
Donald Tusk byłby świetnym kabareciarzem. Umie zachować powagę nawet wtedy, gdy sypie z rękawa żartami. Przykład? Proszę bardzo…
Dlaczego filozof specjalizujący się w tematyce kościelnej zostaje ministrem sprawiedliwości? Bo ma pozytywną szajbę. Dlaczego specjalistka od ekonomiki zdrowia zostaje ministrem sportu i turystyki? Bo jest odważna, inteligentna i trenowała kiedyś karate. Dlaczego nowy minister zdrowia będzie kontynuował reformy swojej poprzedniczki, choć wcześniej ostro je krytykował? Bo panta rhei…
Tak premier Tusk uzasadniał ministerialne nominacje dla Jarosława Gowina, Joanny Muchy i Bartosza Arłukowicza. To najlepszy dowód na to, że w Polsce każdy może zostać ministrem. Kompetencje nie mają żadnego znaczenia. Liczy się układ polityczny. Czary – mary i archeolog, który doktoryzuje się z górnych tarasów świątyni Hatszepsut zostaje ministrem skarbu. Widać słynne: „Staszek chciał się sprawdzić w biznesie” jest u nas wiecznie żywe.
Mam przekonanie graniczące z pewnością, że na ciężkie czasy najlepszy jest rząd bezpartyjnych fachowców, ale Donald Tusk twierdzi, że rządy fachowców to fikcja. Nie pierwsza i pewnie nie ostatnia to sprawa, w której się absolutnie z premierem nie zgadzam.
Być może jest w tym jego szaleństwie nawet jakaś metoda: skoro nie może być mądrzej, to niech będzie chociaż ładniej. Niewykluczone, że kilka milionów Polaków to kupi. Zwłaszcza ci wpatrzeni w telewizory. Hanka Mostowiak nie żyje, więc czas na nowych bohaterów ze szklanych ekranów ;)
Expose było już znacznie lepsze niż nominacje. Premier miał wyzwanie, bo nie mógł niczego zwalić na swojego poprzednika. Wystąpienie było krótkie (ostatnio trwało 3 godziny) i dotyczyło tego, co w tej chwili jest najważniejsze, czyli gospodarki i walki z kryzysem. Donald Tusk kolejny raz objawił talenty aktorskie, ale tym razem zamiast w kabareciarza, wszedł w rolę księgowego. Powiedział to, co chcieli usłyszeć ekonomiści. Fitch, jedna z trzech największych agencji ratingowych, była wniebowzięta tym wystąpieniem i zapowiedziała, że jeśli rząd zrealizuje obietnice, to nasz rating wzrośnie. Oczywiście, jak ktoś spojrzy na naszą giełdę, to zobaczy spadki, ale to wina KGHM, który zemdlał z wrażenia, gdy premier zapowiedział większe opodatkowanie miedzi i srebra.
Generalnie zgadzam się z kilkoma kluczowymi punktami expose, jak choćby z reformą KRUS, ograniczeniem ulg i becikowego, czy włączeniem księży do powszechnego systemu ubezpieczeń społecznych. Co więcej, byłbym w tych kwestiach nawet bardziej radykalny. Nie mam też nic przeciwko zrównaniu wieku emerytalnego mężczyzn i kobiet. Popieram również pomysły deregulacyjne i odchudzanie administracji publicznej. Niestety, mam obawy, że nic z tego nie wyjdzie. Nie wierzę w pracowitość premiera, a skoro szef nie wyrywa sobie rękawów, to jego podwładni też zapewne będą mieć czoła wolne od potu. Nawet wczoraj premier pokazał, że nie należy do pracoholików. Wyszedł z Sejmu zaraz po tym, jak liderzy partii wygłosili swoje wystąpienia…
Inna sprawa, że te przemówienia nie były zbyt porywające. Prezes Kaczyński zapomniał, że przegrał wybory i wygłosił swoje expose. Zamiast odnieść się do tego, co mówił premier i zadać mu kilka trudnych pytań, opowiadał stare wyświechtane slogany o serwilizmie wobec Rosji, obronie krzyża, hańbie smoleńskiej, spisku mediów, węgierskiej drodze, zahaczając przy okazji o Starucha. Słowem: standard.
To najlepszy dowód na to, że PiS słabnie. Bulterierów partia się właśnie pozbyła, zostali ludzie z wazeliny. Bać się można jeszcze tylko agenta Tomka, ale nie ze względu na jego waleczność (w konflikcie z Henryką Krzywonos pokazał jaki z niego bohater), ani wybitne walory intelektualne. Rzecz w tym, że jest ponoć w stanie wyrwać każdą laskę, więc być może także tę marszałkowską…
Wczorajsza debata w Sejmie pokazała, że rolę realnej opozycji przejmuje lewica. Zdecydowanie najlepsze wystąpienie miał Janusz Palikot. Zrobił dobry show i merytorycznie odniósł się do tego, co mówił premier. Leszek Miller wypadł przy nim blado, choć jak zwykle błysnął humorem. Lewica pokazała jednak, że w przeciwieństwie do PiS i Solidarnej Polski, nie chce być opozycją totalną, ale konstruktywną. Zapowiada, że będzie patrzyła władzy na ręce, ale nie odmawia rządowi współpracy, bo rozumie to, czego zaślepione nienawiścią do Platformy PiS, nie może pojąć, że dla dobra kraju lepiej tworzyć niż niszczyć.
Dodaj artykuł do: