
Jak upamiętnić oflag dla alianckich jeńców, obóz pracy dla ludności niemieckiej i obóz pracy dla polskich więźniów? – zastanawia się od miesięcy leszczyński samorząd. Ustalono już, że Gronowo nie było miejscem kaźni, a zdecydowana większość zgonów w obozie nastąpiła z przyczyn naturalnych. Radni Leszna mają ustalić, kogo upamiętnią i w jaki sposób.
Publiczną dyskusję na temat obozu w Gronowie wywołała zapowiedź budowy osiedla mieszkaniowego w tej części Leszna. Przeciwko stawianiu domów w miejscu, w którym w połowie ubiegłego wieku więziono kolejno: alianckich żołnierzy, volksdeutchów i Niemców oczekujących na wysiedlenie oraz polskich więźniów politycznych i gospodarczych zaprotestowała część mieszkańców. Głos w tej sprawie zabrali też radni i urzędnicy.
Kaźni nie było
Gościem leszczyńskich radnych i urzędników magistratu był też prof. Krzysztof Stryjkowski z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Według informacji profesora, po zakończeniu okupacji hitlerowskiej w Oflag XXI Lissa – obozie dla polskich volksdeutschów oraz obozie przesiedleńczym dla deportowanych z Polski Niemców – w latach 1945-50 przebywać mogło łącznie nawet 25 tys. osób. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych uczyniło z więźniów znakomite źródło dochodów, pracowali oni m.in. w fabryce wagonów w Zielonej Górze, w lasach państwowych, w zakładzie Cegielski w Poznaniu, w przemyśle węglowym, byli także wynajmowani do pracy w polu.
– W każdym z miejsc odosobnienia dochodziło do zgonów, ale obóz w Gronowie nie był miejscem kaźni, nie było tam celowych przykładów eksterminacji. Udokumentowano 290 zgonów w obozie, ale ich przyczyną były raczej powody naturalne, zwłaszcza, że zmarli mieli na ogół powyżej 60 lat. Ponadto w latach 1945-49 była w obozie epidemia tyfusu, stąd też część ofiar obozu w Gronowie – twierdzi prof. Krzysztof Stryjkowski.
Bez nagłych zgonów
Informacje poznańskiego naukowca potwierdziły prace ekshumacyjne. Podczas kilkudniowych poszukiwań znaleziono na terenie byłego obozu w Gronowie szczątki tylko 21 osób. Prawdopodobnie ekshumacje będą kontynuowane przy okazji prac budowlanych.
– Antropolog nie stwierdził przypadków nagłej śmierci, nie było złamań, zmian postrzałowych – informuje Tomasz Czabański, prezes stowarzyszenia Pomost z Poznania, które przeprowadziło ekshumacje. – Większość zmarłych to osoby starsze; była jednak młoda dziewczyna oraz matka i przytulone dziecko. Przy kościach znaleźliśmy obrączkę z datą ślubu, dwa medaliki, resztki sznura z koralami i różańca. Przeszukaliśmy także cmentarz w Grzybowie, gdzie znaleźliśmy 19 szczątków bez trumny, a przy nich m.in. plastikową lalkę, kartki na żywność dla żołnierzy Wehrmachtu oraz szkaplerz z Matką Boską. Kości zostaną pochowane w kwaterze wojskowej w Nadolicach koło Wrocławia.
Wszystkich równo
Szczegółami sposobu upamiętnienia ofiar obozu w Gronowie zajmie się czteroosobowy zespół radnych. Będą mieli nie lada orzech do zgryzienia, bo w jednym miejscu znajdował się oflag dla alianckich jeńców, obóz dla volksdeutschów (wśród nich byli strażnicy z obozów koncentracyjnych w Stutthofie i w Auschwitz-Birkenau), przebywali tam wysiedlani Niemcy oraz więźniowie polityczni i gospodarczy zamknięci w obozie pracy.
– Jestem za pamiątkową tablicą na obozowym murze poświęconą wszystkim, którzy byli osadzeni w Gronowie, we wszystkich okresach działania obozu, bez względu na to, jakiej byli narodowości i jaki był powód ich cierpienia – informuje radny Leszna, Marcin Błaszkowski, regionalista, autor strony internetowej poświęconej obozowi w Gronowie. – Po kilkudziesięciu latach rozstrzyganie racji wszystkich ze stron, czy przedkładanie jednej racji nad drugą, stało się już dzisiaj bezprzedmiotowe. W związku z tym proponuję umieszczenie cytatu biblijnego: „Nie oceniaj, by nie być ocenianym, nie potępiaj, żeby nie być potępionym” oraz dodatkowo napis: „Pamięci wszystkim, którzy cierpieli w leszczyńskich obozach”.
Bez głowy w piasku
Wanda Nawrocka, mieszkanka Gronowa, która od wielu miesięcy zabiega o wyjaśnienie wszystkich obozowych zagadek, nie jest zadowolona z działania magistratu. Jej zdaniem budowa osiedla mieszkaniowego na terenie dawnego obozu nie jest fortunne. Właścicielem nieruchomości nie jest jednak miasto, ale wrocławski deweloper. Zdaniem Nawrockiej należy pozostawić obozową wartownię i w niej zorganizować muzeum, w którym znajdą się m.in. dokumenty i pamiątki po więźniach. Obiektem – żywą lekcją historii – mogliby opiekować się uczniowie gronowskiego gimnazjum.
– Nie wolno udawać, że nie ma problemu i chować głowę w piasek – twierdzi Wanda Nawrocka. – Trzeba dalej szukać szczątków i wyjaśniać historię, która nie jest subiektywnym poglądem jakiegoś pana z Poznania, któremu miasto zleciło zdobycie informacji o obozie. Trzeba rzetelnego opracowania, a nie wydrukowania jakiejś broszurki. Apeluję do mieszkańców Gronowa o przerwanie zmowy milczenia w tej sprawie. Bo od lat milczą zarówno ofiary, które przeszły obozowe piekło, jak i ci, którzy tu od lat mieszkają.
RAFAŁ MAKOWSKI
Dodaj artykuł do: