
Bałagan w służbie zdrowia powtarza się cyklicznie na początku każdego
roku, zwłaszcza, gdy rząd postanawia coś zmienić w przepisach. Nie
inaczej jest na początku 2012 roku, bo zmieniono ustawę o lekach
refundowanych i przy okazji uraczono chorych, lekarzy oraz aptekarzy
nowymi wzorami recept.
Do całego tego zamieszania, które co bardziej nerwowi określają dosadniej („burdel, panie, burdel”) doszły nowe kontrakty z NFZ, w efekcie których np. w szpitalu w Lesznie z istniejących 23 ostało się tylko siedem przychodni specjalistycznych.
Obecnego ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza pamiętam jeszcze z czasów, gdy jako tytułowy „agent” zaczynał medialną karierę w programie TVN, co zaprowadziło go później na polityczne salony. Przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi PO skaperowało go z SLD, czym chwaliło się na prawo i lewo. Od teraz minister Arłukowicz nie będzie się już kojarzyć z robiącym oszałamiającą karierę politykiem, lecz będzie tym, który firmuje kulawą reformę z lekami refundowanymi. Jednego dnia musi się tłumaczyć, dlaczego cukrzycy za paski do glukometrów mają płacić kilka razy drożej, a następnego – po co lekarze mają się zajmować biurokracją i sprawdzać, czy chory jest ubezpieczony, a także decydować z jaką odpłatnością wystawić receptę.
Na nic zdają się uspokajające zapewnienia ministra, że wszystko będzie OK. i nawet recepta z pieczątką „refundacja do decyzji NFZ” będzie zrealizowana ze zniżką. Prawda jest taka, że znaczna część lekarzy się zbuntowała i nie chce się poddać nowym regułom wypisywania recept, a aptekarze nie zawsze chcą wydać lek ze zniżką. Jak zwykle najbardziej cierpią na tym pacjenci, zwłaszcza ci starsi, bo to oni najczęściej odwiedzają przychodnie i apteki. Na domiar złego przykre niespodzianki czekają na nich od 2 stycznia w przychodniach specjalistycznych, bo np. w Lesznie mocno zmieniła się od nowego roku ich lokalizacja.
W naszym mieście zmiany w kontraktach z NFZ najbardziej odczuje Wojewódzki Szpital Zespolony: aż 16 przychodni specjalistycznych szpital musiał zamknąć, gdyż nie dostały kontraktu z NFZ. Na tej liście są m.in. tak ważne poradnie jak onkologiczna, kardiologiczna, neurologiczna, urologiczna czy reumatologiczna. Dyrektor szpitala Tomasz Stroiński był na tyle zszokowany wynikami konkursów, że podczas konferencji prasowej na ten temat nie omieszkał powiedzieć kilku gorzkich słów pod adresem NFZ, a nawet zatrudnionych u niego w szpitalu lekarzy.
Szkopuł w tym, iż w kilku przypadkach to właśnie prowadzone przez nich prywatnie niepubliczne placówki zdrowia zdobyły kontrakty kosztem szpitala. Jak podkreślił Stroiński, prawo tego nie zabrania, bo w kontraktach czy umowach o pracę tych lekarzy nie ma zapisu o zakazie działalności konkurencyjnej. Może więc pora zmienić stosowne przepisy prawa i same kontrakty? Bo przecież np. sędziowie nie mogą sobie po godzinach dorabiać w kancelariach prawnych, a policjanci raczej nie zatrudniają się jako ochroniarze w dyskotekach. Dlaczego w przypadku lekarzy może być inaczej?
Przy okazji całego tego zamieszania rodzi się pytanie, czy kryteria konkursów przeprowadzanych przez NFZ są właściwe? Bo jak to jest możliwe, że w konkursie ofert przepada szpital dysponujący odpowiednią bazą lokalową, wykształconymi i profesjonalnym personelem oraz nowoczesnym sprzętem. Po co było oddawać do użytku taki moloch jak WSZ, skoro jego znaczenie stopniowo maleje. Nie tylko pozostała tam już tylko garstka przychodni, ale też i nie wszystkie oddziały szpitalne mają zapewnioną przyszłość. Nie wiadomo np. jaki los spotka oddział intensywnej opieki medycznej (tzw. OIOM), który także nie uzyskał kontraktu na 2012 r. Słowem, nie zazdroszczę dyrektorowi Stroińskiemu, bo ma o czym chłop myśleć w długie zimowe wieczory…
Dodaj artykuł do: