
Brzmi dość utopijnie, zważywszy na wielkość, a właściwie niewielkość tej podleszczyńskiej miejscowości. Grupa młodych ludzi wierzy jednak, że uda im się spełnić marzenie. Sporządzili petycję w sprawie budowy obiektu, pod którą podpisało się już 250 osób. Napisali także do naszej redakcji z prośbą o nagłośnienie sprawy.
– To nie tak, że pozazdrościliśmy Lesznu – dodaje Jędrzej Niedźwiecki. – W Rydzynie i okolicach mieszka sporo osób ćwiczących różnego rodzaju ewolucje na rowerze, deskorolce czy hulajnodze. Nie mamy gdzie trenować. Gdy jest ciepło, korzystamy z leszczyńskiego skateparku, zimą jeździmy do Wrocławia, gdzie jest zadaszona hala.
Autorzy petycji postanowili założyć stowarzyszenie na rzecz budowy skateparku w Rydzynie. Podkreślają, że dziś często jeżdżą po publicznych placach i ulicach, czym niejednokrotnie przyczyniają się do niszczenia murków, ławek oraz nawierzchni. Poza tym uprawiając sport w miejscach nie przeznaczonych do tego, narażają zarówno siebie, jak przechodniów na nieprzyjemności, a nawet niebezpieczeństwo.
– Jeżdżąc w pobliżu ulic, ryzykują potrącenie przez przejeżdżające samochody. Skatepark byłby idealnym miejscem do jazdy na deskorolce, rolkach czy rowerach BMX oraz rozwijania swoich umiejętności. Młodzież jeździłaby w jednym, specjalnie do tego przeznaczonym, miejscu i nie niszczyłaby elementów użyteczności publicznej oraz nie przeszkadzałaby przechodniom. Na terenie skateparku można by organizować różne zawody i inne rzeczy tego typu. Prosimy o wasze wsparcie medialne – apelują do nas miłośnicy sportów ekstremalnych.
Młodych ludzi poparł Kornel Malcherek, przewodniczący komisji oświaty, kultury, zdrowia, sportu i rekreacji, rodziny i młodzieży rydzyńskiej rady miejskiej.
– Gmina cały czas się rozbudowuje, powstaje zbiornik retencyjny, skatepark byłby dodatkową atrakcją. Oczywiście nie da się go wybudować od razu, ponieważ wiąże się to ze sporym wydatkiem. Ci młodzi ludzie nie muszą mieć od razu do dyspozycji ogromnego obiektu. Wystarczyłoby kilka urządzeń – uważa Kornel Malcherek.
Na razie młodzi ludzie postanowili zorganizować sobie tzw. dirt park, gdzie na usypanych wzniesieniach ustawili deski i w ten sposób próbują trenować i dawać upust swoim pasjom. I będzie musiało im to wystarczyć. Jak wyjaśnia bowiem wiceburmistrz Rydzyny Łukasz Bartkowiak, samorząd nie może pozwolić sobie na wydatek rzędu np. miliona zł na taki obiekt.
(ama)
Dodaj artykuł do: