
Polonia 1912 Astromal Leszno w przyszłym roku obchodzi jubileusz 100 – lecia. O przygotowaniach do uroczystości, kolejnych transferach piłkarzy oraz planach na przyszłość, rozmawiamy ze Zdzisławem Burzcem, prezesem Polonii.
Polonia w przyszłym roku obchodzi jubileusz 100 – lecia. Jak przebiegają przygotowania do uroczystości i jakie plany?
Przygotowaliśmy program obchodów i na pewno jeszcze będzie modyfikowany.
Na dzisiaj mogę powiedzieć, że każda sekcja na 100 – lecie zorganizuje
zawody. Szermierka – Puchar Świata juniorów, boks i kick boxing
przygotowują się do przyjęcia uczestników mistrzostw Polski juniorów w
boksie i mistrzostw w kick boxingu. W Lesznie odbędzie się największa
impreza kręglarska – mistrzostwa świata. Niespodziankę przygotowuje
koszykówka. Do organizacji włączył się poseł Łukasz Borowiak, który –
jak się okazuje – lubi koszykówkę, gdyż kiedyś grał w Polonii. W kosza
grają również jego koledzy. Jednym z nich jest gwiazda Śląska Wrocław
sprzed lat i reprezentacji Polski, Maciej Zieliński. Niewykluczone, że
pod koszem dojdzie do spotkania oldbojów. U nas Henryk Cegielski z
kolegami, u nich Zieliński i reszta. Zapowiada się bardzo ciekawa
konfrontacja. Natomiast sekcja piłki nożnej zorganizuje mecz towarzyski.
Wybór przeciwnika nie był trudny. Dlaczego Warta Poznań? ,,Zieloni’’
powstali w tym samym roku co Polonia i oba kluby zakładali ci sami
ludzie. Jestem po rozmowach z panią prezes Warty i w czerwcu, drużyny
spotkają się na boisku w Lesznie, natomiast w lipcu zagrają w Poznaniu.
Poza tym planujemy turniej piłkarski z udziałem oldbojów z Kijowa i
Kaliningradu. Może dojdzie jeszcze jedna ekipa. Namiastkę takiej
rywalizacji mieliśmy w Lesznie na początku listopada, gdy spotkały się
zespoły z Kaliningradu, Akademii Piłkarskiej z Wrocławia, Kania Gostyń i
Polonia.
Czy najstarsi działacze, sportowcy Polonii również wezmą udział w obchodach jubileuszowych?
Nie będzie to łatwe, żeby dotrzeć do wszystkich, ale bardzo chcemy się z
nimi spotkać. Postaramy się ich uhonorować. Spotkałem się z panem
Ryszardem Marcinkowskim. Przedstawił mi listę osób związanych z
Polonią. Na pewno nikogo nie pominiemy. Już rok temu powstała
inicjatywa nawiązania kontaktów, znalezienia adresów ludzi w przeszłości
związanych z naszym klubem.
Niedawno wrócił pan z Kijowa, czy możemy spodziewać się kolejnych transferów piłkarzy z Ukrainy do Leszna?
W Kijowie gościłem na zaproszenie kolegów, piłkarskich oldbojów, którzy
organizowali towarzyski turniej. Pojechaliśmy w 7 osób. Pod szyldem
Polonii wystąpiliśmy w halowych zawodach. Zagrały cztery ekipy: Legion
21 Kijów, Gwiazdy Kijowa, Kaliningrad i my. I wygraliśmy. Zaczęliśmy od
porażki z Legionem 1:2, ale w dwóch następnych meczach dwa zwycięstwa –
7:3 i 5:2. Wróciliśmy do domu bardzo zadowoleni. I nie chodzi tylko o
wynik sportowy. Współpracujemy z Kijowem od trzech lat. Wcześniej oni
nas odwiedzili, teraz my pojechaliśmy do nich. Bardzo miłe, sympatyczne
spotkania i – co ważne – połączone z rywalizacją sportową. Jeśli zaś
chodzi o rozmowy transferowe, na ich przeprowadzenie potrzeba
sprzyjających warunków.
Ale właśnie w Kijowie i na Łotwie, Polonia ostatnio znalazła dwóch ciekawych zawodników.
Na Ukrainie i na Łotwie traktują Polskę, jak okno wystawowe na Europę.
Młodzi chcą się u nas pokazać, by w przyszłości trafić do lepszego
klubu. Na taki krok zdecydowali się Pavel Hohlova i Sergiej Shapoval.
Chłopacy po prostu szukają swojego miejsca. Kluby ukraińskie płacą
więcej niż polskie, ale trzeba być gwiazdą. Młodzi kokosów nie
zarabiają. U nas też nie mogą liczyć na dobre zarobki. Wiedzieli o tym i
przyjęli naszą propozycję.
Jak przedstawia się ich przyszłość w Lesznie. Shapoval i Hohlov zostają czy odchodzą?
Na razie wrócili do swojej ojczyzny. Wcześniej byli na testach w innych
klubach. Niestety, nie ma większego zainteresowania. Hohlov grał u nas w
ramach wypożyczenia, natomiast Shapoval i Da Silva są naszymi
zawodnikami.
Jak dzisiaj z perspektywy czasu ocenia pan decyzję o przebudowie składu
Polonii? Drużyna po zmianach przez długi czas była czerwoną latarnią
rozgrywek. Postawiliście na wychowanków, ale znalazły się pieniądze na
zawodników z zagranicy.
Podjęliśmy słuszną decyzję. Wszyscy byli przeciwni drużynie, w takim
kształcie, w jakim funkcjonowała. Ja też byłem przeciw utrzymywaniu tego
zespołu, ponieważ nie można było patrzeć na ich grę. Drużynie groziło
rozwiązanie. Mieliśmy problem, gdyż niewielu zawodników zgodziło się u
nas zostać. Z dziewięciu juniorów, tylko trzech nadawało się do grania.
Trzech wypadło z powodu kontuzji, następnych trzech zrezygnowało. I co
robić? Pojawił się Oleg Tiereszczenko. Przekonał nas, że można jeszcze
uratować zespół. Ruszyliśmy na początku lipca. Spotkania w Urzędzie
Miasta Leszna, który nam pomaga i ze sponsorami. Przedstawiliśmy swój
plan działania. Prowadzimy otwartą politykę i dzięki temu znaleźliśmy
poparcie.
Na czym polega ta otwartość?
Przede wszystkim pełna przejrzystość w kwestiach finansowych. Nie
płacimy piłkarzom ani trenerowi pierwszego zespołu. Dostają tylko za
wygrane mecze. Nie wygrali kolejno 9 meczów i przez ten czas pozostawali
bez pieniędzy. Najwięcej kosztuje nas transport na mecze. Do tego
dochodzi zakup sprzętu. Chłopakom spoza Leszna załatwiliśmy
zakwaterowanie i dożywianie. Zawodników korzystających z zakwaterowania
jest w naszym zespole 3-4. Niestety, na więcej nie mogą liczyć. Jeszcze
jedna ważna sprawa. Piłkarze zza wschodniej granicy niewiele nas
kosztują. Za zgłoszenie ich do rozgrywek nie płacimy, w przeciwieństwie
do naszych krajowych piłkarzy. Pozyskując zawodnika z Wrocławia, Bytomia
albo wcześniej występującego w Młodej Ekstraklasie musimy wpłacić do
OZPN 3 tys. zł.
Czy piłka nożna jest bliższa pana sercu niż koszykówka, szermierka,
kręgle i boks? Jak udaje się panu godzić obowiązki w pięciosekcyjnym
klubie?
Udaje się dzięki zaangażowaniu ludzi. Sekcja boksu posiada swojego guru,
trenera Albina Pudlickiego. Podobnie wygląda sytuacja w sekcji
szermierki, gdzie rządzi fechmistrz Zdzisław Fogt, natomiast na
kręgielni pilnuje wszystkiego Irek Kaczmarek, dzięki współpracy ze
znakomitymi trenerami Zygmuntem Felenbergiem i Zbigniewem Zasiecznym,
których podopieczni od lat stanowią krajową czołówkę. Koszykarze grają
swoje. Nie ma sukcesów, ale ostatnio np. dwóch chłopców z rocznika 1998
otrzymało zaproszenie na konsultacje reprezentacji Wielkopolski. W
Polonii trenuje pół tysiąca zawodniczek i zawodników, z czego ponad 200
to piłkarze. Prowadzimy zajęcia dla ośmiu grup wiekowych, w każdej
drużynie po 25 chłopców. Brakuje nam szkoleniowców, żeby móc przyjąć na
zajęcia wszystkie chętne dzieci.
Jak przedstawia się sytuacja finansowa klubu?
Jest bardzo ciężko, trudno o sponsorów. Wspiera nas samorząd, ale ta
pomoc cały czas jest na tym samym poziomie. Tymczasem potrzeby rosną.
Koszty coraz wyższe, coraz więcej chętnych dzieci zgłasza się na
treningi. Roczny budżet na cały klub wynosi ok. milion złotych. Problemy
sami musimy rozwiązywać. Potrzebujemy na pensję dla trenera, opłacenie
wyjazdów na mecz i na sprzęt. Oszczędzamy i kroimy wydatki, ale nieraz
więcej nie można. Zawsze brakuje, żeby funkcjonować na poziomie.
Ostatnio pozyskaliście sponsora strategicznego. Na ile pomoc Astromalu odciążyła budżet Polonii i jak długo jest ważna umowa?
Zaangażowanie Astromalu stanowi bardzo dużą pomoc dla klubu. Stanowi
więcej niż 10 procent w budżecie Polonii. Pan Andrzej Stróżyk pomógł,
gdyż Polonię ma w sercu. Był zawodnikiem naszego klubu, trenował piłkę
nożną i piłkę ręczną. Astromal jest lokomotywą, która nie tylko wspiera,
ale również ciągnie w dobrym kierunku nasze działania. Jest sponsorem,
który daje i wymaga. Chodzi głównie o zachowania fair i przestrzegania
etyki w sporcie. Wprowadziliśmy wewnętrzną dyscyplinę. Wymagamy od
siebie i od zawodników. Umowa z Astromalem obowiązuje do końca
przyszłego roku.
Sponsor znalazł się w nazwie klubu. Czy takiej zmiany – według statutu – nie musi zatwierdzić walne zebranie członków klubu?
Nazwa: Klub Sportowy Polonia 1912 Leszno to świętość i nie zostanie
zmieniona. Nie dokonaliśmy zmiany w statucie ani w KRS-ie. Nową nazwę z
uwzględnieniem sponsora zamieściliśmy w zgłoszeniach do rozgrywek, w
tabelach itp. Chcemy w ten sposób uhonorować sponsora i mu podziękować.
Jakie są marzenia prezesa u progu jubileuszu Polonii?
Mając pół tysiąca ćwiczących w Polonii, chciałbym utrzymać ten stan
posiadania. Jeśli ludzie chcą trenować, to musimy im stworzyć warunki, a
wyniki same przyjdą.
Rozmawiał Mariusz Cwojda
Dodaj artykuł do: