
W ostatnim dodatku turystycznym „Gazety Wyborczej” ukazał się tekst o zabytkach Leszna, zatytułowany „Lesznowskie rarytasy”. Każdy dziecko w Lesznie i okolicy wie, że przymiotnikiem od słowa „Leszno” jest „leszczyński”. Ale to jeszcze nie tragedia.
Gorzej, gdy z okazji 30. rocznicy ogłoszenia stanu wojennego miejscowa
gazeta ABC wypomina legendom leszczyńskiej „Solidarności”, że jeden
podpisał lojalkę, a drugi wyemigrował za granicę. Autor podszedł do
tematu ahistorycznie, zupełnie zapominając, kto tu był ofiarą, a kto
katem. No cóż, dziś pisać każdy może: jednemu wychodzi to lepiej,
drugiemu gorzej.
Nad „Lesznowskimi rarytasami” nie będę się rozwodził zbyt długo, bo błąd
jest oczywisty i kropka. Ktoś, kto zasiada do komputera i chce napisać
cokolwiek o naszym regionie, choćby o zabytkach, musi pamiętać, że
kiedyś był taki twór jak „województwo leszczyńskie”, a nie
„lesznowskie”. Od ponad 30 lat na tym terenie ukazuje się też „Panorama
Leszczyńska”, (a nie „Lesznowska”), której mam przyjemność od ponad 20
lat być wiceszefem. Dlatego pewne fakty historyczne dobrze pamiętam, a
nawet jeśli niektóre szczegóły się zatarły, pod ręką są źródła pisane,
jak choćby archiwalne roczniki „PL” czy publikacje książkowe, np. o
leszczyńskiej „Solidarności” autorstwa dr Waldemara Handke.
Dlatego bardzo dobrze pamiętam, co napisano już o stanie wojennym w woj.
leszczyńskim, ilu było internowanych (ponad 70), kto go wprowadzał (na
szczeblu KW MO w Lesznie płk Antoni Kurach), i kto pilnował porządku na
ulicach (głównie wojsko, w tym żołnierze naszej leszczyńskiej
jednostki). Owszem, powszechnie znanym faktem jest podpisanie przez
ówczesnego przewodniczącego Zarządu Regionu „Solidarności” w Lesznie
Eugeniusza Matyjasa (w wolnej Polsce – był m.in. wojewodą leszczyńskim)
tzw. lojalki, czyli deklaracji o respektowaniu porządku prawnego
narzuconego przez komunistyczne władze. Znana jest też przyczyna dla
której to zrobił. Jego zastępca Bronisław Lachowicz (w III RP został
burmistrzem Rawicza) miał umierającą żonę i liczono na to, że podpisanie
lojalki umożliwi mu wizytę w szpitalu. Mimo tego gestu służba
bezpieczeństwa nie umożliwiła odwiedzenia umierającej żony, a jednym z
tych, który zagrał na nosie działaczom leszczyńskiej „S” był ówczesny
kapitan SB Wojciech Szafrański, późniejszy leszczyński radny.
Znanych i mniej znanych funkcjonariuszy SB, którzy zrobili potem karierę
w leszczyńskiej polityce czy biznesie, było zresztą więcej. Mało kto
dziś pamięta, że Henryk Jessa, obecny właściciel sieci stacji paliw i
przyszły inwestor Galerii Goplana, to od 1 stycznia 1980 do 31 sierpnia
1983 r. funkcjonariusz służby bezpieczeństwa. Ppor. Jessa pracował w
wydziałach zajmujących się inwigilacją opozycji. Inną dziś zapomnianą
trochę postacią jest kpt. Antoni Prus, od 1 IV 1979 r. zastępca
naczelnika Wydz. III SB KW MO w Lesznie, a od 1981 naczelnik PG w
leszczyńskiej milicji. To on opracował plan działań w sprawie obiektowej
o kryptonimie „Pajęczyna”, czyli inwigilacji leszczyńskiej
„Solidarności”. Akcja trwała od grudnia 1980 roku do września 1989 roku i
zaowocowała – obok licznych represji wobec działaczy związkowych –
również książką napisaną przez wspomnianego W. Handke, w latach 80.
młodego działacza Solidarności, a po odzyskaniu niepodległości, znanego
historyka, pracownika poznańskiego IPN.
Zabrakło tu już miejsca, żeby wspomnieć też o innych pomniejszych
antybohaterach stanu wojennego, ówczesnych SB-kach, którzy wiodą
dzisiaj spokojny żywot „policyjnych” emerytów albo też realizują się w
biznesie, prowadząc własne firmy. Jeśli przy okazji rocznicy
wprowadzenia stanu wojennego wspominać o kimś w sążnistych, krytycznych
artykułach, to raczej o oprawcach, a nie o ofiarach. Zresztą Eugeniusz
Matyjas nie potrzebuje adwokata, bowiem mimo podpisanej lojalki, był
później aktywnym działaczem solidarnościowego podziemia, za co
odpokutował siedząc w komunistycznym więzieniu i pozostając przez wiele
lat bez pracy.
Dodaj artykuł do: