
Jestem pomiędzy jednym piątkowym weselem a drugim, więc nie czekając na kolejne zacząłem nerwowo rozglądać się za ... pogrzebem.
(Człowiek chyba za dużo filmów ogląda.) No i wykrakałem: proboszcz
mojej parafii ogłosił w minioną niedzielę, że jeden z młodych wikarych
zrezygnował z kapłaństwa.
Ale gdzie tu pogrzeb? Tak określił to zdarzenie sam proboszcz w
wypowiedzi dla PL, natomiast zanim powiedział to na żywo z ambony
zaznaczył, iż po raz pierwszy musi ogłosić taki komunikat. Ot, znak
czasu... Co prawda rzecznik prasowy poznańskiej kurii bagatelizuje
sprawę i twierdzi, że w Wielkopolsce nie jest to jeszcze powszechne
zjawisko, ale podejrzewam, że robi tzw. dobrą minę do złej gry.
W kwietniu br. dziennik "Polska The Times" powołując się na badania
socjologa, prof. Józefa Baniaka z Uniwersytetu Adama Mickiewicza,
podał, że w ciągu ostatnich 50 lat z kapłaństwa zrezygnowała aż jedna
trzecia polskich duchownych, a w ponad połowie przypadków przyczyną
rezygnacji był celibat. Zjawisko w ostatnich latach się nasila i tylko w
3 analizowanych diecezjach zdecydowało się na ten krok 60 kapłanów. Z
badań prowadzonych na UAM wynika, że ze stanu duchownego rezygnują
przeważnie młodzi księża mający pomiędzy 5 a 10 lat posługi.
Dla mnie osobiście, choć nie jestem żadnym katolickim ortodoksem,
rezygnacja mojego wikarego, stanowi też spore zaskoczenie czy wręcz
szok. Zawsze na zewnątrz nie mogłem się nachwalić "moich" księży z
parafii św. Kazimierza. Nie dość, że proboszcz, jak na lokalnego
hierarchę, jest "równy gość", to jeszcze ostatni duet młodych wikariuszy
był wręcz rewelacyjny. Słuchając ich niedzielnych kazań i podziwiając
ich krasomówczo-muzyczne talenty, a zwłaszcza głoszone przez nich z
ambony rozważania, mówiłem sobie w duchu: "albo zajdą wysoko albo szybko
wylecą". Ale nigdy by mi do głowy nie przyszło, że jeden z nich sam
zrezygnuje z kapłaństwa. I to nie z powodu uwierającego celibatu. Taką
mam przynajmniej wiedzę w tym temacie na dziś...
Co więc skłoniło młodego wikariusza (dopiero 2 lata w sutannie) do tak
drastycznego, życiowego kroku? Na razie nie chce na ten temat powiedzieć
zbyt wiele, ale obiecał, że za jakiś czas porozmawia z nami. Ale już
dziś wiadomo na pewno, że nie porzucił religii i nie stracił wiary w
Boga. Wręcz przeciwnie: z lektury jego bloga wyziera niemal bezwzględne
oddanie Stwórcy. Praktycznie każdego dnia, także po 14 sierpnia, gdy
zrezygnował z kapłaństwa, prowadzi rozważania nad cytatami z Biblii.
Oto fragmencik z wtorkowego wpisu: "Człowiek, który nie walczy o czas dla
Pana Boga nie pozna nigdy "smaku" łaski, którą Bóg odpowiada na
"tracenie" dla Niego czasu".
Były wikary patrzy jednak bardzo krytycznie na to, co dzieje się
wewnątrz Kościoła katolickiego: "obłudni są Ci, co najgłośniej się modlą,
tworząc chór jednolity, który wyprzedza w ich mniemamiu każdego w
drodze do Nieba; (...) obłudni są księża, co nauczają z ambony o
moralności po to by później wrócić do łóżek przesiąkniętych
cudzołóstwem". I tu chyba leży tzw. pies pogrzebany: młody duchowny
stracił wiarę w nas, wiernych i nasz Kościół. Szkoda, bo wolałbym, aby
takich ludzi, żarliwie religijnych, a jednocześnie mądrych,
krytykujących nasze wady, przywary i wszystko, co jest złe w kościele i
Kościele , było jak najwięcej wewnątrz, a nie na zewnątrz wspólnoty.
ROBERT LEWANDOWSKI
Dodaj artykuł do: