
O zespole Just 5, promocji nowego albumu i sprawdzaniu się w roli ojca z wokalistą Bartkiem Wroną, gwiazdą tegorocznych Dni Osiecznej, rozmawia Anna Maćkowiak
Wciąż jesteś najbardziej znany jako chłopak z nieistniejącego już dziś zespołu Just 5. Jak trafiłeś do tej grupy?
Poszedłem na casting. Wszystko za namową Roberta Kryli, do którego chodziłem wcześniej na kursy taneczne. Konkurencja była spora. Przyjechało około 1500 facetów. Wybrali mnie, wtedy czternastolatka. Nie wiem, czym przekonałem ich do siebie. Może talentem? Wcześniej nie miałem jeszcze zawodowej styczności z muzyką. Nie miałem też wówczas żadnych muzycznych planów. Ważna była szkoła. Skończyłem podstawówkę, dostałem się do liceum. Mimo śpiewania szczęśliwie dotrwałem do matury i ją zdałem.
Rok przed tym, zanim przestał istnieć Just 5, ty pracowałeś już nad solową płytą. Dlaczego?
Miałem już wtedy zrobionych cztery czy pięć kawałków. Jakbym coś przeczuwał.
Nie myśleliście nigdy o reaktywacji? Takie powroty przecież często zdarzają się w muzycznym światku.
Z chłopakami z zespołu mam dobry kontakt, gramy razem w piłkę. Ale o wspólnym powrocie na scenie raczej nikt nie mówi. Grzegorz ma w Poznaniu swoje studio nagraniowe, Robert pojechał do znajomych do Irlandii, a Daniel pracuje muzycznie z różnymi zespołami.
Czym różni się muzyka, którą grasz obecnie od klimatów, które tworzyłeś czy współtworzyłeś jeszcze kilka lat temu?
Kiedyś grałem bardziej dance’owo. W tym, co teraz robię, jest trochę rockowizny. Myślę, że moja muzyka jeszcze będzie ewoluować. Na razie jednak nie myślę, w jaką stronę to pójdzie. Koncentruję się na promocji mojego najnowszego albumu zatytułowanego „Póki mamy siebie”. Osiecki koncert to część trasy koncertowej promującej tę płytę.
Trudno ci wypromować się jako artyście grającemu solo? Wielu wokalistów, którzy występowali wcześniej w zespołach, a później postawili na karierę solową, ma z tym problemy. Wystarczy wspomnieć takie nazwiska: Tatiana Okupnik z Blue Cafe czy Halinka Młynkowa Brathanków.
Nigdy nie będę próbował na siłę odciąć się od łatki Just 5. Zagraliśmy wspólnie mnóstwo koncertów i zdaję sobie sprawę, że zawsze będę postrzegany jako chłopak z tej właśnie grupy. Just 5 to tatuaż mojego życia i nie mam zamiaru się go pozbywać. Cieszę się, że wraz z moją nową grupą gramy sporo koncertów. Grafik mamy zapełniony do końca września. Dopiero później będziemy mogli pomyśleć z żoną o wakacjach.
Od niedawna sprawdzasz się również w nowej roli – ojca.
Tak. Córeczka daje popalić, zwłaszcza w nocy. Z żoną na zmianę pełnimy przy niej nocne dyżury. Na szczęście zasypia przy ojcowskich kołysankach, również tych mojego autorstwa. Tym sposobem córka jest pierwszym cenzorem wszystkich moich nowych muzycznych projektów.
Powiedz coś o swoich poza muzycznych zainteresowaniach.
Sport i gotowanie. Sporo czasu spędzam w kuchni. Moją specjalnością jest karkówka z grilla w sosie myśliwskim. Nie może zabraknąć jej podczas rodzinnych spotkań. Kiedyś chciałem napisać nawet książkę kucharską, ale jakoś nigdy nie mam na to czasu. Chcę natomiast wydać książkę o Just 5. Napisałem już kilka rozdziałów. Będzie można w niej przeczytać całą prawdę o zespole, o wszystkim, co się w nim działo.
Dodaj artykuł do: