Reportaż Drukuj Email
Nieważna licencja
18.01.2012.
ImageSkazany za oszustwo znany rawicki pośrednik obrotu nieruchomościami przez ponad trzy lata posługiwał się licencją zawodową, do której nie miał prawa. Mimo tego pośredniczył co najmniej w 13 transakcjach.
 
 
Sprawa dotyczy firmy Jana M., znanego rawickiego biznesmena, w której pracuje też jego syn Krzysztof. Firma zajmuje się między innymi pośrednictwem w handlu nieruchomościami. Ogłasza się na portalu gratka.pl, gdzie ma swoją stronę z ofertami.

Ten pan już nie pracuje

Zgodnie z ustawą w każdej agencji nieruchomości musi pracować licencjonowany pośrednik obrotu nieruchomościami. To bardzo ważne, bo pośrednik to osoba, która gwarantuje, że cała transakcja przebiegnie zgodnie z prawem i nikt nie zostanie oszukany. To on na przykład sprawdza, czy nieruchomość nie jest obciążona hipoteką, i czy jest wolna od wad prawnych.
 
Dlatego pośrednikom stawiane są bardzo wysokie wymagania etyczne i zawodowe: muszą m.in. zdać egzamin państwowy i nie mogą być osobami karanymi. Każda agencja nieruchomości zamieszczając ogłoszenia z ofertami, musi podać numer licencji pośrednika, który dla niej pracuje. Ten numer można sprawdzić w rejestrze prowadzonym przez ministerstwo infrastruktury. Firma Jana M. w internecie podawała numer licencji 5305. Ale to licencja, która... została wykreślona z rejestru.
 
Zatelefonowaliśmy do Krzysztofa M. obsługującego transakcje związane z obrotem nieruchomościami.

Dlaczego posługujecie się numerem licencji, która jest nieważna?

To przez nieuwagę osoby odpowiedzialnej za stronę internetową, która nie uaktualniła danych – tłumaczył Krzysztof M. – Nasz obecny licencjonowany pośrednik posiada licencję o numerze 9871.

W centralnym rejestrze pośredników pod numerem licencji 9871 figuruje siostra Krzysztofa M.

Do kogo należała licencja 5305 i dlaczego została wykreślona?
To tajemnica. Osoba, która ją posiadała, już u nas nie pracuje – powiedział nam Krzysztof M.

To rzeczywiście tajemnicza sprawa, bo – jak ustaliliśmy – właścicielem licencji nr 5305 był sam Krzysztof M.

Wykreślony po 3 latach

Interesująca jest też historia wykreślenia tej licencji z centralnego rejestru ministerstwa. Z informacji wydziału odpowiedzialności zawodowej w departamencie nieruchomości Ministerstwa Infrastruktury, do których dotarliśmy, wynika, że Krzysztof M. (nr licencji 5305) został wykreślony z centralnego rejestru pośredników 29 kwietnia 2011.

Powód był oczywisty: Krzysztof M. został dwukrotnie skazany przez sądy. A pośrednik obrotu nieruchomościami nie może być „osobą karaną za przestępstwa przeciwko mieniu, dokumentom, za przestępstwa gospodarcze, za fałszowanie pieniędzy, papierów wartościowych, znaków urzędowych, za przestępstwa skarbowe oraz za inne przestępstwa mające znaczenie ze względu na wykonywany zawód”.

Tymczasem Krzysztof M. grał jedną z  głównych ról w oszustwie, którego  ofiarą padła pewna firma leasingowa z Wrocławia. Wraz ze wspólnikiem Markiem K., przy pomocy fałszywych dokumentów, wyłudzili z tej firmy  101.000  zł. Krzysztof M. skazany został na 2 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat. Wyrok uprawomocnił się we wrześniu 2007 roku.  Z kolei 29 stycznia 2010 roku uprawomocnił się kolejny wyrok, jaki zapadł wobec niego, tym razem przed Sądem Rejonowym w Lesznie. Wiemy, że sprawa dotyczyła  oszustwa, rozboju i posługiwania się cudzymi dokumentami.

Bardzo ciekawe jest zestawienie dat uprawomocnienia się obu wyroków z datą wykreślenia Krzysztofa M. z rejestru. Stało się to dopiero po ponad 3 latach od pierwszego wyroku! A z zapisów ustawy o obrocie nieruchomościami jasno wynika, że utrata licencji pośrednika następuje automatycznie w dniu uprawomocnienia się wyroku sądowego. Co więcej, skazany prawomocnie pośrednik ma obowiązek poinformować o tym fakcie ministerstwo. Krzysztof M. nie tylko tego nie zrobił, co więcej – przez 3,5 roku posługiwał się nieważną licencją (skąd ministerstwo dowiedziało się o wyrokach Krzysztofa M. – nie wiadomo).

13 umów

Trafił za to po raz kolejny przed oblicze Sądu Rejonowego w  Rawiczu. Sprawę do sądu skierowali inspektorzy Państwowej Inspekcji Handlowej w Lesznie, którzy kontrolowali firmę Jana M.

Sprawdzaliśmy transakcje kupna–sprzedaży w latach 2010 i 2011 – tłumaczył jeden z inspektorów przed sądem. – W tym czasie zostało zawartych 13 umów, w których firmę reprezentował Krzysztof M., jako pośrednik z licencją numer 5305, chociaż od 21 września 2007 roku nie miał do tego prawa.

Nie zdawałem sobie sprawy, że pozbawienie licencji następuje z mocy prawa w dniu uprawomocnienia się wyroku – zeznał Krzysztof M. przed sądem.

Za bezprawne posługiwanie się licencją Krzysztof M. został ukarany przez sąd karą grzywny w wysokości 300 zł. Wyrok uprawomocnił się 26 listopada 2011 roku. Sąd nie orzekał, czy 13 umów zawartych przez M. jest ważnych czy nie.

Kilka tygodni temu Krzysztof M. stał się bohaterem kolejnej kryminalnej sprawy. Funkcjonariusze Straży Granicznej zatrzymali dwa należące do niego auta: bmw i porsche. Samochody stoją na parkingu rawickiej komendy, która od pograniczników przejęła sprawę.

Prowadzimy postępowanie dotyczące fałszowania dokumentów – mówi Beata Jarczewska, rzecznik prasowa KPP w Rawiczu.

Kolekcjoner paserem

Kłopoty z prawem ma także Jan M., który jest właścicielem firmy. Na nim także ciąży sądowy wyrok i to w bardzo ciekawej sprawie.

Jan M. jest kolekcjonerem staroci. Posiada nawet coś na kształt prywatnego muzeum w swojej posiadłości w gminie Pakosław. W okolicy głośno jest o tym, że ma tam ciekawe eksponaty.

W lipcu 2011 roku do rawickiej komendy policji zgłosiła się 75-letnia mieszkanka ulicy Kamińskiego. Zgłosiła kradzież z domu, w którym od lat mieszka, starego żeliwnego magla. Magiel wyprodukowany został w 1896 roku, ale nadal, choć rzadko, był przez nią używany. Stał przykryty kapą na korytarzu pod schodami. I zniknął.

Podobnych zgłoszeń rawiccy policjanci przyjęli więcej. Oto z ogrodu przy ul. Miodowej skradziono ozdobną metalową bramę i furtkę. Z domu przy ul. Sienkiewicza ktoś wyniósł pod nieobecność właścicielki starą wagę szalkową, a ze strychu – starą komodę (jak się okazało ze schowanymi w niej przez właścicielkę oszczędnościami w kwocie 4000 zł, o czym zapewne złodzieje początkowo nie wiedzieli). Z dwóch rawickich podwórek mniej więcej w tym samym czasie znikać zaczęły stare, żeliwne pompy. Wszystko wskazywało, że w Rawiczu działa szajka kradnąca starocie.

Z policyjnych ustaleń wynikało, że w kradzieże zamieszany jest Piotr B. Policyjne podejrzenia potwierdziły się. Piotrowi B. pomagało, w różnej konfiguracji osobowej, kilku kolegów. A nabywcą prawie wszystkich skradzionych przedmiotów był znany w powiecie kolekcjoner Jan M. Płacił za fanty niewspółmiernie mało do prawdziwej wartości. Na przykład za żeliwny magiel zapłacił 250 zł. Waga szalkowa i komoda „kosztowały” 420 zł. Za bramę i furtkę złodzieje otrzymali 500 zł.

Jan M. za każdym razem wiedział, że to rzeczy kradzione – zeznał Piotr B.

Opowiedział, że bramę i furtkę wieźli na teren gminy Pakosław i zostawili je w lesie w pobliżu posiadłości Jana M. A na przykład magiel zawieźli wózkiem  na ul. Ratuszową w Rawiczu i tam pomogli Janowi M. załadować zdobycz na auto.

Jan M. początkowo twierdził, że nie miał pojęcia o podejrzanym pochodzeniu przedmiotów.

Kolekcjonuję stare przedmioty sprzed 1939 roku – zeznał. – Taka informacja jest w oknie mojego sklepu w Rawiczu i tam też jest numer telefonu. W lipcu zadzwonił nieznany mi mężczyzna i powiedział, że ma do przewiezienia na złom stary magiel i chciał się dowiedzieć, czy nie zapłacę mu więcej. Dlatego pojechałem na ulicę Ratuszową.

Ostatecznie jednak Jan M. przyznał, że zdawał sobie sprawę, iż kupuje kradzione przedmioty. I dobrowolnie poddał się karze. Sąd Rejonowy w Rawiczu skazał go za paserkę na 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata i 4000 zł grzywny. Wyrok jest prawomocny.

Radny z ochotą na pompę

W tej sprawie przewinęły się jeszcze dwie inne znane w Rawiczu osoby.  Z Piotrem B. kontaktował się znany rawicki lokalny polityk i radny.

Szukałem starej pompy do ogrodu – zeznał. – Przypadkowo rozmawiając na ulicy z pewnym mężczyzną dowiedziałem się, że zbiera starocie i poprosiłem go, by dał mi znać, jeśli będzie miał taką pompę.  Skontaktował się potem ze mną i pokazał mi pompę. Była uszkodzona i wymagała naprawy. Dałem mu 150 zł, a on miał mi ją dostarczyć po naprawie. Ale nie dostarczył.

Jedną z pomp skradzionych przez szajkę kupił za to znany w Rawiczu restaurator. Zarzekał się, że nie wiedział, że pochodzi ona z kradzieży. Zapłacił za nią 200 zł i schował w garażu.   
 
Arkadiusz Jakubowski

PS W ogłoszeniach na portalu gratka.pl numer licencji został już zmieniony
 
 
Dodaj artykuł do:



RSS komentarzy

Napisz komentarz

Komentarze naruszające netykietę i regulamin portalu będą usuwane. Przeczytaj nasz regulamin

Imię:
Tytuł:
Komentarz:



Kod antyspamowy:*CAPTCHA Image
[ Inny obrazek ]

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Aktualności

Sonda

Jak szybki masz internet?
Advertisement

KUP E-WYDANIE NASZEGO TYGODNIKA!

Image

DODATEK ROLNICTWO
Copyright © 2005 - 2011 Panorama Leszczyńska        Opracowanie strony: NewsNet        Grafika: webSylium                                 Serwer: Logo EasyWWW