
Za sprawą posła Janusza Palikota temat narkotyków, a w szczególności palenia marihuany, zaistniał ostatnio w Sejmie. I choć polityk w rzeczywistości zamiast jointa zapalił pachnące kadzidełko, szumu narobił naprawdę sporo. To był głos Ruchu Palikota za depenalizacją, czyli rezygnacją z karania, a w dalszym etapie – za legalizacją marihuany. Tymczasem w opinii Hanny Jędrzejewskiej, szefowej leszczyńskiego Monaru, dążenie do legalizacji tzw. miękich narkotyków to krecia robota, która obraca w perzynę ciężką pracę terapeutów.
Mieszają w głowach
– Tak postępuje ktoś, kto nie widzi problemu od środka. Tymczasem to do mnie trafiają osoby, które mają problem z marihuaną. Zresztą nie tylko nawoływanie do legalizacji konopi miesza ludziom w głowach. Podobny efekt przyniosły ostatnie zmiany w prawie. Może trudno w to uwierzyć, ale – mimo szerokiego dostępu do informacji – w społeczeństwie funkcjonuje coraz więcej błędnych opinii na temat palenia „trawki” – mówi Hanna Jędrzejewska, kierowniczka punktu konsultacyjnego Monar w Lesznie.
W myśl nowych, obowiązujących od grudnia ub. r. przepisów znowelizowanej w kwietniu 2011 r. ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, prokurator może odstąpić od wszczęcia postępowania w przypadku zatrzymania osoby z niewielką ilością narkotyków na tzw. własny użytek.
– Może, ale nie musi, a to zasadnicza różnica. Tymczasem młodzież błędnie rozumie nowe przepisy i jest przekonana, że w Polsce posiadanie trawki na własny użytek jest całkowicie legalne. Trafiają do mnie amatorzy konopi przekonani, że pod wpływem miękkich narkotyków można bezkarnie kierować pojazdem! Taki brak świadomości może mieć naprawdę przykre konsekwencje, bo nieznajomość prawa nie zwalnia przecież z odpowiedzialności – wyjaśnia Jędrzejewska.
Formalnie posiadanie nawet odrobiny marihuany jest zagrożone karą pozbawienia wolności, a ewentualne konsekwencje zależą od konkretnych okoliczności, w jakich znalazł się winowajca.
Przypalała na komunii
W opinii Hanny Jędrzejewskiej kolejnym niepokojącym zjawiskiem jest powszechne zwątpienie w szkodliwość konopi indyjskich. Amatorzy trawki podkreślają, że palenie relaksuje i nie uzależnia.
– Tymczasem ci, którzy palą ją od lat, zauważają u siebie wzrost uzależnienia. Dochodzi do tego, że bez marihuany trudno im normalnie funkcjonować – ucina terapeutka.
Przykładem jest historia kobiety, która sama zgłosiła się na leczenie do Monaru. Do wizyty skłonił ją joint wypalony ukradkiem w trakcie imprezy pierwszokomunijnej córki. Leszczynianka podjęła leczenie, gdy zrozumiała, że nawet taka uroczystość nie jest w stanie odwieść jej od codziennego dymka z zawartością THC. Podobny przykład stanowi mężczyzna, który z powodu „upalenia” nie dotarł na pogrzeb matki. Kolejny pacjent Jędrzejewskiej po czasie wyrzucał sobie, że pod wpływem trawki odwiedził w szpitalu żonę i swoje nowo narodzone dziecko. Inny młody ojciec trafił na terapię, ponieważ „zgubił” dziecko. Mężczyzna poszedł na spacer do minizoo z ośmiomiesięcznym niemowlęciem i po wypaleniu na świeżym powietrzu trawki wrócił do domu bez dziecka. Na szczęście wózek zastał w miejscu, w którym go porzucił. Dziecku nic się nie stało.
– Ktoś powie, że identycznie mógł zachować się po alkoholu, a ja podkreślałam, że akurat wypalił marihuanę i to właśnie ona doprowadziła go do takiego stanu, że zapomniał o dziecku – piętnuje zachowanie terapeutka.
Spoko rodzic?
Z doświadczenia zawodowego H. Jędrzejewskiej wynika, że czasem rodzice nieświadomie pomagają młodemu człowiekowi w rozwijaniu jego narkotykowej pasji. Przykładem jest małżeństwo w średnim wieku, którym studiująca we Wrocławiu córka przywiozła kilkanaście nasionek, prosząc, by zadbali o jej hodowlę. Zielone, postrzępione liście szybko pięły się w górę, a rodzice chętnie pokazywali je sąsiadom i gościom. Tak było do czasu aż w wiadomościach obejrzeli materiał o likwidacji plantacji marihuany.
– Wtedy z przerażeniem stwierdzili, że hodują konopie indyjskie. Przyszli do mnie z pytaniem: co dalej? Jak rozmawiać z córką? Ze strachu pocięli konopie na drobne kawałki i porozrzucali w okolicznych śmietnikach. Córka obraziła się za to śmiertelnie i na jakiś czas przestała ich odwiedzać – relacjonuje terapeutka.
Z kolei pewna matka, chcąc podjąć rozmowę z dzieckiem na temat szkodliwości narkotyków, dała się namówić na wypalenie jointa. Po kilkakrotnym zaciągnięciu się czterdziestokilkulatka spędziła pół godziny pod zimnym prysznicem bojąc się, że umiera…
– Dlatego odradzam wspólne palenie z dzieckiem narkotyku w ramach integracji. Nie tędy wiedzie droga dotarcia do młodego człowieka – apeluje Jędrzejewska. – Lepiej rozmawiać o aktualnie obowiązującym prawie i skutkach zażywania narkotyków ze wskazaniem konkretnych przykładów z życia wziętych. W ośrodku znamy ich całe mnóstwo i chętnie się nimi, ku przestrodze, podzielimy.
KAROLINA BODZIŃSKA
Dodaj artykuł do: