy zrobili wielkie kariery.

Proszę spojrzeć – Mieczysław Komisarek podsuwa starą pocztową kartkę z Tokio z pozdrowieniami i podpisem: Irena Kirszenstein. Zmieniła potem nazwisko po mężu na: Szewińska. – Irenkę poznaliśmy jako juniorkę na zawodach. Przed olimpiadą w Tokio wysłaliśmy jej kartkę z życzeniami i że trzymamy kciuki. I odpisała.

Na wymianie młodzieżowej z NRD poznałyśmy też młodą Niemkę – opowiada Ryszarda Jedlińska-Biel, córka. – Nazywała się Rosemarie Witschas. Jak wyszła za mąż zmieniła nazwisko na Witschas–Ackermann. Skakała wzwyż i była mistrzynią olimpijską. Zaprzyjaźniłyśmy się i pisałyśmy do siebie długi czas.

Trzy Marysie

W Lesznie najlepsze były trzy Marysie. Tak je właśnie nazywali: Trzy Marysie. Maria Herman, Maria Kasprzak (po mężu Frąckowiak) i Maria Mikołajczyk. Dwie pierwsze wyszły za chłopaków z MKS-u. Pierwsza za Andrzeja Lewandowskiego (w latach 90-tych był wiceprezydentem Leszna), druga za Aleksandra Frąckowiaka (który skakał o tyczce). To były dwa klubowe małżeństwa.

Marysie miały po prostu talent do biegów – opowiada profesor. – Nie było na nie mocnych. Na zawodach w NRD one zdobyły tyle punktów co cała niemiecka drużyna. Gdy Niemcy mieli przyjechać do nas, dzwoni ich trener i pyta: Die Trzy Marysie auch werden da? Ja mówię: Ja, werden! A on na to: Verfluchte, wieder verloren. To znaczy: Do diaska, znowu przegramy.

Hymn

Przez 10 lat Mieczysław Komisarek był dyrektorem szkoły sanatoryjnej w Osiecznej. Ma pełne kwalifikacje, bo robi też dyplom z pedagogiki specjalnej. W szkolnej kronice jest piękna pamiątka po nim: to hymn szkoły, ze słowami które napisał razem z dziećmi i muzyką skomponowaną przez Katarzynę Gärtner, autorkę wielkich polskich przebojów.

Po prostu wysłaliśmy jej tekst z prośbą o muzykę do niego – wspomina M. Komisarek. – I przysłała nam nuty.

Inspektor
Ostatnie lata zawodowej kariery spędził w leszczyńskim kuratorium jako starszy wizytator szkolnictwa specjalnego. Jeździł po szkołach i je kontrolował. I często spotykał swoich dawnych uczniów.

Stawałem w drzwiach i widziałem, jak kamień spada im z serca – śmieje się dzisiaj. – Wcale się mnie nie bali.

Emeryt

Dzisiaj pan Mieczysław ma 90 lat, mieszka z ukochaną Irenką i pod opieką córek. Marzy o nartach albo rowerze, ale dzieci nie puszczają. Spaceruje za to po ogrodzie z kijkami. Nie opuszcza żadnej transmisji sportowej: Justyna Kowalczyk, Kamil Stoch, nasi lekkoatleci, siatkarze. Kibicuje. Już nie może się doczekać Igrzysk Olimpijskich w Londynie.

Co roku otrzymuje na święta kartki od byłych uczniów. W tym od Marii Frąckowiak, która mieszka w Kłodzku.

Nie mogłabym nie wysyłać – tłumaczy pani Maria. – Bo to naprawdę niezwykły, dobry człowiek.

Arkadiusz Jakubowski
 
 
Dodaj artykuł do:



Komentarze (1)
RSS komentarzy
1.
wspanialy czlowiek
12-02-2012 09:07
andy - Gość
Jeden z nielicznych 
sposrod kadry w dawnym Liceum 
Pedagogicznym ktorych 
mozna bylo lubic i 
ktory nalezal do 
"normalnych"

Napisz komentarz

Komentarze naruszające netykietę i regulamin portalu będą usuwane. Przeczytaj nasz regulamin

Imię:
Tytuł:
Komentarz:



Kod antyspamowy:*CAPTCHA Image
[ Inny obrazek ]

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Aktualności

Sonda

Jak szybki masz internet?
Advertisement

KUP E-WYDANIE NASZEGO TYGODNIKA!

Image

DODATEK ROLNICTWO
Copyright © 2005 - 2011 Panorama Leszczyńska        Opracowanie strony: NewsNet        Grafika: webSylium                                 Serwer: Logo EasyWWW