Komentarze

Mamy przechlapane
Za zaborow Pruskich, Rosyjskich i Austriackich w 19 wieku miliony Polakow uciekalo z Polski do Ameryki aby tam byc wolnym i zyc w miare dobrze..rozum...
Więcej...

Tragedia w Kościanie (galeria)
A mi się wyświetla zawsze takie coś przy dodawaniu komentarza: "Jeżeli nie będzie odnosił się do tematu zostanie usunięty." Więc może te powyżej zosta...
Więcej...

Tragedia w Kościanie (galeria)
Skąd się biorą tacy ludzie? Nieważne o czym artykuł ten musi o PISie wypisywać. Tragedia się zdarzyła, uszanuj to i milcz psycholu!
Więcej...

Reportaż Drukuj Email
Kasa dla doktora
03.02.2012.
Image
Ordynator oddziału chirurgii dziecięcej gostyńskiego szpitala Włodzimierz K. ma siedemdziesiąt zarzutów prokuratorskich. Jest oskarżony o wprowadzanie rodziców pacjentów w błąd oraz o przyjmowanie od nich łapówek za szybkie przyjęcie do szpitala. Lekarz nie przyznaje się do winy. W środę, 25 stycznia w procesie zeznawali pierwsi świadkowie.

P
rywatnie czy w szpitalu?

Prokuratura Okręgowa w Poznaniu oskarżyła Włodzimierza K. o to, że od 2008 r. do kwietnia 2010 r., jako ordynator oddziału chirurgii dziecięcej, a jednocześnie lekarz prowadzący własny gabinet, przyjmował pieniądze za zabiegi wykonane w szpitalach. Miało dojść do 40 takich przypadków. Prokurator oskarżył również ordynatora o przyjmowanie łapówek w 2008 r. Włodzimierz K. miał uzależniać od wręczenia 100 – 500 zł przyjęcie dziecka do szpitala lub hospitalizację poza kolejnością.

Oskarżony chirurg nie przyznaje się do winy. Proces rozpoczął się w Sądzie Rejonowym w Gostyniu. W środę, 25 stycznia zeznawały matki jego małych pacjentów.

Oni też płacili za zabieg

Syn Lidii W. w 2008 r. chorował na przepuklinę. Włodzimierz K. zalecił szybki zabieg i wyznaczył termin na lipiec.

Syn miał rano zabieg i potem wyszliśmy do domu. Dwa dni potem byłam z nim w szpitalu na kontroli. Umówiliśmy się z doktorem, że rozliczymy się na kolejnej wizycie prywatnej. W gabinecie w Lesznie wyjął synowi szwy, zapłaciłam trzysta lub czterysta złotych – zeznawała w sądzie Lidia W. – Nie wiem, czy to było za wyjęcie szwów, czy za całokształt, to znaczy za przyspieszenie zabiegu i zabieg. Nie wykluczam, że to było za wszystkie trzy rzeczy. Jeszcze przed wykonaniem zabiegu przypuszczałam, że będę musiała zapłacić za zabieg, bo to słyszałam od znajomych. Oni też płacili za to.

Po zeznaniach gostynianki wyjaśnienia złożył ordynator. Tłumaczył, że szwy zdejmuje się przy użyciu sprzętu jednorazowego użytku lub wysterylizowanego, co wiąże się z kosztami. 

Pokoje dla matek były zajęte i zaproponowałem operację w systemie jednego dnia, dopuszczalnego przez NFZ. Wczesna kontrola pooperacyjna w tym przypadku jest konieczna i nie jest refundowana przez NFZ. Płatności w gabinecie prywatnym nie są regulowane żadnym cennikiem i kwoty pobiera się nie tylko za samą wizytę, ale również za dodatkowe wykonane zabiegi – mówił w sądzie Włodzimierz K.

Za dojazd anestezjologa

Syn Beaty L. ze Śremu wymagał pilnego zabiegu przed świętami. W Poznaniu na oddziale chirurgii dziecięcej trzeba było czekać dwa miesiące, a w Gostyniu – ponad miesiąc.

Lekarz, który odebrał telefon na oddziale w Gostyniu, powiedział, że ma dla mnie inną propozycję. Podał numer komórki i kazał zadzwonić wieczorem. Wtedy mi powiedział, że istnieje możliwość operacji w Śremie, ale trzeba zapłacić pięćset złotych. Opłata była dlatego, że dziecka nie można pozostawić w oddziale. To było na opłacenie pielęgniarki, dojazd anestezjologa i dwie wizyty prywatne lekarza w domu – zeznała Beata L.

Trzy tygodnie później odbyła się operacja, a dziecko tego samego dnia wyszło do domu. Następnego dnia doktor K. odwiedził małego pacjenta w domu. Obejrzał ranę, a rodzice zapłacili mu 500 zł. Potem lekarz przyjechał zdjąć dziecku szwy.

Jestem wdzięczna doktorowi

Syn Anny P. z Leszna miał wodniaka jąderek i przepuklinę. Doktor K. zaproponował operację w gostyńskim szpitalu w ramach NFZ, ale wtedy dziecko musiałoby zostać w oddziale trzy dni.  Drugim wariantem był prywatny zabieg w Śremie, w ciągu jednodniowego pobytu. Operacja przebiegła dobrze i rodzice zapłacili 600 zł.

Nie czuję się oszukana. Jestem wdzięczna, że dziecko się dobrze czuje – zeznała Anna P.

Syn Joanny P. spod Rawicza przeszedł operację stulejki w szpitalu w Gostyniu. Spędziła tam z dzieckiem jeden dzień. Lekarzowi zapłaciła 600 zł. Była zadowolona, że syn jest zdrowy.

Podtrzymuję wcześniejsze oświadczenia w zakresie dotyczącym tego, co wchodzi w skład kontroli pooperacyjnej. Podkreślam dodatkowo istotny element wzrokowej kontroli – wyjaśniał w tym momencie oskarżony chirurg. – W przypadku dziecka świadka na pewno sprawdzałem manualnie, jakie są efekty pooperacyjne i pielęgnacji przez matkę. Ta wizyta nie była refundowana przez NFZ. Rodzice zazwyczaj zadają pytanie: jaki będzie koszt opieki pooperacyjnej, zakładając, że chcą to czynić w formie prywatnej. Mogą to również robić w formie publicznej w przychodni.

Wtedy Joanna P. zeznała: – Gdybyśmy przyjęli, że opieka pooperacyjna nie była refundowana, to panu doktorowi należało się wynagrodzenie i nie czuję się w związku z tym oszukana.

Kolejna rozprawa odbędzie się 8 lutego.

MARTA KRZYŻANOWSKA-SOŁTYSIAK
 
 
Dodaj artykuł do:



Komentarze (1)
RSS komentarzy
1.
I brawo!
07-02-2012 18:47
zolo - Gość
I brawo pani Joanno P. Tak sie załatwia sprawy. Kazdy ma wybór. Zapłaciła, dostała co chciała, dziecko zdrowe. I ma odwage to powiedziec przed sadem. Na przekór tym wszystkim malkontentom. Zawsze niezadowolonym i do tego fałszywym. Dakli pieniadze a teraz do sądu. Wstyd...

Napisz komentarz

Komentarze naruszające netykietę i regulamin portalu będą usuwane. Przeczytaj nasz regulamin

Imię:
Tytuł:
Komentarz:



Kod antyspamowy:*CAPTCHA Image
[ Inny obrazek ]

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Aktualności

Sonda

Jak szybki masz internet?
Advertisement

KUP E-WYDANIE NASZEGO TYGODNIKA!

Image

DODATEK ROLNICTWO
Copyright © 2005 - 2011 Panorama Leszczyńska        Opracowanie strony: NewsNet        Grafika: webSylium                                 Serwer: Logo EasyWWW