
Przyznam szczerze: nie lubię nowego roku pisanego z małej litery, a w szczególności stycznia. Podwyżki, zmiany przepisów, no i świadomość, że człowiek będzie za chwilę o rok starszy, nie nastrajają optymistycznie.
O zamieszaniu w służbie zdrowia w związku z wejściem nowej ustawy o lekach refundowanych nie chce mi się nawet już pisać. Postanowiłem jednak poszukać jakichś promyków nadziei na tym morzu beznadziejności.
Zacznijmy od zdrowia, bo to przecież najważniejsze w życiu – obok pieniędzy i …powodzenia w miłości. Lekarzom zdarza się, niestety, popełniać błędy w sztuce medycznej: a to zostawią w brzuchu chorego chustę chirurgiczną, albo wytną zdrową nerkę zamiast chorej. Oczywiście takie wpadki przytrafiają im się niezwykle rzadko, ale jednak się zdarzają. Do tej pory poszkodowany pacjent (jeśli przeżył) albo jego rodzina ( jeśli jednak odszedł na „wieczną wartę”) mogli jedynie wystąpić na drogę sądową przeciw szpitalowi i domagać się odszkodowania oraz zadośćuczynienia. Od nowego roku pojawiła się jeszcze jedna możliwość – skierowanie skargi do komisji ds. zdarzeń medycznych działającej przy wojewodzie. Podobno mają one działać szybciej i sprawniej niż sądy (od wniosku do decyzji nie może upłynąć więcej niż 4 miesiące), ale niestety jest też i minus – przyznane rekompensaty finansowe będą niższe niż sądowe, bo ustawodawca ustanowił górne limity: za zakażenie, uszkodzenie ciała – 100 tys. zł, za śmierć pacjenta – 300 tys. zł. Niestety, coś za coś…
Teraz może o pieniądzach. Od lat kolejne rządy i fachowcy od zabezpieczenia starości wbijają nam – przyszłym emerytom – do głowy, że nasze emerytury z ZUS i OFE będą niskie, co dla niektórych może oznaczać po prostu wegetację na starość. Dlatego stworzono tzw. III filar, czyli dobrowolne odkładanie na emeryturę, np. w postaci IKE (Indywidualne Konta Emerytalne). Polega to na tym, że za pośrednictwem biura maklerskiego albo innej wyspecjalizowanej placówki wpłacamy co miesiąc lub raz na rok swoje zaskórniaki (państwo ustaliła jednak roczny limit wpłat), oni te pieniądze inwestują, a my po ukończeniu 60. lub 65. roku życia wypłacone będziemy mieli – bez konieczności płacenia podatku dochodowego – zgromadzone środki. Niestety, część pieniędzy zjedzą różne opłaty, m. in. za prowadzenie rachunku i za zarządzanie funduszami, ale przy założeniu, że to jest lokata wieloletnia (15-30 lat) i zbyt często nie będą się przytrafiały krachy na giełdzie, można co nieco dodatkowo zaoszczędzić na emeryturę.
Rozpisałem się o IKE, a miało być o tym, że od nowego roku wszedł nowy sposób oszczędzania na starość, tzw. IKZE ( Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego). O szczegółach już wkrótce napiszemy na łamach PL. Dodam tylko, że jest to podobny sposób oszczędzania jak IKE, ale są też różnice w limitach wpłat i opodatkowaniu. Niestety, jak podaje prasa, na razie oferta IKZE jest skromna, w efekcie czego pobierane przez instytucje finansowe opłaty mogą nam zjeść nawet połowę zaoszczędzonych na odpisie podatkowym pieniędzy. A właśnie możliwość odpisywania co roku w PIT ulgi na IKZE miała być tym nowym wabikiem dla przyszłych emerytów.
Zmian – nie wiadomo czy na lepsze – wprowadzonych w nowym roku jest znacznie więcej. Np. zlikwidowano ośrodki adopcyjno-opiekuńcze, a w ich miejsce powołano dwie oddzielne instytucje (pisaliśmy już o tym). Jeden z nich ma oryginalną nazwę – „Organizator Rodzinnej Pieczy Zastępczej” i ma zajmować się rodzinami zastępczymi. Mam nadzieję, że ten podział ról pomoże lepiej zajmować się problemem adopcji dzieci i rodzin zastępczych, choć jako sceptyk mam wątpliwości, czy poza zmianami szyldów coś to da. Obym się mylił…
ROBERT LEWANDOWSKI
Dodaj artykuł do: