
30-latka zatrzymano wczoraj (29 I) w Gostyniu. Mężczyzna kopał po głowie i bił kolczatką swojego rocznego labradora. Pies w stanie agonalnym trafił do weterynarza.
Obrażenia były tak poważne, że mimo błyskawicznej reakcji nie udało się zwierzaka uratować. Weterynarz był zmuszony podjąć decyzję o uśpieniu psa.
- Policja o biciu i skamleniu psa została powiadomiona o godzinie 21.10 - mówi Sebastian Myszkiewicz, rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Gostyniu. - Funkcjonariusze, którzy przyjechali na miejsce usłyszeli głośny skowyt psa i zauważyli w oddali sylwetki dwóch osób. Mundurowi błyskawicznie dogonili uciekinierów i ich zatrzymali. Dopiero wtedy w świetle latarek zobaczyli co się stało. Ich oczom ukazał się makabryczny widok. Na ziemi leżał konający pies, a jego właściciel był cały we krwi.
Mężczyzna był pijany. Badanie alkomatem wykazało ponad dwa promile alkoholu w wydychanym powietrzu.
- Ze wstępnych ustaleń wynika, że 30-latek wyszedł na spacer z psem i po drodze spotkał kolegę - dodaje Myszkiewicz. - Chwilę później pili wódkę koło marketu. W pewnej chwili właściciel psa czymś się zdenerwował i bardzo mocno szarpnął za smycz. Zwierzak zaskamlał, co było powodem aby go kopnąć w głowę. Oprawca na tym nie poprzestał i zaczął okładać psiaka smyczą zakończoną kolczatką.
Skowyczącego psa usłyszeli klienci i to oni wezwali policję.
30-letniemu Piotrowi M. grozi do trzech lat pozbawienia wolności. Mężczyzna spędził noc w policyjnym areszcie, gdzie miał wytrzeźwieć. Dziś (30 I) zostanie przesłuchany i usłyszy zarzuty. (DrA)
Dodaj artykuł do: