
Rodzice dzieci z Zespołu Szkół w Irządzach nie chcą zgodzić się na zapowiadaną przez wójta Jemielna likwidację ich placówki. Deklarują walkę o szkołę, a lada dzień zamierzają powołać w tym celu specjalny komitet.
- Niepokój wywołuje przede wszystkim niejasne stanowisko wójta w tej sprawie. Na temat szkoły w Irządzach wypowiadał się wielokrotnie. Niestety, za każdym razem inaczej. Najpierw była mowa o tym, że zlikwidowane zostanie gimnazjum, a podstawówka zostanie, potem stwierdził coś zupełnie innego. Teraz dowiadujemy się, że szkoły w Irządzach w ogóle ma nie być – żali się Małgorzata Kmiotek, mama dzieci i radna gminy.
Dwa tygodnie temu w rozmowie z „Panoramą Leszczyńską” wójt Jemielna Czesław Połczyk zapowiedział, że zgłosili radnym uchwałę intencyjną o likwidacji szkoły. Nie widzi bowiem dla placówki szans na rozwój. Zaznaczył, że gmina nie będzie w nią inwestować, bo nie ma na to środków (dzieci jest coraz mniej) ani możliwości w związku z tym, że szkoła znajduje się w zabytkowym pałacu, a to obwarowane jest pewnymi obostrzeniami .Tymczasem w pobliskiej Chobieni, która po powstaniu mostu w Ciechanowie oddalona będzie raptem o kilka kilometrów, dzieci mają do swojej dyspozycji basen i halę sportową.
- Nasz szkoła nie odstaje pod względem wyposażenia. Nie mamy może hali sportowej, ale całkiem przyzwoitą salę. Bierzemy udział w projekcie „Dolnośląska szkoła liderem projakościowych zmian w polskim systemie edukacji” dzięki czemu mamy fantastyczną pracownię przyrodniczą – dodaje M. Kmiotek.
- Na basen dziecko zawsze można zawozić po lekcjach – argumentuje Renata Barda. –Nasza szkoła jest wspaniale położona, otoczona dużym parkiem i żadne z dzieci nie jest tu anonimowe. I to jest dla mnie najważniejsze.
W najbliższym roku szkolnym na pewno będzie ona funkcjonować w niezmienionym kształcie, pieniądze na ten cel zostały zabezpieczone w budżecie. Jednak już w 2013 roku może pojawić się problem.
Obecnie w klasie pierwszej uczy się 9 dzieci, w drugiej i trzeciej po 11, w czwartej, piątej i szóstej również po 9. Trochę lepiej wygląda to w gimnazjum, gdzie w pierwszej klasie jest 12 uczniów, drugiej 17, a trzeciej 21.
Przyszłość też nie zapowiada dużych zmian w tym temacie, dzieci urodzonych na tym terenie w 2005 roku (a więc tych, które od września czeka obowiązek szkolny) jest 10, w 2006 roku 17, 2007 – 15, dużo lepiej wygląda to w 2008 – 20, ale za to w 2009 jest ich jedynie 8.
- Dlaczego już likwidować czy reorganizować. Poczekajmy 2 – 3 lata. Niekoniecznie nasze dzieci muszą wyjechać do Chobieni. Nie jest tajemnicą, że w związku z mostem ludzie z drugiej strony Odry kupują u nas działki budowlane, bo tańsze i powietrze tu czystsze. Kto wie, być może wybiorą naszą szkołę – mówi inna z mam Aneta Kurpiel – Mingielewicz.
- Przez lata to my pomagaliśmy szkole w Jemielnie, która przed wybudowaniem nowego obiektu miała dużo gorsze warunki. Może teraz czas, aby oni poświecili się dla nas – uważa Małgorzata Kmiotek.
- Nie mogę zrozumieć, że znajduje się pieniądze na dwa domy kultury, w których dosłownie nic się nie dzieje, a brakuje ich na szkołę. Przecież to tam właśnie nasze dzieci mają kontakt z kulturą – zaznacza nie kryjąc zdenerwowania A. Kurpiel - Mingielewicz.
- Dobro dziecka powinno być najważniejsze, a nie ekonomia. Nie możemy dopuścić, aby skrzywdzono nasze pociechy. Oni już po kątach płaczą, że nie będzie ich ukochanej szkoły –mówi wzburzona Monika Rydzik. – Na pewno powołamy komitet obrony szkoły, bo widzimy, że póki co na pomoc gminy nie możemy liczyć. Jeśli szkoła zostanie zlikwidowana poważnie zastanowimy się nad referendum w sprawie odłączenia naszych miejscowości od gminy Jemielno i przyłączenia ich do gminy Góra. Po co nam gmina, która nic dla nas nie robi?
Rodzice rozważają też zawiązanie stowarzyszenia i przejęcia szkoły od gminy, ale tylko w ostateczności. O dalszych losach szkoły już na początku przyszłego tygodnia rodzice będą rozmawiać z dyrekcją placówki. (mach/fot. Anna Machowska)
Czytaj na ten temat również w następnym wydaniu "PL"
Dodaj artykuł do: