Kontrowersje Drukuj Email
Oddział bez empatii?
09.01.2012.
ImageDo redakcji nadszedł długi, wzruszający list. Pani Agnieszka z Lipna sugestywnie opisuje w nim horror, jaki razem z dzieckiem przeżyła na oddziale chirurgii dziecięcej w Gostyniu. Po szpitalnych przeżyciach 2,5-letnia dziewczynka jeszcze po kilku tygodniach budzi się w nocy z płaczem. Ordynator oddziału Włodzimierz Krzewiński najpierw udzielił mi osobiście ponadgodzinnego wywiadu, po czym zabronił jego publikacji. W przesłanej nam pisemnej odpowiedzi stwierdza, że... nie można oceniać jego oddziału po spędzeniu na nim jednej nocy. Ile tych nocy trzeba tam przesiedzieć na taborecie, aby być obiektywnym – nie podaje. 

Zdrętwiałe, obolałe i niewyspane

Mała Joasia bawiła się w pokoju na plastikowej zjeżdżalni. Nagle podwinęła jej się nóżka i dziewczynka upadła.

Na czole pojawił się duży guz – opowiada mama, pani Agnieszka. – Ponieważ za godzinę córeczka miała mieć szczepienie, od razu pojechałyśmy do lekarza rodzinnego. Lekarz skierował nas do leszczyńskiego szpitala na oddział ratowniczy.

Małej wykonano zdjęcie rentgenowskie główki. Lekarz nie stwierdził pęknięcia czaszki, ale zalecił obserwację na specjalistycznym oddziale chirurgii dziecięcej. Najbliższy był w Gostyniu. Mama i córeczka pojechały tam karetką.

I tu wszystko się zaczęło – opowiada stroskana, ale i zbulwersowana mama. – Dostałyśmy czwarte łóżko w pokoju, w którym było już troje dzieci. Razem było nas tam ośmioro. Dzieci leżały na łóżkach, a ich mamy mogły siedzieć na taborecikach bez oparcia. Czuwały tak całą noc, zdrętwiałe, obolałe i niewyspane.

Pani Agnieszka zabrała ze sobą krzesełko turystyczne. Bez zgody ordynatora nie wolno. Ordynatora nie ma. Trzeba czekać, potem pytać, ordynator się zgadza.

Ale inne matki siedziały struchlałe na tych taborecikach. Jedna z nich, spod Rawicza, opiekowała się dzieckiem sama. Nie miał kto jej zmienić, więc tak siedziała – dzień i noc. Dodatkowo łóżka są bez zabezpieczeń po bokach, co narażało córkę na kolejny upadek. Więc z jednej strony podparłam stolikiem szpitalnym, a z drugiej własnym ciałem.

Kolejny szok przeżyła pani Agnieszka przy próbach założenia dziecku wenflonu.

Pielęgniarka poprosiła mnie, abym zaniosła córkę do gabinetu zabiegowego. Chciałam zostać z dzieckiem, ale siostra zaczęła tłumaczyć, że mamy różnie reagują, czasem mdleją. Zapewniłam, że znam moje dziecko i nie będzie problemu. Kazano mi jednak zostać za drzwiami, obiecując, że w razie czego będę zawołana. Po chwili rozległ się rozpaczliwy krzyk dziecka. Odczekałam dwie minuty i stanowczo weszłam do środka. Kiedy jedna z sióstr wkłuwała igłę, druga prawie leżała na mojej córce, krępując jej nóżki i rączki. Kiedy mnie zobaczyły, jedna wrzasnęła: ,,Proszę wyjść! Przecież pani nie wołałyśmy!”.

Pani Agnieszka postanowiła w mgnieniu oka, że nie pozwoli zafundować dziecku tego typu traumy.

Widziałam, że pielęgniarka próbowała wkuć się w dłonie małej, widziałam ślady igły. Powiedziałem, że ma spróbować w zgięciu rączki, na co ona z kolei, że na pewno dziecko będzie zginać rączkę i może zablokować podawanie kroplówki. Wytłumaczyłam, że kiedy się coś dziecku wytłumaczy, to na pewno posłucha. I tak właśnie się stało. Nie było problemów, z wyjątkiem tych psychicznych. Mała tuliła się z płaczem i powtarzała ,,Mamo, nie odchodź!”.
Jako drobiazg można potraktować przy tym to, że dziecko, które zjadło w tym dniu tylko śniadanie, nie dostało kolacji. Matka prosiła o kolację odpłatną. Nie dostała żadna z nich. Mamie nie podano nawet śniadania. Kolejna odsłona szpitalnego dramatu miała miejsce podczas obchodu lekarskiego.

Do sali weszli lekarze z pielęgniarkami, a mamy wyproszono na korytarz. Gdy powiedziałam, że chciałabym być przy dziecku, ordynator zniecierpliwionym tonem powiedział: ,,Dziecko nie będzie płakało, proszę wyjść”. Po kilkunastu sekundach siostra, ta od wenflonu, przyniosła na rękach córkę zanosząca się od płaczu. Gdy lekarze opuścili salę, mamy weszły i zastały taki widok. Wszystkie dzieci płakały w swoich łóżkach: 4-letni chłopczyk po zabiegu i dwie sześcioletnie dziewczynki.

Pani Agnieszka pyta oburzona:
Przecież jest naukowo udowodnione, że dzieci szybciej wracają do zdrowia w obecności rodziców. Dlaczego lekarze, którzy powinni mieć na celu dobro dziecka, fundują im psychiczną traumę!? Moja córka po pobycie w gostyńskim szpitalu każdej nocy budzi się z płaczem. Trzeba ją tulić na rękach. Ponownie zasypia tylko trzymając mnie za rękę, co nigdy wcześniej się nie zdarzało.

Tylko niech pani tego nie pisze!

Umawiam się na rozmowę z ordynatorem Włodzimierzem Krzewińskim. Akurat jest obchód. Na klatce schodowej gęstnieje tłum ludzi. Tylko dwie – trzy osoby zmieszczą się na małej ławeczce. Podchodzę do dwóch stojących kobiet. To matki. Kazano im wyjść. Jak tu właściwie jest, na tym oddziale? Jak traktują dzieci? Jak rodziców? Kobiety patrzą na mnie ze strachem w oczach. W końcu jedna zaczyna:
Ja bym pani dużo opowiedziała. Postępowanie personelu pozostawia wiele do życzenia. Ale niech pani tego nie pisze. Boję się o dziecko. Przecież musimy być cicho, bo to jedyny taki oddział w okolicy.

Rozmowa z ordynatorem. Na korytarzu, bo pan doktor nie używa gabinetu do rozmów z dziennikarzami, tak jak i nie wpuszcza do niego rodziców. Żeby nie było podejrzeń, jak wyjaśnia. Przedstawiam sytuację, zadaję dociekliwe pytania. Dlaczego taborety? Dlaczego wkuwanie wenflonu bez rodziców? Dlaczego rodzice nawet nie w korytarzu, a na klatce schodowej? Dyrektor neguje kolejne zarzuty. Przecież powinnam go rozumieć. Przecież wykonał tyle zabiegów. Przecież powinnam pamiętać, jak pomagałam walczyć o utrzymanie zagrożonego oddziału. No dobrze, ale tu nikt nie stawia zarzutów o fachowość lekarza. Raczej o znieczulicę i przedmiotowe traktowanie. O stawianie wyżej ustanowionych tutaj własnych procedur niż dobra dzieci. O brak wrażliwości, o dobro pacjenta, które rzekomo leży na sercu gostyńskiemu szpitalowi. Czy mogę użyć cytatów z rozmowy? Tak, po autoryzacji. Za chwilę zmienia zdanie. Słyszę zdecydowane: nie! Bo do kontaktów z prasą jest wicedyrektor. To po co ta półtoragodzinna rozmowa? Czy ordynator sam nie zna szpitalnych procedur, czy cierpi na nadmiar wolnego czasu?

Odpowiedź po dwóch tygodniach

Otrzymujemy odpowiedź na piśmie. Nie ma słowa „przepraszam”. Nie było żadnego błędu ani zaniedbania. Ordynator broni się przez… atak. Na matkę.

Pani Agnieszka ocenia oddział po jednej nocy, co jest równoznaczne z tym, iż można byłoby ocenić ową Panią po kilku godzinach znajomości, co oczywiście byłoby rzeczą niemożliwą, a co więcej nieobiektywną – pisze ordynator.

Dwuznaczność tego sformułowania poddaje w wątpliwość, czy aby ordynator nie myli spraw zawodowych z prywatnymi. Ile więc nocy trzeba spędzić na oddziale? Czy nie traktuje kobiety przedmiotowo, porównując ją do oddziału? Krzewiński sugeruje, że guz nie był tak duży, jak opisuje matka, co akurat nie ma tutaj nic do rzeczy, a jedynie może sugerować, że lekarz chce z pani Agnieszki zrobić histeryczkę. Ordynator twierdzi też, że na sali nie ma gdzie wstawić krzeseł z oparciami. Ale miejsce na taborety jest... I dalej:
Podczas wizyty personel medyczny i matki nie mieszczą się w sali. W związku z tym matki są proszone o wyjście na korytarz na kilkanaście sekund. Są proszone, a nie ,,wypraszane”. Większość matek wychodzi sama, rozumiejąc sytuację.

Pan ordynator trochę inaczej to tłumaczył w rozmowie ze mną, której nie pozwolił później opublikować. Widocznie przez dwa tygodnie zmienił zdanie... Ordynator zarzuca też matce bezmyślność.

Gdyby pomyślała i przywiozła dziecko od razu do szpitala w Gostyniu, byłaby przyjęta w ciągu 10 minut, ale sama zdecydowała o lekarzu rodzinnym, a następnie o oddziale ratunkowym w Lesznie.

Zdaniem ordynatora udzielanie informacji każdej matce osobno przy stoliku na korytarzu nie narusza obowiązującej tajemnicy lekarskiej ani praw dziecka do intymności, dlatego nie informuje się rodziców zbiorowo na salach chorych. Hm..., intymność rozmowy na korytarzu?
Ponieważ pani Agnieszka współczuje matkom, które przebywają w szpitalu na taborecie kilka dni, a nawet tygodni, ordynator prostuje, nie bawiąc się w kurtuazję:
...kilkutygodniowe pobyty dzieci są jej wymysłem, bo takowe nie istnieją.

Czyli „tylko” tydzień na taborecie widocznie mieści się w standardach.

Ręce umyły też pielęgniarki. Według nich wszystko było dobrze. I nieprawda, że powinny podać kolację. Wystarczy, jak poinformują, że... jest firma kateringowa. I niech się matka nie ,,czepia”, bo:
Na 1600 matek jest jedyną niezadowoloną – podsumowuje ordynator.   
 
(lg)
 
 
Dodaj artykuł do:



Komentarze (28)
RSS komentarzy
1.
09-01-2012 08:13
M - Gość
Ja z synkiem w poznaniu w szpitalu tez 1 noc spedzilam na taborecie, ale w nastepny dzien przywiozl mi mąż krzeselko turystyczne ale oczywiscie trzeba bylo chowac rano przed wizyta., bo nie mozna. Ale zeby wychodzic z sali w czasie wizyty? Przeciez i tak musi lekarz rodzicom powiedziec co i jak .... BRAK SŁÓW
2.
Oni ciężko pracują
09-01-2012 08:21
Dossrywacz - Gość
zarabiaja na chleb i sól a wy im w tym przeszkadzacie.
3.
A w Lesznie?
09-01-2012 09:21
Aga - Gość
A w Lesznie jest inaczej? Już dwa lata temu na forum opisywałam dokładnie takie same przeżycia. Masakra!
4.
A w Lesznie?
09-01-2012 09:45
k - Gość
kiedys dzieci sie zostawialo same w szpitalu nie bylo mozna rodzicom zostawac na noc to dopiero tam sie dzialo i nie bylo odwiedzin dopiero rodzic mogl sie pokazac w dniu wypisu a dzisiaj mozecie zostac jeszcze zadacie fotela moje dziecko w tym czasie calymi dniami wpatrywalo sie w drzwi kiedy mama przyjdzie a tu nic kiedys mnie ukradkiem zobaczyl to wyskoczyl z lozeczka takiego wysokiego i bylo koniec leczenia mialam co sluchac od lekarzy czemu sie pokazalam dzisiaj to bajka leczenie dzieci caly czas z mama wiec za duzo nie narzekajcie
5.
Oby nigdy więcej
09-01-2012 10:48
Mama pacjenta - Gość
Do k: Czy to że kiedyś było gorzej oznacza że nie może być jeszcze lepiej?? Co to za argument??  
Miałam okazję, pobyć dwie noce na tym oddziale w styczniu tego roku. Zostałam skierowana z 7 dniowym synkiem na oddział, a właściwie nie na oddział a na konsultację przez leszczyński Szpital. W Lesznie zapewniali mnie że mam jechać od razu niczego nie zabierać bo wrócę do domu. W Gostyniu po 3 godzinach czekania na korytarzu z maluchem przyjęto nas na oddział. Był późny wieczór. Sala była 4 osobowa. Trzy łóżka zajęte, czwarte wolne w razie jakby ktoś w nocy trafił. Pielęgniarki uznały, że skoro mój synek jest malutki nie potrzebujemy łóżka i dostałam plastikowe łóżeczko na kółkach dla noworodków. Najpierw poinformowano mnie że dostanę pieluchy dla dziecka i że mąż może jechać do domu. Po kilku godzinach dopominania się o pieluszki okazało się że tak małych rozmiarów nie mają, więc mąż z Leszna musiał wracać przywieźć mi potrzebne rzeczy. Każda mama w sali żywiła się z dzieckiem jego śniadaniem, mój syn pił tylko mleko z piersi więc zostałam bez jedzenia. I znowu mąż mnie ratował. Płatne sale rodzinne były zajęte, więc również spędziłam noc na taborecie, obok wolnego łóżka, na który nie wolno mi było nawet usiąść. Nie będę nawet mówiła jak trudno siedzieć na taborecie 7 dni po porodzie!!!!! Wszystkie mamy zastraszone, rzeczywiście wszystkie opuszczały salę na wizytach lekarza. Ja zostawałam z synem w sali. Ponieważ to jedyny taki oddział w okolicy, boję się że kiedyś znowu tam trafi 
my. OBY NIE!!!!!
6.
Oby nigdy więcej
09-01-2012 11:53
mama.. - Gość
spędziłam z córką kilka tygodni w gostyńskim szpitalu.nigdy wcześniej nie spotkałam sie z tak przyjaznym ,życzliwym, fachowym, kompetentnym personelem.\"ciocie\"-bardzo ciepłe, serdeczne, uśmiechnięte..lekarz wspaniały.do dzis moja córka i ja,bardzo ciepło pobyt na chirurgii dziecięcej w gostyniu.
7.
Oby nigdy więcej
09-01-2012 11:09
Mama pacjenta - Gość
Tyle opinii ile przypadków. Dobrze że są też pozytywne komentarze bo to świadczy że nie zawsze jest tak źle. Ja nie wspominam tego mile. I poprawiam się mój pobyt był styczniu ale już ubiegłego roku :)
8.
pismaki
09-01-2012 12:29
vb - Gość
matki siedziały struchlałe - niech Panorama sobie nie załuje: jeszcze były bite poniżane i opluwane, będzie lepszy efekt - po tym co się dziś stało w prokuraturze w Poznaniu widać do czego doprowadza ludzi nagonka mediów :(
9.
Bo to "dochtory" wielkie !!
09-01-2012 12:31
jeremiasz - Gość
A wy na kolana przed nimi a nie krnąbrność uskuteczniacie. Jak pomyślę, że co miesiąc płacę zus i podatki na takich ludzi to żal ściska...
10.
bzdury
09-01-2012 13:54
zenek - Gość
Muszę powiedzieć, że dawno nie czytałem w gazecie głupszego artykułu. Matka pisze, że po dziś dzień dziecko budzi się z płaczem. Też bym tak robił, gdybym miał taką rozhisteryzowaną mamunię. Potem temu dziecko będzie bardzo źle w szkole, potem w życiu. współczuję, mamuni, :)
11.
Co się dzieje...
09-01-2012 15:52
Ola - Gość
Po wcześniejszych zarzutach nie dziwię się, że dr Krzewiński nie wpuszcza nikogo do swojego gabinetu - ludzie sami to wypracowali!Tak zresztą powinno być na każdym oddziale, każdego szpitala. Droga pani nie wolno o pokoi szpitalnych wnosić rzeczy spoza ze względu na możliwość zakażeń jakimikolwiek bakteriami - ewentualnie po sterylizacji spec. płynami! Jeśli pani uważa, że u dziecka wkłucie w zgięcie stawu łokciowego jest lepsze od założenia wenflonu na dłoni , to jako dorosła powiem , że bezwzględnie w dłoń - dorosły zapomni a dziecko tym bardziej że nie należy ręki zginać i infekcja gotowa!Na oddziałach siostry to jednak \"ciocie\" a nie pani \"złe baby\". Dziecko w obecności rodziców niestety ale bardziej się roztkliwia a dowodem jest płacz dziecka gdy pani wchodzi czy wychodzi.Będąc dzieckiem wiele razy leżałam w leszczyńskim szpitaliku dziecięcym i wizyty rodziców były tylko w środę i niedzielę. Dzieci miały wkłucia w obrzęknięte stawy i jakoś sobie bez rodziców radziliśmy. Ryk był w dni odwiedzin - rodzice przyszli i poszli. W tamtych latach nie słyszało się, żeby w szpitalu wybuchła jakaś epidemia salmonnelli czy innej zarazy! Dziś to się dzieje dzień w dzień - po szpitalu hordy członków rodzin, w pokojach, też z 4 łóżkami, po 4 z rodziny -śmiech i ogólnie rodzinne spotkania,choć wcześniej rok mogli siebie nawzajem nie oglądać a chory nigdy nie miał tyle jedzenia,ciasta, soczków, kefirków ,jak w czasie szpitalngo pobytu !Znaczy się rodzina dba a potem siostry mają robotę bo to leciu albo \"dołem\" albo \"górą\", bo lekarza nie spytano czy choremu wolno!!! Wszystko to w zabrudzonych butach, w przepoconych ciuchach - 20 osób w małej sali,rozwalonych na łóżkach i 4 krzesłach albo podpierających ścianę a oddychać nie ma czym !I tak nie raz do 21-wszej tłumy przewalają się przez szpital, bo takie dziś jest prawo - prawo pacjenta do kontaktu z rodziną. Kontakt chorego z rodziną jest dobry ale do leczenia potrzebny jest też człowiekowi spokój!!!!Puszenie się że lekarz wyprosił matki na czas wizyty jest nie na miejscu bo tam na prawdę nie ma miejsca.Pani odczucia są naprawdę osobiste i jak ktoś napisał - proszę dać dziecku trochę samodzielności , nawet w szpitalu i zaufania do obcych ludzi, bo wyrośnie pani pieszczoch, który w obecnych czasach nigdzie sobie nie poradzi! Gdzie była pani troskliwość i opiekuńczość, że córka nabiła sobie guza! A jak będą wycinali córce migdałki to gdzie pani będzie? - na sali operacyjnej?! a gdyby córce, jak mojemu synowi, składali złamany nadgarstek bez znieczulenia, to miałam zabić lekarza, że narobił mu dodatkowego bólu?! Przeżył, ja przeżyłam a dopiero przy ściąganiu gipsu zapytano mnie czy syn miał znieczulenie. Zapytałam - to można było?! Można!\" I co ?dowiedziałam się po czasie, że syn miał do czynienia z sadystą do dziś praktykującym. Właśnie w takich sprawach protestujmy a nie krzesełkach bez oparcia!Może nam serce pęknąć z bólu ale musimy to przeżyć, panować nad sobą by histeria nie udzielała się dziecku, zaufajmy lekarzom i pilnujmy ewentualnych znieczuleń - dziś też robią wiele zabiegów na \"żywca\", bo tak jest taniej ale nie musimy się z tym godzić! Pozdrawiam!
12.
Do pani Oli
09-01-2012 18:15
Aga - Gość
Nie wiem czy Pani choć chwilę zastanowiła się przed napisaniem tego długiego wywodu. Nie rozumiem Pani toku myślenia, ale za to Pani rozumie lekarza który nie wpuszcza do \"swojego\" gabinetu ludzi!!! Czy to jest normalne? Mi się wydaje że nie ponieważ lekarz może kogoś nie wpuścić do swojego gabinetu prywatnego, ale nie do gabinetu znajdującego się w PUBLICZNYM szpitalu. Co to jest? Jego prywatny folwark ? Lekarz pracuje dla pacjenta i od pacjenta ma pieniądze za swoją pracę, więc nie ma tam swojego gabinetu, chyba że opłaca za użytkowanie gabinetu jakąś dodatkową opłatę, i wynajmuje go prywatnie.  
Następna sprawa to wnoszenie przez gości rzeczy , z powodu możliwości zakażenia bakteriami. Ja Panią zapewniam że żadna normalna matka nie wnosi do szpitala bakterii , zarazków innych niż te które już tam są. Dowodem na to niech będzie to że przez lata kazano nam chodzić w bezsensownych foliowych butach, a przy tym więcej zarazków przenosi personel medyczny niż buty z ulicy. 
Zapomina Pani również, że Pani Agnieszka jest matką tego dziecka, to ona jest za nie odpowiedzialna na terenie szpitala również, nie widzę w tym co opowiada żadnej histerii jeśli Pani to widzi to proszę napisać w którym momencie?  
A szpitalika dziecięcego w Lesznie , proszę mi nie przypominać bo po mimo że byłam tam bardzo dawno, do dziś mam uraz do tego budynku. Ja bym tam w życiu swojego dziecka nie zostawiła, i dobrze że te czasy minęły.
13.
I jeszcze raz ja
09-01-2012 19:03
Aga - Gość
Do dziewczyn które mają lub będą miały dziecko w w/w szpitalu. Swoją drogą to żyjemy w takich czasach że prawie każda z was ma telefon komórkowy z dyktafonem i kamerą. Nagrajcie to co się tam dzieje, nie bójcie się bo to w słusznej sprawie. 
 
Za chwilę zrobią zakaz używania tel. a może już jest , ale co tam jak oni wam to wy im. Skoro oni w taki sposób was traktują dlaczego wy nie możecie.
14.
NAJLEPSZY DOKTOR!!!!!!!
09-01-2012 20:08
Ojciec malego pacjenta - Gość
Pan doktor Krzewinski jest najlepszym chirurgiem na ziemi!!!Super z niego gosc!!Synka mi wyleczyl wspaniale.Tak zlozyl nozke ze dzisiaj biega jak szalony!!Co do szpitala-rewelacja!!!Personel bardzo przyjazny dla wszystkich!!!NAPRAWDE POLECAM!!!!!!!A ci co pisza takie glupoty o doktorze niech sie sami lecza cwaniaki!!ZAL MI WAS!!!
15.
Ojciec malego pacjenta
09-01-2012 20:13
NAJLEPSZY DOKTOR!!!! - Gość
Brawo dla komentarza numer 10!!!!!!
16.
Matki kretynki!
09-01-2012 20:47
inga - Gość
Brawo dla komentarzy 10 i 11!!! Czas skończyć z wpuszczaniem rozhisteryzowanych idiotek do szpitala. 
Nie za często gazeta występuje w imieniu coraz głupszych rodziców? Może problem leży po ich stronie, a nie szpitali, przedszkoli i szkół? A może szukacie li tylko sensacji?
17.
Co dzieje się na chirurgii dziecięcej
09-01-2012 21:50
Abigail - Gość
Nie ma lepszego chirurga dziecięcego niż dr Krzewiński! Tak było, bo minęło 20 lat gdy dzięki pomocy pana doktora mamy zdrowe dziecko , i jest nim nadal, bo i wnuki leczy z sukcesem! Do 12.Własnie do prywatnego gabinetu niech doktorzy-ordynatorzy wpuszczają kogo chcą ale na państwowej praktyce lepiej tego nie robić.Ordynatorzy boja się jak ognia tzw. wdzięcznych. Pani tego nie rozumie i najwyraźniej poczuła się wręcz poniżona, że ją ordynator z honorami nie przyjął.W Lesznie na żadnym oddziale nie wejdzie pani do pokoi lekarzy a co dopiero ordynatora, choć od reguły są wyjątki. Poza krzesłem jeszcze odpowiednie łóżeczko dla córki trzeba było zabrać a w domu sypia w osobnym pokoju zapewne. Żałosna farsa! Jeśli pani taka opiekuńcza to gdzie była kiedy córka sobie guza nabiła?! Też opiekuje się pani jakby z o.o. a po zawinieniu żąda pani nadopiekuńczości od innych i super względów dla siebie. Jak do tej pory pokoje o wysokim standardzie sa tylko w prywatnej klinice w Lesznie - częśc usług albo i cała są pełnopłatne.Niektóre szpitale mają pokoje dla rodzin pacjenta -odpłatne oczywiście- łącznie z wyżywieniem. Pani trafiła na państwową służbę zdrowia a tam na wszystko brakuje, zaś rozrzutność zaraz zauważy NFZ i obetnie procedury! Czy stan zdrowia i życia dziecka był zagrożony, że pani musiała czuwać przy łóżku przez noc? Krzesło bez oparcia jest do czuwania a nie spania.Zapytam - a posadzka jaka była, a może kolor ścian nieodpowiedni?! W Lesznie dostałaby pani nr telefonu do pielęgniarki albo lekarza dyżurującego i zostałaby pani pożegnana, z zaproszeniem na wizytę po obchodzie.Ten artykuł jest dowodem, że sami potrafimy wykręcić sobie horror z banalnego przypadku.
18.
do 16. Matki kretynki!
09-01-2012 23:32
brli - Gość
jestem przeciwny niewpuszczaniu do szpitala, należy wpuszczać, ale tylko na psychitryczny w celu leczenia :zzz
19.
do broni
10-01-2012 09:26
A. - Gość
Nie ma to jak pospolite ruszenie w ramach obrony szpitala :grin  
To jest żałosne.
20.
Dokładnie
10-01-2012 11:45
Aga do A - Gość
Jak się oddział potrafił zmobilizować! :grin
21.
Tak jest w większości miast
10-01-2012 11:47
M - Gość
W dużych miastach, małych nie ważne gdzie... matki siedzą z dziećmi odwalają niejednokrotnie robotę za personel a są traktowane jak psy.
22.
Bzdury
10-01-2012 11:56
Aga do Abigail - Gość
Czy ktoś tu pisał o kompetencjach doktora? Czytanie ze zrozumieniem się kłania. 
I jeszcze jedno - dla tych co bronią się tu zaciekle. Nie strajkujcie więcej o podwyżki bo pensji zachodnich nie dostaniecie i bardzo dobrze. Akurat miałam okazję leżeć w szpitalu na \"zachodzie\" i akurat był tam lekarz i pielęgniarka z Polski (przemili). Jakoś nie widziałam takich standardów jakie są w artykule. Jaka praca taka płaca!
23.
Bzdury
10-01-2012 15:44
Stenia - Gość
Moi drodzy ten lekarz nie cieszy się dobra opinią. Nie mialam okazji spotkać go, ani przebywać w tym szpitalu, ponieważ leszczyńscy lekarze od razu go odradzili. Wolałam pojechać z dzieckiem do lekarza z Zielonej Góry, który zaproponował zabieg właśnie w Zielonej Górze. A do Gostynia choćby nie wiem co nie trafię.
24.
nie wiecie a piszecie
10-01-2012 16:35
gostynianka - Gość
Rzeczywiście zgadzam się z pania która podała do gazety ta sprawe. ja lezalam z córka na oddziale gdy miala 3 m-ce, przesiedzialam 7 dni na taborecie, tez nie dostawalam jedzenia, niestety pielegniarki traktowały dzici jak przedmioty, ale z drugiej strony oni chca dobrze- jak inaczej maja wkuć potrzebny wenflon jak nie siła??? dziecko nie poda raczki i nie pozwoli sobie na kłucia. Pani panikuje, niestety tak jest w panstwowych szpitalach! Jak sie pani nie podoba to są prywatne kliniki
25.
nie wiecie a piszecie
10-01-2012 23:51
gabi - Gość
Ludzi taka jest nasza słuzba zdrowia.......brak słów!
26.
śmieszne
11-01-2012 00:24
kamil - Gość
Dawno tu nie czytałem bardziej idiotycznego artykułu. 
Widać że pani Agnieszka nigdy wcześniej nie była z dzieckiem w żadnym szpitalu. 
Miała szczęście że nie trafiła do Poznania na szpitalną na odział chirurgi dziecięcej, wtedy dopiero miała by o czym pisać. Większość zarzutów jest po prostu absurdalnych. Jak siostry miały założyć wenflon nie przytrzymując dziecka? W tym że lekarze wyprosili rodziców z sali podczas wizyty też nie ma nic dziwnego. Na sali leży kilka dzieci, obowiązuje pewna tajemnica lekarska więc lekarze nie powinni przy obcych omawiać choroby innego dziecka.  
Jest pani zła bo jedną noc się pani nie wyspała i nie dostała śniadania  śmieszne.
27.
W pogoni za
11-01-2012 07:57
Brigit - Gość
Może część osób piszących w Panoramie powinna już przejść na zasłużoną emeryturę. 
To poszukiwanie skandali na siłę w Gostyniu zaczyna budzić zdziwienie i uśmiechy.
28.
szpital
15-02-2012 19:38
Holbrycht - Gość
ale chyba wystarczy chciec,zrowzumiec malego pacjeta,rodzica,kazdy z nas byl dziecikiem,wystarczy sie wczuc ,pomyslec...byc czlowiekiem.To wszystko wyglada gorzej niz za komuny,a opis szpitali wyglada jak oboz koncentracyjny,gdzie my zyjemy???????Nie zauwazylem takiego podejscia do dzieci i rodzicow na zachodzie?wiec w czym problem,w mysleniu,nawykach??-to dlatych ktorzy tak powtarzaja ze to szpital i pozwolmy im pracowac.Oczywiscie nikt nie neguje ciezkiej pracy,odpowiedzialnej ,personelu szlitalnego i lekarzy ale u wiekszosci cos chyba nie tak z tymi nawykami i zachowaniem.Pozdrawia

Napisz komentarz

Komentarze naruszające netykietę i regulamin portalu będą usuwane. Przeczytaj nasz regulamin

Imię:
Tytuł:
Komentarz:



Kod antyspamowy:*CAPTCHA Image
[ Inny obrazek ]

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Aktualności

Sonda

Jak szybki masz internet?
Advertisement

KUP E-WYDANIE NASZEGO TYGODNIKA!

Image

DODATEK ROLNICTWO
Copyright © 2005 - 2011 Panorama Leszczyńska        Opracowanie strony: NewsNet        Grafika: webSylium                                 Serwer: Logo EasyWWW