
Wnioski z Marszu Niepodległości w stolicy mam dwa: różnej maści narodowców i nazioli mamy własnego chowu, natomiast lewaków musimy importować z Niemiec.
Nauczkę dostały też media, które w tej niepodległościowej ustawce
straciły – poza policją – najwięcej, bo chuligani zniszczyli im cztery
wozy transmisyjne, a przynajmniej dwóch fotoreporterów dostało po buzi.
Wśród uczestników marszu w Warszawie byli też kibice Unii Leszno w sile
pięciu szalikowców. Nic nie wiadomo o tym, czy wrócili stamtąd cali i
zdrowi, ale skoro chwalą się tym publicznie, musiało im się podobać.
Nawet nie zastanawiam się, po której stronie barykady walczyli fanatycy
Byków, bo sprawa jest oczywista. 30 kibiców Unii było też obecnych na
oficjalnej uroczystości rocznicowej zorganizowanej przez władze w
Lesznie: uczestniczyli w mszy św. w kościele Św. Antoniego, a potem pod
pomnikiem Konstytucji 3 Maja i Odzyskania Niepodległości złożyli kwiaty i
odśpiewali hymn narodowy, jak przystało na obywateli „Wielkiej Polski”.
Zwrot w cudzysłowie pochodzi z ich strony internetowej i przyznam – źle
mi się kojarzy.
Swoja drogą w Lesznie wytworzył się dość oryginalny mezalians lewicowej
władzy na czele z prezydentem Tomaszem Malepszym z narodowcami. Ostatni
przykład: menedżerem do ratowania leszczyńskiej starówki został Marcin
Rostowski, były działacz Młodzieży Wszechpolskiej i kandydat do Sejmu z
listy LPR. Co ciekawe, ten młody człowiek nie ma wykształcenia
menedżerskiego, lecz jest absolwentem wydziału historycznego UAM. Mimo
wszystko życzę mu powodzenia w rewitalizacji centrum naszego miasta. A
jest co robić, by zmienić mocno ostatnimi czasy nadszarpnięty wizerunek
naszej starówki, na której dominującym widokiem są szwędające się grupy
pijaczków i niezliczone sklepy typu second-hand.
Jeśli już mowa o tematyce miejsko-żużlowej, to wart odnotowania jest
apel radnego PiS Andrzeja Bortela do kolegów radnych o przyznanie
jeszcze większych pieniędzy na „promocję miasta przez sport”, czyli
wpompowanie kolejnych setek tysięcy w prywatną spółkę akcyjną Unia
Leszno. W tym roku z budżetu miasta pójdzie na ten cel 600 tys. zł, co
nie jest rekordem, bo dwa lata temu klub dostał z miejskiej kasy nawet
1,1 mln zł.
I na koniec jeszcze jedna „okołożużlowa” sprawa: trener leszczyńskich
Byków Roman Jankowski o mały włos nie doprowadził do katastrofy
lotniczej. Równo miesiąc temu zahaczył o linię energetyczną, lecąc swoim
samolotem w okolicy Bojanowa. Na szczęście skończyło się tylko na
„incydencie lotniczym”, czyli zerwaniu kabla i pozbawieniu na kilka
godzin prądu 1400 okolicznych domów. „Jankes” nie od razu przyznał się
do całego zdarzenia, lecz dopiero wtedy, gdy energetyka zaczęła
dochodzić, co się stało i kto był sprawcą tej awarii.
Oczywiście każdemu mógł się zdarzyć taki „incydent”, tzn. każdemu, kto
dysponuje licencją pilota i ma prywatny samolot, ale od osoby o
statusie Romka Jankowskiego wymagane są najwyższe standardy zachowań.
Wszak były świetny żużlowiec i obecny trener Unii Leszno od 2005 roku
nosi zaszczytny tytuł „Zasłużonego dla miasta Leszna” i każda taka
wpadka musi być poczytana jako plama na honorze. No i na zasadzie
kontrastu może być porównywana z bohaterskim wyczynem pilota kpt.
Tadeusza Wrony, który niedawno został honorowym obywatelem Leszna.
Dodaj artykuł do: