Z regionu
| PKP da pracę 200 osobom (wideo) (Leszno) |
| Zostań dawcą szpiku! (Leszno) |
| Nowak: mieszkańcy byli bierni (wideo) (Leszno) |
| Zbyt mała frekwencja (Leszno) |
| Wpadł w furię i zaczął demolować (Gostyń) |
| Tłumy w muzeum (galeria) (Leszno) |
| Oferował 2 tys. zł łapówki (Wschowa) |
| Bez funduszu soleckiego (Góra) |
| Prezydent znów z absolutorium (Leszno) |
| Wyłowiono zwłoki z Obry (Kościan) |
Komentarze
| Mamy przechlapane |
| Za zaborow Pruskich, Rosyjskich i Austriackich w 19 wieku miliony Polakow uciekalo z Polski do Ameryki aby tam byc wolnym i zyc w miare dobrze..rozum... |
| Więcej... |
| Tragedia w Kościanie (galeria) |
| A mi się wyświetla zawsze takie coś przy dodawaniu komentarza: "Jeżeli nie będzie odnosił się do tematu zostanie usunięty." Więc może te powyżej zosta... |
| Więcej... |
| Tragedia w Kościanie (galeria) |
| Skąd się biorą tacy ludzie? Nieważne o czym artykuł ten musi o PISie wypisywać. Tragedia się zdarzyła, uszanuj to i milcz psycholu! |
| Więcej... |
| Reportaż |
|
|
| Jeżdżą na zawody po całej Europie | ||
| 04.02.2012. | ||||||
W białym salonie państwa Piotrowiczów najważniejszy jest teraz telewizor. Cała rodzina wpatrzona w ekran czeka na skok Kamila Stocha. Nagle wszyscy zrywają się z foteli i krzeseł. – Dalej Kamil! Leeeć! Jeszcze trochę! – krzyczą na całe gardło. No, prawie całe, na całe gardło jest kolejny okrzyk: – Huraaa! Wygrał! Kamil pierwszy! Dla całej rodziny to wyjątkowy wieczór, wyjątkowy, bo pierwszy raz od 9 lat nie oglądają zawodów na żywo.
Latem w Hiszpanii Pierwszy był sezon 2002/2003. Wówczas Dorota i Mirosław Piotrowiczowie z Czempinia pojechali na zawody w skokach narciarskich, do Garmisch-Partenkirchen. Zabrali ze sobą dzieci – dziewięcioletnią wówczas Małgosię i syna Huberta. Z czasem do ekipy dołączyła Justyna, żona Huberta i ich córeczka Zosia. – Decyzja zapadła latem. Wracaliśmy z wakacji w Hiszpanii i po drodze zatrzymaliśmy się w Garmisch-Partenkirchen, żeby zobaczyć skocznię narciarską. Powiedziałem wtedy, że fajnie byłoby tam pojechać zimą – wspomina Mirosław Piotrowicz. – No i pojechaliśmy. Jak na rasowych kibiców przystało zabrali ze sobą biało-czerwoną flagę, na której dużymi literami namalowali „Czempiń”. Włodzimierz Szaranowicz odczytał go kiedyś błędnie jako „champion”. – Jakiś czas później, na innych zawodach, miałam okazję porozmawiać z nim i nie omieszkałam powiedzieć, że się pomylił. Naprawił błąd na wizji, mówiąc, że przeprasza kibiców z Czempinia – mówi Małgosia Piotrowicz. Po jakimś czasie tę pierwszą flagę zastąpiła nowa. Bardziej profesjonalna, bo napis jest już naszyty. Skoczkowie, i to nie tylko polscy, szybko zaczęli rozpoznawać charakterystyczny transparent, za kibicowanie odwdzięczali się uśmiechem i pozdrowieniami. Przepowiednia Ten pierwszy wyjazd sprawiał, że Małgosia pokochała skoki. Jest w rodzinie najwierniejszą ich fanką. Skończywszy 16 lat zaczęła współpracę z portalem sportowym, od tego był już tylko krok do dziennikarskiej akredytacji na najważniejsze zawody Pucharu Świata. – Dzięki temu wraz z nią braliśmy udział w wielu konferencjach prasowych. Siedzieliśmy cichutko z tyłu i cieszyliśmy, że możemy być tak blisko najwspanialszych skoczków – uśmiecha się Dorota Piotrowicz. Najsympatyczniejsze były jednak spotkania w hotelach. Często mieszkali w tych samych miejscach co skoczkowie, więc wspólne śniadania, pogawędki na korytarzu lub w windzie nie były niczym niezwykłym. – Każdego nowo poznanego zawodnika prosiłam zawsze o wspólne zdjęcie, nigdy nie odmawiali. W ogóle wszyscy byli zawsze bardzo mili. W następnym sezonie podsuwałam im do podpisania wywołane już fotografie – dodaje Małgosia. Przez kolejnych dziewięć lat każda zima wyglądała dla Piotrowiczów tak samo. Zaraz po Bożym Narodzeniu pakowali się i wyruszali na zawody, jedne, drugie, trzecie. Gdzieś pomiędzy wypadał sylwester. – W sylwestra 2005 roku wchodzimy do knajpki w poszukiwaniu wolnego miejsca. Siadamy i nie wierzymy własnym oczom, na stoliku obok rezerwacja dla Jakuba Jandy wraz z drużyną. Bawiliśmy się razem wspaniale. Pół wieczoru tłumaczyłem mu, że następnego dnia wygra, a on cały czas powtarzał, że nie jest w najlepszej formie i na pewno nie będzie pierwszy. Następnego dnia wygrał – z zadowoleniem zaznacza Mirosław Piotrowicz. Łzy jak grochy Mimo że czempiniacy najbardziej kibicowali Adamowi Małyszowi, bardzo długo nie udało się im go spotkać. Któregoś dnia dotarli do hotelu i po paru minutach zobaczyli Małysza idącego na trening. – Musieliśmy poczekać aż skończy i wtedy mogliśmy poprosić o rozmowę, zgodził się bez problemu – mówi pan Mirosław. – Żona została wówczas w Polsce. Zadzwoniłem do niej, powiedziałem, że za chwilę porozmawia z Adamem i podałem mu telefon. – To było coś niesamowitego, byłam kompletnie zaskoczona. Rozmowa była bardzo miła, a kiedy skończyliśmy, po prostu rozpłakałam się ze szczęścia – wspomina Dorota Piotrowicz. Kibiców z Czempinia nie mogło też zabraknąć w Zakopanem, na królewskim – jak mówią – pożegnaniu mistrza. Skoro Adam Małysz już nie skacze, postanowili, że w tym sezonie kibicować będą Justynie Kowalczyk. Byli świadkami jej triumfu podczas Tour de Ski. Na kilka kolejnych zawodów również się wybierają. Małgosia obowiązkowo zaliczy też któreś z zawodów w skokach narciarskich. Jej determinacji najlepiej dowodzi przygoda sprzed dwóch lat, gdy na letnie skoki wybrała się wraz z koleżankami i po wielu przygodach dotarła na miejsce wraz z drużyną skoczków z Kazachstanu. – Kibicowanie, poznawanie zawodników to wspaniała sprawa, ale na zawody jeździ się tak naprawdę dla Mazurka Dąbrowskiego. Nie ma wspanialszego momentu, niż możliwość odśpiewania hymnu po zwycięstwie Polaka. Zapomina się wtedy o zimnie, śniegu i zmęczeniu, a łzy płyną z oczu same – podkreśla Mirosław Piotrowicz.
Anna Szklarska-Meller
Napisz komentarz
|
||||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|



W białym salonie państwa Piotrowiczów najważniejszy jest teraz telewizor. Cała rodzina wpatrzona w ekran czeka na skok Kamila Stocha. Nagle wszyscy zrywają się z foteli i krzeseł. – Dalej Kamil! Leeeć! Jeszcze trochę! – krzyczą na całe gardło. No, prawie całe, na całe gardło jest kolejny okrzyk: – Huraaa! Wygrał! Kamil pierwszy! Dla całej rodziny to wyjątkowy wieczór, wyjątkowy, bo pierwszy raz od 9 lat nie oglądają zawodów na żywo.












