
Kieszeń lżejsza, ale wynikami serce się raduje - mówi Józef Dworakowski, prezes Unii Leszno w rozmowie z Mariuszem Cwojdą.
Wygranie rundy zasadniczej przez Unię Leszno pozwala optymistycznie patrzeć w przyszłość. 12 wygranych meczów i 2 porażki, komplet zwycięstw na własnym torze. Chyba nawet pan się nie spodziewał takiego rezultatu.
Wynik jest dobry, ale teraz będzie jeszcze trudniej. Mieliśmy udaną rundę. Najbardziej cieszy mnie postawa Damiana Balińskiego. Nie zawiódł Adams. Przed sezonem pojawiały się głosy, że Lee – jako przysłowiowy emeryt – nie będzie już tak waleczny jak w poprzednich sezonach. Tymczasem Australijczyk jeździ i nie odpuszcza. O formę Janusza Kołodzieja jestem spokojny. Jeśli nic się nie stanie, nie będzie kontuzji, to mamy szansę, by rewanżowy mecz finałowy odbył się w Lesznie. Martwi mnie natomiast słaba forma Adama Shieldsa i młodzieżowców. Muszę przed rundą finałową mocno porozmawiać z Pavlicem i Musielakiem. Być może na meczu z Gorzowem byli trochę rozkojarzeni. Rano jeszcze nie było pewne, czy zawody się odbędą. Padał deszcz. Dlatego może nie potrafili się dobrze skoncentrować.
Chyba pan nie powie, że szukając zimą zawodnika na 230 pkt myślał pan o Januszu Kołodzieju?
Tak było – wiedziałem, że ten chłopak pojedzie. Że będzie punktował. Stać go na dobry wynik. Wie, o co jedzie, gdyż w kontrakcie ma zapisaną premię. Zostanie mu wypłacona, gdy przekroczy zdobycz 200 punktów w lidze. Taki sam zapis posiadają w kontraktach wszyscy nasi żużlowcy.
Jak pan to robi, że przy tak wysokich wygranych i spadającej frekwencji kibiców, klub zachowuje płynność finansową?
Na mecz dwóch czołowych drużyn ekstraligi Unia Leszno – Stal Gorzów sprzedaliśmy 7105 biletów. To bardzo słaby wynik – jedna z najniższych frekwencji na trybunach w tym sezonie. To martwi, ale niestety taka jest rzeczywistość. Swoje zrobiła transmisja telewizyjna, która zabiera nam kibiców. Ale nie mogę mieć pretensji, gdyż wyboru dokonuje kibic – czy pójdzie na mecz, czy zostanie w domu przed telewizorem. Poza tym społeczeństwo w naszym regionie robi się uboższe. My, jako klub, nie musimy martwić się o 2010 rok. Poradzimy sobie. Powinniśmy pomyśleć o przyszłości. Bardzo ciężkie mogą okazać się lata 2012 – 2013. Może mnie już nie będzie w Unii, ale moi następcy muszą mieć możliwość utrzymania żużla w Lesznie na wysokim poziomie. Obawiam się, że jeśli teraz nie pomyślimy o następnych latach, to żużla na takim wysokim poziomie w Lesznie może zabraknąć i szybko nie wróci.
Czy pieniądze ze sprzedaży 7105 biletów na mecz z Gorzowem pokryje punktówkę zawodników?
Nie ma takiej możliwości, więc musimy dołożyć. To jeszcze nie stanowi wielkiego problemu. Gorzej z meczami wyjazdowymi, gdzie także wysoko wygrywają. Płaciliśmy za 57 – 63 punkty. Wtedy naprawdę bolało nie tylko serce, ale także kieszeń.
Powiem żartobliwie: w tym roku – przy tak wysokich wygranych – byłoby taniej, gdybyście płacili zawodnikom tzw. ryczałtem.
Ryczałty w żużlu są największą głupotą i wyrządziły najwięcej zła. Zabiły finansowo niejeden klub. Żużlowcy w Lesznie nie zarabiają tak wielkich pieniędzy jak gdzie indziej zawodnikom obiecują. W Unii nie płacimy za podpisanie kontraktu. Jestem wrogiem płacenia ryczałtów. Nasi zawodnicy zarabiają rozsądne pieniądze i tylko dzięki temu nie mamy finansowych kłopotów. Pieniądze leżą na torze. Wystarczy zrobić dobry wynik, by je z toru podnieść. Udało mi się wprowadzić premie. Płacimy tylko za bardzo dobry wynik, czy za zdobycie ponad 200 pkt.
Kiedy prezesi klubów ekstraligi zmienią regulamin rozgrywek? Dłużej tak być nie może, że liga w rundzie zasadniczej zrobiła się mało atrakcyjna. Mniej kibiców na stadionach to nie przypadek.
Gdyby siedmiu moich kolegów (Speedway Ekstraliga składa się z 9 akcjonariuszy – 8 prezesów klubów ekstraligi + przedstawiciel PZMot. – przyp. MC) posłuchało mnie w listopadzie 2007 rok, to dzisiaj nie byłoby problemów, o których pan mówi. Kluby miałyby dużo mniej zmartwień.
Co pan proponował?
Po pierwsze – zawodnik nie powinien zarabiać więcej, niż potrafi zaprezentować na torze. A u nas, niestety, tak często się dzieje. Mógłbym podać wiele przykładów. Żużlowcy otrzymywali duże wynagrodzenie przed sezonem i zawodzili w czasie rozgrywek. W takiej sytuacji kłopoty szybko spadały na klub. Głośno mówiłem o wycofaniu ryczałtów, ale mnie nie posłuchano. Jeśli już rozmawiamy o zmianie regulaminu. Nie wiem, czy wprowadzenie KSM, czy inne propozycję okażą się skuteczne. Nie patrzę na problem tylko pod kątem Unii Leszno. Liczy się interes wszystkich 8 drużyn. Partykularne interesy trzeba odłożyć na bok. Jeśli zajdzie potrzeba wprowadzenia radykalnych cięć w polskim żużlu, to na takie trzeba się zdecydować. Może potrzeba zrobić krok do tyłu, by następnie zrobić kilka kroków naprzód. Nie możemy zmieniać regulaminu na jeden sezon. Regulamin powinien obejmować przynajmniej 3 – 5 lat. Nie może się powtórzyć sytuacja, że mamy dwie mocne drużyny, a pozostałe niewiele wnoszą do rywalizacji. Przy takim układzie sił tracimy widownię.
Pan wierzy, że żużlowi prezesi będą solidarni?
Ja nie wierzę, gdyż w przeszłości już mieliśmy przykłady, że co innego mówili i co innego robili, płacąc zawodnikom pod stołem. Żeby tylko okazać się lepszym od konkurenta. Jeżeli prezesi nie będą solidarni, to zapewniam, że Józef Dworakowski w tym gremium długo zasiadać nie będzie.
Przed nami play off i pierwszy dwumecz z Tauronem Azotami Tarnów. To taki przeciwnik na rozgrzewkę?
Walka zaczyna się od nowa. Tarnów to już zupełnie inna drużyna od tej z kwietnia i maja. W play offie każdy mecz będzie interesujący. Im dalej, tym ciekawiej. Rywalizacja teraz nabierze rumieńców.
Dodaj artykuł do: