
O zajęciach dodatkowych, na które wysyłają swoje dzieci rodzice, rozmawiamy z dr Ewą Karmolińską–Jagodzik, psychologiem i pedagogiem Wyższej Szkoły Humanistycznej w Lesznie.
Z każdym rokiem przybywa atrakcyjnych zajęć dodatkowych dla dzieci i nie byłoby w tym nic złego, gdy nie postawa sporej grupy rodziców, którzy przesadzają zapisując potomka na kilka z nich jednocześnie.
Żyjemy w takich czasach, że zajęcia dodatkowe i rozwijanie pasji dziecka na stałe wpisują się w jego rozwój. Dążymy do systemu, w którym człowiek jest wszechstronnie wykształcony. Skończyły się czasy prostej edukacji i podejmowania pracy w danym zawodzie oraz jednej firmie. Uczestnictwo w zajęciach dodatkowych ma wiele plusów i powoduje, że dziecko od małego przygotowuje się do zachodzących w dorosłym życiu zawodowym zmian. Dziś formę wychowania podwórkowego wyparły formy halowe.
Czy rodzice powinni trzymać się jakiś zasad przy doborze zajęć dodatkowych?
Tak jak przesadne było kiedyś wypuszczanie dziecka na podwórko na całe popołudnie, tak samo przesadne będzie wożenie dziecka z jednych zajęć dodatkowych na drugie. Trzeba zachować równowagę. Nie może być tak, że w efekcie dziecko wychowywane jest przez instytucje. W takiej sytuacji rodzic nie może mieć potem pretensji, że coś poszło nie tak. Kilkulatek powinien korzystać z zajęć dodatkowych, ale w takiej ilości, że będzie jednocześnie miał możliwość nawiązywania bliskich relacji we własnym domu. Prawda jest niestety taka, że część opiekunów – pod płaszczykiem działania dla dobra potomka – zwyczajnie pozbywa się syna lub córki z domu. To prostsze rozwiązanie, bo kiedy dziecka nie ma w domu nie rodzą się konflikty. W mojej opinii jest to lenistwo ze strony dorosłych i czysty egoizm.
Zatem lepiej, by dziecko nie miało zbyt napiętego grafiku?
Oczywiście: lepiej mniej zajęć, a konkretnie. Co to znaczy? Że dziecko nie biega od zajęcia do zajęcia wszystko opanowując po łebkach, lecz skupia się na jednej czy dwóch rzeczach dodatkowych, starając się być coraz lepszym w tym, co robi. To też nauka, z której skorzysta w przyszłości, bo będzie potrafiło dokonywać wyborów, brać za nie odpowiedzialność i w efekcie działać z pasją.
A jeśli zechce zrezygnować z zajęć?
Rzeczywistość często wygląda tak, że maluch wybiera różnorodne zajęcia dodatkowe, zachłystuje się nimi i chodzi na nie podekscytowany do czasu aż prowadzący zaczyna od niego czegoś wymagać. I nagle mówi rodzicom, że już mu się znudziło i szuka nowego hobby. To najgorsze z możliwych rozwiązań. Rodzic powinien od początku wyjaśnić dziecku, że nawet hobby wymaga trochę wysiłku i zachęcać je do ćwiczenia w domu. To dotyczy wszystkich form aktywności zarówno sportowej, jak i muzycznej czy kulturalnej. Jeśli dziecko nie ma ambicji i chodzi na zajęcia tylko dlatego, że wspaniale czuje się w grupie, ale nie liczmy na jego sukcesy w danej dziedzinie. Bez dodatkowych treningów w domu nie zostanie świetnym tancerzem. Z drugiej strony, jeśli zajęć jest bardzo dużo i w każdej sferze dziecko jest maksymalnie zaangażowane to jest kandydatem na pracoholika, który w przyszłości nie będzie umiał wypoczywać i przebywać sam ze sobą.
Dziecko powinno przebywać samo ze sobą?
Oczywiście! Aby poznać siebie musi samo ze sobą pobyć, trochę się ponudzić. Nie powinno określać własnej tożsamości wyłączne przez pryzmat innych ludzi czy zajęć dodatkowych. Jeśli dziecko marudzi, że samo się nudzi, można mu na początek pomóc tworząc listę zabaw, w których może uczestniczyć samodzielnie. Po jakimś czasie lista nie będzie już potrzebna.
Rozmawiała Karolina Bodzińska.
Dodaj artykuł do: