Z regionu
| PKP da pracę 200 osobom (wideo) (Leszno) |
| Zostań dawcą szpiku! (Leszno) |
| Nowak: mieszkańcy byli bierni (wideo) (Leszno) |
| Zbyt mała frekwencja (Leszno) |
| Wpadł w furię i zaczął demolować (Gostyń) |
| Tłumy w muzeum (galeria) (Leszno) |
| Oferował 2 tys. zł łapówki (Wschowa) |
| Bez funduszu soleckiego (Góra) |
| Prezydent znów z absolutorium (Leszno) |
| Wyłowiono zwłoki z Obry (Kościan) |
Komentarze
| Mamy przechlapane |
| Za zaborow Pruskich, Rosyjskich i Austriackich w 19 wieku miliony Polakow uciekalo z Polski do Ameryki aby tam byc wolnym i zyc w miare dobrze..rozum... |
| Więcej... |
| Tragedia w Kościanie (galeria) |
| A mi się wyświetla zawsze takie coś przy dodawaniu komentarza: "Jeżeli nie będzie odnosił się do tematu zostanie usunięty." Więc może te powyżej zosta... |
| Więcej... |
| Tragedia w Kościanie (galeria) |
| Skąd się biorą tacy ludzie? Nieważne o czym artykuł ten musi o PISie wypisywać. Tragedia się zdarzyła, uszanuj to i milcz psycholu! |
| Więcej... |
| Reportaż |
|
|
| Niewinni przed sądem | ||
| 06.02.2012. | ||||||||||
Jak to możliwe, że po interwencji domowej w podleszczyńskiej wsi policjanci wysłali do sądu niewłaściwe osoby? Konflikt dotyczył psa biegającego bez dozoru po ulicy. Do sądu wezwano jednak nie właścicielkę kundla, lecz jej męża. O wyzwiska kierowane w stronę funkcjonariuszy oskarżono z kolei nie rzeczywistego sprawcę, lecz jego brata, który w czasie interwencji był w zupełnie innym miejscu. Pomyłka kosztowała wszystkich sporo nerwów, ale wszystko udało się wyjaśnić.
Pies ma bronić posesji W kwietniu ub. r. ktoś wezwał policję do jednej z wsi koło Leszna. Zgłoszenie było krótkie: „pies goni po ulicy dzieci”. Patrol dotarł pod wskazany adres, gdzie już wcześniej zdarzały się interwencje. – Gdy chciałem wysiąść z radiowozu, kundel dobiegał do mojej nogi – przyznał jeden z funkcjonariuszy. – Z okna wychylił się trzydziestoletni mężczyzna i krzyknął, że pies ma bronić posesji. Po chwili z domu wyszedł sześćdziesięcioletni mężczyzna, Franciszek R., i przypiął kundla do łańcucha. Policjanci chcieli wystawić mu mandat za to, że po raz kolejny nie pilnował czworonoga. Wtedy z okna w kierunku funkcjonariuszy poleciał stek wyzwisk. Po chwili ich trzydziestoletni autor wybiegł na podwórze i filmował interwencję telefonem komórkowym. Mimo żądania policjantów nie podał im imienia, nazwiska, ani adresu. Uciekł do mieszkania. Tymczasem na podwórzu nadal sporo się działo. – Przybiegł wnuk i krzyczał, że policjanci biją dziadka. Faktycznie, szarpali męża pod ramiona i ciągnęli do samochodu – zeznała Jadwiga R., która ani słowem nie pisnęła, że jest właścicielką psa. – Franciszek R. zaczął zamykać bramę i wtedy jedno skrzydło uderzyło mnie w nogę. Odmówił pójścia do radiowozu i odpychał kolegę. Siłą chcieliśmy go zaprowadzić do samochodu, ale trzymał się bramy. Użyliśmy miotacza pieprzu – zeznał policjant, który z powodu bólu nogi musiał skorzystać z pomocy lekarza. – Dwa razy zostałem popsikamy gazem prosto w oczy. Niższy policjant kopnął mnie w biodro, upadłem na ziemię i zostałem uderzony w tył głowy – wyjaśniał Franciszek R. Jak brat z bratem Funkcjonariusze pojechali z Franciszkiem R. na komendę, by zbadać jego trzeźwość. – Potwierdził, że przez okno wyzywał nas jego syn, Mateusz. Ponadto oświadczył, że Mateusz mieszka z nim na gospodarstwie, mimo że jest zameldowany w Lesznie – napisał policjant w notatce służbowej. I najprawdopodobniej wypowiedź Franciszka R. wprowadziła funkcjonariuszy w błąd, który trzeba było prostować dopiero w sądzie. – Interwencję na podwórzu nagrywał syn Jakub – zeznawała z kolei Jadwiga R. Ostatecznie policja obwiniła Mateusza R. On, wezwany na przesłuchanie, nie przyznał się do wyzywania policjantów. Wyjaśnił, że w czasie owej interwencji był z konkubiną w swoim domu, w Lesznie. Mimo to w czerwcu sąd wyrokiem nakazowym wymierzył mu 300 zł grzywny. Leszczynianin złożył sprzeciw i rozpoczął się proces. Dopiero wtedy na przesłuchanie wezwano drugiego z braci, Jakuba. – Gdy policjanci wtedy przyjechali, to spytałem ich, czego chcą. Kazali mi zejść, a ja powiedziałem, że nie zejdę, bo żaden z nich się nie wylegitymował – mówił Jakub R., który zeznawał jako świadek. Policjanci, którzy w kwietniu byli na interwencji, rozpoznali właściwego sprawcę: – Przez okno krzyczał ten pan, który przed chwilą zeznawał jako świadek, a nie ten, który siedzi na sali jako obwiniony – zeznali obaj funkcjonariusze. – Tego dnia Mateusz był w domu, ze mną i z dziećmi. To była niedziela – Jolanta S., konkubina obwinionego, potwierdziła jego alibi. Po tych zeznaniach sprawa przybrała zupełnie inny obrót. W grudniu ub. r. Mateusz R. został uniewinniony i oczyszczony z zarzutów. Właścicielką jest żona Równolegle trwało drugie nieporozumienie. Już wiosną ub. r. policja wysłała do sądu wniosek o ukaranie Franciszka R. za to, że nie zachował ostrożności przy trzymaniu psa. W lipcu sąd ukarał sześćdziesięciolatka grzywną w wysokości 250 zł i nakazał mu zapłatę 80 zł kosztów. Mężczyzna złożył sprzeciw, gdyż nie czuł się odpowiedzialny za kundla. Jego właścicielem była bowiem żona. – Nie mieszkam z żoną od dziesięciu lat, ale odwiedzam ją, gdy przyjeżdżam na urlop do Polski – wyjaśniał Franciszek R. w sądzie. – Tak, ten pies jest mój – przyznała Jadwiga R. na rozprawie. Ostatecznie sąd uniewinnił Franciszka R. Za trzymanie psa bez dozoru skazana została jego żona. Jadwiga R. musiała zapłacić grzywnę.
(maks)
PS Personalia zostały zmienione
Napisz komentarz
|
||||||||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|



Jak to możliwe, że po interwencji domowej w podleszczyńskiej wsi policjanci wysłali do sądu niewłaściwe osoby? Konflikt dotyczył psa biegającego bez dozoru po ulicy. Do sądu wezwano jednak nie właścicielkę kundla, lecz jej męża. O wyzwiska kierowane w stronę funkcjonariuszy oskarżono z kolei nie rzeczywistego sprawcę, lecz jego brata, który w czasie interwencji był w zupełnie innym miejscu. Pomyłka kosztowała wszystkich sporo nerwów, ale wszystko udało się wyjaśnić.












