
O organizacji wystaw psów, hodowli psów rasowych oraz podsumowaniach 2011 roku, rozmawiamy z Januszem Bettingiem, prezesem leszczyńskiego oddziału Związku Kynologicznego w Polsce.
W tym roku Światowa Federacja Kynologiczna (FCI) obchodzi 100-lecie istnienia. Był pan na jubileuszowym spotkaniu w Brukseli.
FCI jest jedną z największych organizacji na świecie. Skupia ok. 180
krajów, a należy do niej 20 milionów osób. Jubileuszowe obchody oprócz
okolicznościowych spotkań były również okazją, by posłuchać wykładów czy
porozmawiać na różne tematy, m. in. o roli psa w lecznictwie, a także o
przyszłości wystaw.
Szykują się jakieś zmiany w organizacji wystaw psów rasowych?
Na razie są jedynie pewne plany, np. by ograniczyć liczbę ras
dopuszczanych do prezentowania podczas takich imprez. Chodzi o te rasy,
które poprzez eksperymenty prowadzone przez człowieka uległy tak dużym
wynaturzeniom, że można wręcz mówić o ich sztuczności. Takim przykładem
jest chociażby buldog angielski, którego budowa tak została zmieniona
przez człowieka, iż szczenię nie ma szans urodzić się drogą naturalną,
lecz tylko przez cesarskie cięcie. Pojawiła się również idea, by
ograniczyć liczbę pucharów, medali i dyplomów wręczanych uczestnikom
międzynarodowych wystaw, gdyż generuje to zbyt duże koszty.
Czy Polska jest znaczącym członkiem FCI?
Niedawno świętowaliśmy 70-lecie naszej przynależności do tej
organizacji, choć początków hodowli psów rasowych w Polsce trzeba
upatrywać w czasach przedwojennych. Na pewno jesteśmy coraz bardziej
doceniani przez organizację, o czym świadczy fakt, że Polska otrzymuje
prawo do organizacji europejskich czy światowych wystaw psów rasowych.
Imprezy tej rangi odbywały się m. in. w Poznaniu. A i Leszno nie ma się
czego wstydzić, gdyż od lat organizujemy zimą wystawy championów, a na
przełomie maja i czerwca – międzynarodowe wystawy psów rasowych. Obie
imprezy cieszą się sporym zainteresowaniem uczestników. Najbliższa
wystawa championów odbędzie się 26 lutego 2012 r., tradycyjnie w hali
Trapez.
Mimo tych wszystkich imprez w Polsce wciąż mało jest psów rasowych.
Procentowo rasowe stanowią u nas ok. 15%, a cała reszta to psy
nierasowe. Do tego trzeba dodać fakt, iż sama rasowość nie wystarczy, by
wygrywać wystawy. Ludzie, również z Polski, jeżdżą do najsłynniejszych
reproduktorów na świecie, wydają grube pieniądze, by wyhodować szczenię,
które będzie potomkiem jakiegoś utytułowanego czworonoga. Do tego
hodowca musi też znać choć w niewielkim stopniu prawa genetyki. Sam
hodowałem przez czterdzieści lat dobermany i wiem, że nie każdy pies i
suka pasują do siebie.
Niedawno członkowie leszczyńskiego oddziału spotkali się, by tradycyjnie podsumować rok. Z jakim bilansem go zamykacie?
Mamy powody do dumy. Psy z naszego oddziału coraz częściej sięgają po
znaczące tytuły. Poza tym staliśmy się prawdziwą kopalnią talentów w
junior handlingu, czyli konkurencji, w której rywalizują ze sobą młodzi
prezenterzy psów rasowych. Aleksandra Szydłowska z Leszna w tej
konkurencji zdobyła już wszystko, co tylko można. W tym roku kolejna
leszczynianka – Katarzyna Żak – sięgnęła po tytuł mistrzyni Polski w
junior handlingu, natomiast nieco młodsza gostynianka – Julia Bunikowska
– zarówno w ubiegłym, jak i tym roku została w tej konkurencji
wicemistrzynią Polski. A trzeba powiedzieć, że dziś junior handling
wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze dziesięć lat temu. Młodzi ludzie
garną się do tej rywalizacji i konkurencja jest coraz większa.
Rozmawiała Anna Maćkowiak.
Dodaj artykuł do: