
O zdobyciu Pucharu Świata w Vojens z Markiem Cieślakiem, selekcjonerem żużlowej reprezentacji Polski, rozmawia Mariusz Cwojda.
W jak dużym stopniu pomogła w zdobyciu Pucharu Świata w Vojens taktyka i umiejętności zawodników, czy może jednak dopisało szczęście?
Szczęście było przy nas i o tym nie można zapomnieć. Patrząc z drugiej strony, to początek mieliśmy słaby. Tylko 4 pkt i aż trzy zera w poszczególnych biegach. Wiedziałem, że sytuacja musi zmienić się na naszą korzyść. Był tylko jeden warunek – musiał przestać padać deszcz. Z każdym wyścigiem tor robił się lepszy.
Ojcem zwycięstwa znów okazał się Tomasz Gollob. Podobnie jak rok temu wygrał ostatni decydujący wyścig.
Rok temu w Lesznie najlepszy był Jarek Hampel. Tomek wygrał bieg o złoto z Adamsem, chociaż wcześniej nie był tak mocny. Wszyscy pamiętają, że pojechał w ostatnim biegu na motocyklu Krzyśka Kasprzaka. W Vojens Gollob zaprezentował wyborną dyspozycję, ale sukces osiągnęła cała drużyna. Przecież w ostatniej serii, gdy złoto wisiało na włosku, swoje biegi wygrali również Holta i Hampel. W parkingu wszyscy sobie pomagali, wspierali się. Serce rosło, gdy na nich się patrzyło. Tak powinien współpracować zgrany team.
Janusz Kołodziej cieszył się ze zwycięstwa, ale już mniej ze swojej postawy.
Janusz powinien więcej i częściej ścigać się w takich imprezach, gdzie ciśnienie nie schodzi poniżej pewnego pułapu. Skrzydła podciął mu defekt motocykla. W pierwszym biegu dostał żużlem po oczach i walczył. To charakterny chłopak. Od czasu przeprowadzki do Leszna zrobił duży postęp. Jego przycinki na torze, ataki i ich przygotowanie, to naprawdę dobra robota. Gdyby finał rozgrywano w Polsce, to Kołodziej mógłby okazać się bohaterem zawodów.
Czy swoją szansę wykorzystał Adrian Miedziński?
Nie można mówić o wykorzystanych szansach lub niewykorzystanych, bo liczyło się dobro i wynik zespołu. Ktoś może zarzucić, że wziąłem do kadry ,,Miedziarza”. Chciałem jednak, żeby pojechali seniorzy, by dobrze się zgrali przed finałem na trudnym terenie.
Są jeszcze inni, którzy mają szansę zaistnieć w reprezentacji?
Kadra stoi otworem przed każdym żużlowcem – im większa rywalizacja, tym wyższy poziom. Nie tracę z pola widzenia Krzysztofa Kasprzaka. Jeśli tylko ustabilizuje formę, to biorę go do reprezentacji.
Duńczycy podobno rzucali wam kłody pod nogi, by was zdenerwować przed zawodami.
Miały miejsce jakieś drobne incydenty. Organizatorzy nie chcieli nas wpuścić na baraż, odsyłając do kas po bilety. Później zgłosili zastrzeżenia do kierownicy w motocyklu Janusza (Kołodziej – przyp. MC). Ale tak naprawdę nie wiemy, czy protestowali Duńczycy, czy ktoś inny. Pojawiły się głosy o spisku. Jestem jednak daleki od takiego stwierdzenia. Nie mamy dowodów i wyrzucamy z pamięci drobne incydenty. Dzisiaj nie ma to znaczenia. Wygraliśmy zawody i z tego się cieszymy.
W niedzielę na tory wraca liga – decydujące rozstrzygnięcia. Betard Wrocław jeździ z Unibaksem Toruń. Jakieś kalkulacje pan przeprowadził, by w play off trafić na słabszego przeciwnika?
Jakie kalkulacje, po co? Na takich rzeczach można tylko połamać sobie zęby. Trzeba jechać i wygrać. Uważam, że kto trafi na Unię Leszno będzie miał duże kłopoty. Podobnie wygląda siła Stali Gorzów, pod warunkiem, że pojadą w optymalnym składzie. Pozostałe ekipy, czy to będzie Toruń czy Zielona Góra, znajdują się w zasięgu każdej drużyny.
Dodaj artykuł do: