
Kolejny raz odmówiłem wyboru między dżumą a cholerą i rezygnowałem z głosowania „przeciw” zamiast „za”. Oddałem nieważny głos. Wyniki wyborów przewidziałem. Zaskoczyło mnie tylko PiS, ale nie tym, że przegrało.
Dobrze, że już po wyborach. Kampania była potwornie nudna. Jej najciekawszym wydarzeniem była rozmowa Tomasz Lisa z Jarosławem Kaczyńskim. Gdyby to był pojedynek polityków, uznałbym zwycięstwo Lisa. Niestety, układ był nieco inny… Redaktor wyszedł ze swojej roli, więc jako obiektywny dziennikarz poległ.
Ja też poległem, ale w walce z czasem. Tuż przed wyborami byłem w rozjazdach i nie zdążyłem przed nastaniem ciszy wyborczej spisać swoich wyborczych przewidywań. Chyba warto pomyśleć nad zniesieniem tego obowiązku milczenia. Rzecz jasna, nie ze względu na mnie, ale na ułomność samej ciszy wyborczej. W dobie Internetu, nie ma ona sensu. Wystarczyło wejść na portale społecznościowe, by się o tym przekonać. Amerykanie i Niemcy jej nie mają, a demokracja u nich kwitnie.
Zresztą, równie absurdalne jest prawo emigrantów do głosowania. Znam historyczne znacznie artykułu 62. naszej konstytucji, ale dziś wyjazd z ojczyzny jest dobrowolny i nie rozumiem, dlaczego ktoś, kto nie mieszka na stałe w Polsce i nie płaci tutaj podatków, wybiera nam prezydentów, posłów i senatorów. Tym bardziej, że to głosowanie kosztuje polskich podatników niemałe pieniądze (wg danych MSZ ok. 2 mln zł).
I choć mój tekst prognozujący finał wyborów nie powstał, to mam licznych świadków na to, że wyniki przewidziałem niemal bezbłędnie. Obstawiałem pewne zwycięstwo PO, trzecią pozycję Ruchu Palikota oraz blamaż SLD. Wiedziałem też, że frekwencja nie przekroczy 50 procent. Od lat uprawiamy bowiem demokrację, gdzie władzę wybiera mniejszość, a nie większość. No, ale cóż, prawicę też tworzy u nas lewica i jakoś z tym żyjemy. Przynajmniej na tym polu lubimy odmienność…
Oczywiście wielkim wygranym tegorocznej batalii jest Donald Tusk, bo to pierwszy premier, który dostał od obywateli legitymację do tego, by rządzić drugą kadencję. Obawiam się jednak, że ten sukces jeszcze bardziej go rozleniwi. Przez ostatnie cztery lata – choć miał wielką motywację do pracy – nie wyrywał sobie rękawów. Aż strach pomyśleć, co będzie teraz, gdy zaspokoił już swoje historyczne ambicje.
Największym przegranym jest bez wątpienia Grzegorz Napieralski. Byłem przekonany, że nie jest w stanie powtórzyć przyzwoitego wyniku z kampanii prezydenckiej. Człowiek absolutnie przezroczysty i wyprany z charyzmy nie może być liderem partii. Dla mnie, to taki gimnazjalista w ciele dorosłego, który bawi się w politykę i dręczy własne dzieci.
Zgodnie z moimi przewidywaniami, upadający sztandar lewicy podniósł Janusz Palikot. Na Facebooku żartowałem sobie, że jego znakomity wynik, to zasługa tetrahydrokanabinolu. Prawda jest jednak taka, że o ile kiedyś ludzie zadowalali się chlebem i igrzyskami, to teraz łakną nowości. Potrzeba odmiany jest tak ogromna, że kupują nawet kota w worku.
Palikot to typowy koniunkturalista: kiedyś konserwatysta, potem liberał, a teraz antyklerykał. Podchodzi do polityki jak do biznesu. Zrobił badanie rynku, znalazł niszę, przeanalizował konkurencję i ruszył do ofensywy. Produkt marnej jakości ładnie opakował i sprzedał z marketingowym przytupem, którym dyrygował Piotr Tymochowicz. Teraz nadejdzie jednak czas reklamacji, bo ludzie z łapanki zostaną posłami, więc w parlamencie zacznie się festiwal wpadek.
Obalenie przez Palikota mitu Polski katolickiej wywołało iście
chrześcijańskie odruchy wśród niektórych prawicowych publicystów. Dla
przykładu, szef Frondy i ultrakatolik – Tomasz Terlikowski, tymi słowami
wyraża miłość do bliźniego, który niedawno płacił mu regularną pensję
(Ozon):
„Ja p… Palikot trzeci w Polsce. Polacy zwariowali. Pora szykować się na ostrą wojnę światopoglądową. Nie odpuszczę temu sk… i jego poplecznikom. I powiem krótko, wstyd mi za tych, którzy zagłosowali na mendę w przebraniu trefnisia”.
Powody do frustracji ma też Jarosław Kaczyński. Sztabowcy PiS – wykorzystując sztuczki socjotechniczne lepiej niż PO – kolejny raz próbowali nabrać Polaków, że prezes to zrównoważony polityk i ciepły człowiek, a jego partia to nowoczesne ugrupowanie przyciągające młodych. Ciemny lud tego nie kupił. Zawód na twarzach posłów PiS był jednak zastanawiający, przecież żadne sondaże nie dawały im wygranej! Widać, że chyba naprawdę uwierzyli w propagandę, którą serwowała „Gazeta Polska”.
Tym, co naprawdę zaskoczyło mnie w tych wyborach, to reakcja PiS na porażkę. I nie chodzi wcale o te Węgry. Rzecz w tym, że Jarosław Kaczyński uznał wygraną Tuska! Gratulacje PO złożył nawet Joachim Brudziński. Spodziewałem się zarzutów o spisek mediów i insynuacji o fałszerstwie wyborów, a tu taka niespodzianka. Do teraz nie mogę wyjść z szoku. Jeśli jeszcze Jarosław Kaczyński, zachowa się jak przystało na szefa partii, która po raz szósty z rzędu przegrywa wybory i zrezygnuje z funkcji prezesa, to zacznę się szczypać po rękach.
Dodaj artykuł do: