Z regionu
| Wpadł w furię i zaczął demolować (Gostyń) |
| Tłumy w muzeum (galeria) (Leszno) |
| Oferował 2 tys. zł łapówki (Wschowa) |
| Bez funduszu soleckiego (Góra) |
| Prezydent znów z absolutorium (Leszno) |
| Wyłowiono zwłoki z Obry (Kościan) |
| Estkowskiego też do remontu (wideo) (Leszno) |
| Dzień Strażaka w Kościanie (galeria) (Kościan) |
| O krok od tragedii (Leszno) |
| Czy prezydent otrzyma absolutorium? (Leszno) |
Komentarze
| Mamy przechlapane |
| Jestem pewna, ze prezydent Bronek Komorowski N I E podpisze ustawy emerytalnej do przymusowej pracy jak mialaby sie konczyc po 67 roku zycia.To ,ze je... |
| Więcej... |
| Tragedia w Kościanie (galeria) |
| "Pajęczarze" nadal obchodzą dożywocie. |
| Więcej... |
| Ojciec dla rodzeństwa |
| Może to przeczytasz. Dzisiaj jest 22.maj 2012r. Znam Twoją sytuację dobrze. Rafał,wiem i wierzę, że nadal jest ok.Chylę czoło przed Tobą :-* |
| Więcej... |
| Gostyń |
|
|
| Konflikty w gostyńskiej mleczarni | ||
| 25.01.2012. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
Dziwne rzeczy dzieją się w Spółdzielni Mleczarskiej w Gostyniu. Po latach samozadowolenia przychodzi zmierzyć się z brutalną rzeczywistością. Wprawdzie władze firmy uspokajają, że wszystko jest w najlepszym porządku, pojawiła się jednak rysa na szkle, czy raczej wyrwa w murze... Rolnicy coraz liczniej odchodzą do konkurencji. Po latach tolerowania ogromnych strat generowanych przez tzw. oddział miejski, władze decydują się na radykalne cięcia kosztów. Czy nie za późno? Czy fabryka produkująca mleko w proszku sama za chwilę nie będzie w proszku?
Zbuntowani Pierwsza szóstka rolników zbuntowała się na początku listopada. Złożyli na ręce prezesa Grzegorza Grzeszkowiaka wypowiedzenia członkostwa w spółdzielni. – Zdecydowaliśmy się na ten desperacki krok, licząc się z konsekwencjami – mówi wzburzony Sławomir Olejniczak z Rogowa w gminie Krobia. – Bo do czego to podobne?! Spółdzielnia w Gostyniu płaci rolnikom za mleko najmniej spośród okolicznych mleczarni. Latami na nas żerowała, wykorzystując wierność i przywiązanie spółdzielców. Aż miarka się przebrała. Ciągle mówiono nam, że zakład dobrze stoi. Może i stał, ale czy nie było to kosztem nas, rolników? Sławomir Olejniczak ma 36 lat. Skończył technikum budowlane, a 4 lata temu, po zdobyciu dodatkowo kwalifikacji rolniczych, wrócił na wieś na gospodarstwo przepisane mu przez ojca. Powiększył areał uprawy z 12 do 30 hektarów. Jednym z kierunków w jego gospodarstwie jest hodowla krów dojnych. Dziennie oddaje do mleczarni 550-600 litrów mleka. Po wypowiedzeniu umowy gostyńskiej spółdzielni oddaje je do kościańskiej Mlekovity. – Długo się wahałem – przyznaje. – Ale w końcu muszę przecież z czegoś żyć. Mam rodzinę. Chcę rozwijać gospodarstwo. A z tego, co mi płaciła gostyńska Spółdzielnia Mleczarska, nie było mowy o inwestowaniu. To było bez sensu. ,,Mlekovita” dała mi o 21 groszy za litr więcej. Grosz do grosza i... w budżecie gospodarstwa Olejniczaków zrobiło się nagle o 3 do 4 tysięcy złotych więcej. Miesięcznie, bo rocznie to już ponad 40 tys. zł. Razem z nimi szeregi spółdzielców opuściło jeszcze 5 rolników. Wkrótce potem odeszło następnych dwóch. Dwudziestu kolejnych złożyło wypowiedzenia. Czy próbowali negocjować? – Złożyli wypowiedzenia i tyle – odpowiada prezes gostyńskiej Spółdzielni Mleczarskiej, Grzegorz Grzeszkowiak. – Próbowałem przekonywać, żeby nie byli tacy niecierpliwi, bo tutaj nic złego się nie dzieje, poza tym, że okresowo trochę mniej płacimy za mleko. Sytuacja już się zmieniła na lepsze. Prezes nie martwi się o odchodzących. Z chwilą odejścia zbuntowanych spółdzielnia straciła ok. 5 tys. litrów mleka dziennie. Podobno firmie jak na razie mleka nie brakuje. Najwyżej może dojść do ograniczenia eksportu. Zadziwiająco dobrej myśli jest też przewodniczący rady nadzorczej Andrzej Kubiak, choć przyznaje, że 2012 rok może być najtrudniejszym rokiem dla firmy od wielu lat. – Decyzją rady nadzorczej cena skupu mleka została podwyższona niedawno o 4-5 groszy – cieszy się. Czy to wystarczy wobec ciągle zdecydowanie wyższych cen u konkurencji? Rolnicy skarżą się, że dziwnym trafem u wielu z nich zaraz po podwyżce spółdzielnia zaczęła klasyfikować mleko jako mniej wartościowe, czyli gorzej płatne. W efekcie, mimo podwyżki, nie przybyło im pieniędzy. Jak wieść gminna niesie, jakiś rok temu jedna z wiodących spółdzielni chciała się połączyć z gostyńską. Podobno prezes był za, ale rada nadzorcza z jej przewodniczącym do tego nie dopuściła. Niektórzy obawiają się, że jeśli kiepsko pójdzie, to może dojść nie tyle do połączenia, co do przejęcia Gostynia przez jakiegoś giganta, na przykład Mlekovitę. Dziurawe prawo Rolnicy, którzy odeszli, twierdzą, że próbowali rozmawiać z prezesem. – Był zdenerwowany – przyznają. – Ale nic oprócz zalecenia cierpliwości nam nie przekazał. Rolnicy zerwali umowy niezgodnie ze statutem. Bo statut mówi o sześciomiesięcznym okresie wypowiedzenia, ale nic nie mówi o... sankcjach za zerwanie umowy. Czy spółdzielnia wyciągnie konsekwencje wobec buntowników? – Już minęły prawie dwa miesiące, a nie mamy odpowiedzi – uśmiecha się Olejniczak. – Jak chcą, niech nas podają do sądu. Nie boimy się. Dwudziestka następnych rolników, która złożyli spółdzielni wypowiedzenia, zrobiła to w zgodzie ze statutem. Czy to początek lawiny? Gdyby się okazało, że tak, spółdzielni może grozić nawet upadek. Musiałaby bowiem oddawać udziały pieniężne rezygnującym członkom. To byłaby ruina finansowa. Zarząd spółdzielni w trybie pilnym zaczął organizować spotkania z rolnikami, na których przekonywano, że spółdzielnia chwilowo tylko płaci mniej. Ale to się zmieni. Kiedy? Dokładnie nie wiadomo. Dziwne to wszystko, bo spółdzielnia obecnie jest w dobrej kondycji i, jak mówi prezes, w ubiegłym roku wzrósł zarówno skup mleka, jak i sprzedaż wyrobów. Cięcia! Dlaczego tak późno? Władze spółdzielni zdecydowały się na radykalne kroki. Chcą zamknąć tzw. oddział miejski, pierwotną główną siedzibę zakładu. Oddział generuje straty. Nieoficjalnie mówi się, że za osiem miesięcy jest to ok. 6 mln zł! Wiadomo, że oddział miejski od dawna jest deficytowy. Rolnicy się dziwią. Mówią, że na chłopski rozum to bez sensu. Prezes jest innego zdania. – Zyski z głównego zakładu wystarczały na pokrycie strat w zakładzie miejskim – broni się prezes. – Robiliśmy tak z powodów sentymentalnych. Na taki argument aż się w rolnikach gotuje. – Sentymenty naszym kosztem! – mówi kolejny z ,,buntowników”, Marek Twardowski ze Smogorzewa, w gminie Piaski. – Być może już dawno można było nam lepiej płacić i byśmy nie odeszli. Jak mi krowa choruje i nie daje mleka, a tylko żre, to ją oddaję do rzeźni, a nie trzymam dla sentymentów. Rolnicy nie rozumieją, dlaczego tak długo zwlekano z wprowadzeniem zasad ekonomii. Niektórzy spekulują, że stało się tak dlatego, że tzw. zakład miejski to siedziba firmowych związkowców… W końcu jednak część produkcji będzie przeniesiona, a zakład sprzedany. Kto go kupi? Na ten temat też krąży wiele plotek. W zakładzie pracowało ok. 30 osób z 480-osobowej załogi. Ok. 20 osób zostanie przeniesionych do zakładu głównego, gdzie wkrótce będzie uruchomiona nowa linia. Nie brak jednak głosów, że 480 czy nawet 470 osób to i tak za dużo, w stosunku do stopnia zmechanizowania zakładu. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że średnia płaca w zakładzie to ok. 3 tys. zł netto. Dużo to czy mało? Zależy, dla kogo. Dla rolników pewnie dużo. Oliwy do ognia dolewa prawo, które faworyzuje grupy producenckie. Unia do tych grup dopłaca. Czy grupy mogą dostarczać mleko spółdzielni? Na ten temat nie ma zgodności. Gostyńska spółdzielnia nie powinna się jednak tym zasłaniać, bo problem dotyczy wszystkich spółdzielni jednakowo, także konsorcjum spółdzielni Mlekovita, które idzie jak burza i dużo lepiej płaci. LILA GABRYELÓW
Napisz komentarz
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|



Dziwne rzeczy dzieją się w Spółdzielni Mleczarskiej w Gostyniu. Po latach samozadowolenia przychodzi zmierzyć się z brutalną rzeczywistością. Wprawdzie władze firmy uspokajają, że wszystko jest w najlepszym porządku, pojawiła się jednak rysa na szkle, czy raczej wyrwa w murze... Rolnicy coraz liczniej odchodzą do konkurencji. Po latach tolerowania ogromnych strat generowanych przez tzw. oddział miejski, władze decydują się na radykalne cięcia kosztów. Czy nie za późno? Czy fabryka produkująca mleko w proszku sama za chwilę nie będzie w proszku?













