Z regionu
| Wpadł w furię i zaczął demolować (Gostyń) |
| Tłumy w muzeum (galeria) (Leszno) |
| Oferował 2 tys. zł łapówki (Wschowa) |
| Bez funduszu soleckiego (Góra) |
| Prezydent znów z absolutorium (Leszno) |
| Wyłowiono zwłoki z Obry (Kościan) |
| Estkowskiego też do remontu (wideo) (Leszno) |
| Dzień Strażaka w Kościanie (galeria) (Kościan) |
| O krok od tragedii (Leszno) |
| Czy prezydent otrzyma absolutorium? (Leszno) |
Komentarze
| Mamy przechlapane |
| Jestem pewna, ze prezydent Bronek Komorowski N I E podpisze ustawy emerytalnej do przymusowej pracy jak mialaby sie konczyc po 67 roku zycia.To ,ze je... |
| Więcej... |
| Tragedia w Kościanie (galeria) |
| "Pajęczarze" nadal obchodzą dożywocie. |
| Więcej... |
| Ojciec dla rodzeństwa |
| Może to przeczytasz. Dzisiaj jest 22.maj 2012r. Znam Twoją sytuację dobrze. Rafał,wiem i wierzę, że nadal jest ok.Chylę czoło przed Tobą :-* |
| Więcej... |
| Reportaż |
|
|
| Wskrzesza rolls-royce'a | ||
| 01.09.2010. | ||||||
Nowy trend pojawił się na rynku samochodów używanych: w cenie są auta starszych roczników. Niektórzy traktują pojazdy jak najzwyczajniejszą lokatę kapitału. Oczywiście nie każdy kilkunastoletni samochód uczyni z nas zamożnych ludzi.
Daniel Woźniak też zauważył ten trend na rynku i stara się na nim zarobić. Od 13 lat prowadzi w Lesznie warsztat mechaniczny i specjalizuje się w montażu instalacji gazowych, ale ogólny zastój na rynku samochodowym zmusił go jednak do szukania luki do zagospodarowania. I znalazł: zabrał się za renowacje samochodów z legendą.
Dodaj artykuł do:– Zaczęło się od mercedesów coupe z lat 80. – mówi Daniel Woźniak. – To były świetne samochody. Legendarne. Wyszukiwałem w niemieckim necie, przywoziłem, poddawałem gruntownemu remontowi i sprzedawałem. Klientów nie brakowało. Po drodze był jeszcze ford capri z 1973 roku, silnik V6, dwa tysiące. Pięknie chodzi. Dość drogie marzenia Teraz Woźniak pracuje nad zupełnie inną marką. W jego warsztacie stoją teraz prawdopodobnie jedyne w Lesznie dwa rolls-royce’e. Mechanik poddaje je renowacji na zlecenie klienta. Rolls-royce to legendarna marka angielskich samochodów, synonim bogactwa i luksusu. Mało kogo też stać na jego zakup. Rollsami jeżdżą miliarderzy i królowa angielska. Samochody często były i są produkowane na indywidualne zamówienia najbogatszych klientów. Uchodzą za niezwykle trwałe, co jest efektem ich ręcznej produkcji. W fabryce każda część na którymś etapie produkcji musi przejść przez ręce człowieka. To wszystko sprawia, że samochody z charakterystycznym metalowym grillem zwieńczonym nie mniej charakterystyczną statuetką Spirit of Ecstasy, czyli ducha ekstazy, są obiektem marzeń nie jednego kierowcy. Daniel Woźniak niektórym te marzenia pomaga urzeczywistniać. – Ale nie są to marzenia tanie – zastrzega. – Koszt zakupu około 30-letniego egzemplarza w dalekim od ideału stanie, wraz z kosztami zakupu części i renowacją, to około 100.000 zł. Do rollsów nie kupuje się zamienników, tylko części oryginalne, które sprowadzać trzeba albo od autoryzowanego dilera albo wprost z Anglii. A oryginalne części kosztują. – Za dwie sprężyny i dwa amortyzatory trzeba zapłacić 6000 zł – podaje przykład Woźniak. – A to tylko wierzchołek góry lodowej. U mechanika stoją dwa rollsy: Silver Spirit z 1979 roku oraz Silver Shadow z 1983 roku, przywieziony statkiem z Arabii Saudyjskiej, gdzie w latach młodości tego auta jeździł nim pewien, a jakże, zamożny szejk. Oba samochody w czasach gdy zostały wyprodukowane, były pojazdami kapiącymi od luksusu: automatyczne klimatyzacje, pełna elektryka, automatycznie wysuwane anteny po włączeniu radia, komfortowa skóra na siedzeniach, lampki dla pasażerów, lampka pod maską silnika zapalająca się po podniesieniu klapy (niepotrzebny gadżet, bo te samochody się przecież nie psuły) no i przede wszystkim silnik: V8 o pojemności... 6,7 litra: – Tym spiritem jechałem do Boszkowa i z powrotem – opowiada D. Woźniak. – 15 litrów paliwa nie wystarczyło na tę podróż. Inwestycja w mercedesa Po co więc ktoś kupuje takie paliwożerne samochody, na których renowację wydać jeszcze musi dziesiątki tysięcy złotych? Odpowiedzi są co najmniej dwie. Po pierwsze dla własnej przyjemności i prestiżu. Już całkowicie wyremontowany przez Daniela Woźniaka Roll Royce Silver Spirit z 1979 roku jako auto ponad 25-letnie i sprawne technicznie został zarejestrowany jako pojazd zabytkowy. Dzięki temu właściciel korzysta z dobrodziejstwa bezterminowej rejestracji i braku wymogu regularnych przeglądów technicznych. Nie może jednak auta sprzedać bez zgody konserwatora zabytków. Niektórzy znawcy tematu twierdzą, że absolutnie nie opłaca się rejestrować takiego pojazdu jako zabytkowy, bo... I tu dochodzimy do drugiej odpowiedzi na pytanie... Po drugie bowiem warto wydać pieniądze na renowację takiego auta, by na nim zarobić. – Jednego z odnowionych przeze mnie mercedesów coupe kupił klient z Warszawy – wspomina Woźniak. – Ma dużą halę, którą powoli zapełnia sobie takimi ciekawymi samochodami. Mówi, że to lokata kapitału. – To nie jest takie proste – uważa jednak Patryk Nikiciuk z Muzeum Techniki i Motoryzacji w Otrębusach pod Warszawą. – Bo nie każdy stary samochód nabiera wartości. Są auta z 1919 roku, sprawne, jeżdżące i do kupienia raptem za 2000 dolarów. Jeśli ktoś chce zainwestować w leciwe samochody, musi się naprawdę na tym znać. Nie ma jednak takich aut, które dziś kupi się za 1000 zł, a za pięć lat sprzeda za 5000 zł. To mit. Porsche da zarobić... i maluch z limitowanej serii happy and też. Coś jednak jest na rzeczy – Oczywiście, że można zarobić na starych autach – twierdzi mieszkaniec Leszna od lat związany z branżą samochodową. – Aby się przekonać, wystarczy zajrzeć na Allegro i sprawdzić ceny niektórych aut starszych roczników. Taki na przykład fiat 125p. Zdarzają się prawie nówki, z praktycznie zerowym przebiegiem. Za taki samochód trzeba dać nawet 30.000 tysięcy zł. Podobnie za warszawę. Ja mam w garażu porsche 911 z 1991 roku, zarejestrowane, ale nim nie jeżdżę. Kiedyś je sprzedam i na pewno na tym nie stracę. Czekam też aż znajomy zdecyduje się sprzedać mi swego poloneza, auto w idealnym stanie. Zapłacę mu 1500 zł, wstawię do garażu i poczekam 15 lat. Sporym cenom niektórych starych aut wcale nie dziwi się Andrzej Dutkiewicz, rzeczoznawca i szef PZMot w Lesznie. – Wraz z rocznikiem rosną ceny samochodów, ale tylko takich, których powstało niewiele – tłumaczy Dutkiewicz. – Samochód, który był produktem masowym, choćby nie wiem jak dobrą miał opinie, nie będzie lokatą kapitału. To jest tak jak z fiatem 126p. Jego produkcję zakończyła seria 1000 egzemplarzy modelu „happy and”. Wiadomo, że było ich tylko tysiąc i ani jednego więcej. I można z dużą dozą prawdopodobieństwa powiedzieć, że właśnie dlatego wartość tych egzemplarzy będzie rosnąć. Oczywiście jest jeszcze jeden warunek: że egzemplarz ma oryginalne elementy. – Myślę, że trend na rynku utrzyma się dłuższy czas – uważa Daniel Woźniak. – Społeczeństwo się bogaci i ludzi stać będzie na takie zabawki. Dużą role odgrywać też będzie sentyment. Te samochody z lat 70 i 80 to były naprawdę świetne wozy. Arkadiusz Jakubowski
Napisz komentarz
|
||||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|



Nowy trend pojawił się na rynku samochodów używanych: w cenie są auta starszych roczników. Niektórzy traktują pojazdy jak najzwyczajniejszą lokatę kapitału. Oczywiście nie każdy kilkunastoletni samochód uczyni z nas zamożnych ludzi.












