
Na poniedziałkowym otwarciu odnowionego dworca kolejowego w Lesznie pewien dyrektor z Poznania „chlapnął”, że wyremontowany obiekt będzie służył pasażerom, a nie bezdomnym. Dlatego w nocy będzie zamykany.
Tego samego dnia rano strażnicy miejscy i policjanci odnaleźli w
opuszczonej kamienicy w Lesznie ciała dwóch zamarzniętych bezdomnych.
Oczywiście dyrektor od dworców na kolei nie jest winny śmierci obu nieboraków, ale widać, że przyjechał z Poznania i nie czyta lokalnych portali internetowych. Swoją drogą – dworzec mamy teraz piękny (choć ten zabytkowy sprzed 1971 r. był o wiele ciekawszy architektonicznie), ale trochę pustawy. Na większość lokali handlowych nie ma jeszcze chętnych, na tyłach budynku (tam gdzie były tymczasowe kasy) trwa jeszcze remont, a otoczenie dworca, czyli perony wyglądają żałośnie.
Problem w tym, że kiedyś kolej to było państwo w państwie, a teraz PKP to spółka na spółce, bo za każdy element infrastruktury odpowiada inna kolejowa firma. Każda ma wielu dyrektorów na szczeblu centralnym i regionalnym. No i ci dyrektorzy nie dogadali się, aby razem z remontem dworca odnowić też pięć leszczyńskich peronów. Efekt jest taki, że np. niepełnosprawni poruszający się na wózkach mogą teraz swobodnie przemieszczać się po budynku dworca (są podjazdy i windy), ale na dalsze perony (poza 1 i 3) już się nie dostaną, bo przeszkodą są strome schody.
Swoją drogą, skoro w wyremontowanym za pieniądze z budżetu państwa obiekcie, znalazło się miejsce na komisariat Straży Ochrony Kolei, to może miałby kto przeganiać w nocy ewentualnych bezdomnych. Chyba że sokiści nie dyżurują w nocy i swój posterunek, jak urzędnicy, zamykają po piętnastej? Podobne odczucia mam w stosunku do straży miejskiej i policji. Zauważcie, że obu zamarzniętych bezdomnych znaleziono w poniedziałek rano, czyli po weekendzie i pierwszej fali mrozów. Czy w sobotę i niedzielę żadne ze służb mundurowych nie dyżurują w mieście?
Zdaję sobie sprawę, że bezdomni to tzw. margines społeczeństwa, ale skoro troszczymy się – i słusznie – o bezdomne psy i koty, to może lepiej zaopiekujmy się również ludzkimi istotami. Wiem, że w te mroźne dni noclegownia jest dla nich dostępna, że straż miejska penetruje różne meliny i opuszczone domy, ale może brakuje takiej troski na co dzień. Czy są np. w Lesznie pracownicy socjalni, którzy tym bezdomnym rozdają koce, śpiwory, jedzenie? Ich nie ma zbyt wielu w mieście, łatwo więc ich zlokalizować. Skoro nie chcą zamieszkać w noclegowni, to może choć w ten sposób pomóżmy im przeżyć zimę. Może nie nawrócimy ich na „normalne” życie, ale przynajmniej uchronimy ich od śmierci?
Jestem świeżo po lekturze książki Roberta Marshalla „ W kanałach Lwowa”, we wtorek obejrzałem w leszczyńskim kinie nominowany do Oscara firm Agnieszki Holland „W ciemności”. Może dlatego dzisiejszy felieton jest taki humanitarny w treści. Przedwojennego lwowskiego złodziejaszka, kanalarza Leopolda Sochę, stać było w czasie II wojny na humanitarny gest ocalenia grupy Żydów. Dlaczego więc my ludzie współcześni: syci, często zamożni i światowi, dysponujący jako państwo różnymi instytucjami, które mają pomagać ludziom chorym, niepełnosprawnym czy z tzw. marginesu społecznego, nie mogliśmy uchronić od śmierci tych dwóch biednych bezdomnych? Dlaczego?
ROBERT LEWANDOWSKI
Dodaj artykuł do: