
O działalności Speedway Ekstraligi z Jarosławem Prusem z Leszna, członkiem Rady Nadzorczej, rozmawia Mariusz Cwojda.
Czy prezesi klubów ekstraligi znaleźli w końcu wspólny cel działania, gdyż przez lata jedynie udawali, że współpracują, a w rzeczywistości zależało im, jak przechytrzyć konkurenta i okazać się lepszym?
Pytanie bardziej do prezesa Kowalskiego, który spotyka się z szefami klubów na co dzień. Zdarzają się różne sytuacje – także sporne np. przy transferach. Ale obserwując z boku, to bliżej prezesom do współpracy niż rywalizacji. Przykładem pan prezes Kowalski, który jest z Bydgoszczy. Nigdy nie zabierał głosu ani nie stawał po stronie Polonii. Wręcz odwrotnie – stara się nie wypowiadać na temat bydgoskiego klubu. Przedstawiciele Rady Nadzorczej spotykają się z prezesami raz lub dwa razy w roku i trudno oceniać kontakty prezesów. Skupiamy się głównie na kontrolowaniu spółki.
Kiedy i w jaki sposób trafił pan do Rady Nadzorczej Speedway Ekstraligi?
W Radzie Nadzorczej SE zastąpiłem pana Rafała Oleszaka z Leszna. Odbyło się to 2 lata temu. Pan Rafał poprosił mnie o zastępstwo, gdyż przybyło mu obowiązków zawodowych. Moją kandydaturę poparła i zarekomendowała Unia Leszno i prezes Józef Dworakowski. W 2008 roku na walnym zebraniu akcjonariuszy wybrano mnie do Rady Nadzorczej. W czerwcu tego roku upłynęła kadencja prezesa i Rady Nadzorczej. RN została w tym samym składzie, czyli przewodniczący Andrzej Grodzki oraz prawnik Edward Boczula z Wrocławia i moja osoba. Akcjonariusze zaproponowali przeprowadzenie konkursu na stanowisko prezesa, ale wyniknęły pewne niezgodności formalno – prawne i 14 lipca zdecydowano, ze prezes Kowalski nadal będzie zarządzał SE, bo nie można wybierać prezesa na krócej niż 3 lata. Akcjonariusze zastrzegli jednak, że mogą dokonać zmiany prezesa w czasie trwania kadencji.
Pan wcześniej chyba nie działał w sporcie żużlowym. Jaki jest pana zakres obowiązków, kompetencje w SE?
Rada Nadzorcza ocenia sprawozdanie z zarządzania i działalności spółki, ocenia decyzje spółki, decyzje zarządu dotyczące podziału zysków albo strat, opiniuje plany rzeczowo – finansowe. Ponadto co kwartał oceniamy pracę zarządu i sytuację ekonomiczną spółki. W RN podzieliliśmy się obowiązkami. Od strony prawnej nadzór pełni Edward Boczula, ja z racji pracy w bankowości (dyrektor biura korporacyjnego BRE Bank SA w Lesznie) zajmuję się tematem finansów, nad całością organizacyjną i reprezentowaniem spółki w Polskim Związku Motorowym czuwa Andrzej Grodzki.
To więc mam okazję zapytać najlepiej zorientowaną osobę w spółce: jaka jest obecnie kondycja finansowa Speedway Ekstraligi?
Ideą powołania spółki było reprezentowanie interesów klubów na zewnątrz. I tutaj na pierwszy plan wysuwają się znalezienie strategicznego sponsora dla ligi i sprzedaż praw telewizyjnych. Kluby gdyby działały na własną rękę nigdy nie uzyskają tak dobrej umowy, jaką mogą wynegocjować proponując tzw. pełen pakiet – wszystkie mecze w sezonie, wizerunek rozgrywek, logo itp. SE jest po to, by klubom żyło się lepiej. Skupia się przede wszystkim na zdobywaniu środków finansowych. Szczegółów finansowych spółki nie mogę przedstawić.
Prezesi kręcą nosem, że wpływy nie są duże i może dlatego planowali przeprowadzenie konkursu na prezesa SE. Jeśli umowa do praw telewizyjnych opiewa na kwotę 2 mln zł i dzieląc ją na 9 podmiotów (8 klubów ekstraligi i PZMot.), to klub może liczyć w sezonie na niewiele ponad 200 tys. zł, czyli nawet nie pokryje kosztów utrzymania jednego żużlowca.
Spółka SE nie jest spółką akcyjną i dlatego nie mogę podać kwot ani innych szczegółów finansowych. Nie prezentujemy ich na zewnątrz poza audytem, który jest dokonywany w gronie udziałowców. Zastrzeżenia do prezesa nie dotyczyły ilości zdobywanych środków. Pojawiły się propozycje, żeby podział finansów był proporcjonalny do wyników sportowych poszczególnych drużyn. Prawdopodobnie zostanie po staremu, gdyż nie będziemy w stanie znaleźć złotego środka, żeby wszystkich zadowolić. Umowa zawarta z TVP jest korzystniejsza niż poprzednia z TV Polsat. Umowa jest zawarta na największą wartość w historii polskiego żużla. Przypominam, że spółka działa w warunkach rynkowych i może uzyskać wpływy jakie oferuje rynek. W tych warunkach wartość praw telewizyjnych do ligi wzrosła o kilkaset procent od momentu utworzenia spółki. W kontekście pana pytania warto zastanowić się, czy kluby nie płacą zawodnikom pieniędzy po prostu przekraczających na ten moment wartość dyscypliny.
Spada frekwencja na stadionach. Co jest przyczyną, podobno transmisje telewizyjne odciągają kibiców?
Każdy dobry mecz się obroni i kibic nie zrezygnuje z emocji. Z kolei jedna czy dwie transmisje na pewno nie uszczuplą na tyle budżetu, żeby klub nie zrekompensował sobie strat – w tym także z pieniędzy, które przekazuje telewizja. Problemem są wysokie ceny biletów, które są spowodowane głównie kryzysem na rynku sponsorskim i zbyt wysokimi zarobkami zawodników.
Co na dzisiaj stanowi najważniejszą sprawę do załatwienia albo spędza sen z powiek kierownictwu SE?
SE zastanawia się i pojawiają się pomysły, by zahamować rosnące budżety klubów. To nie może rosnąć w nieskończoność. Żużel nie może równać się z piłką nożną, która dysponuje ogromnymi środkami z praw telewizyjnych, z transferów i reklam. Ekstraliga przygotowuje projekty. Są w nich zawarte m. in. stawki dla zawodników za zdobyte punkty. Działania są szerokie – trwają rozmowy, by spółka zyskała finansowo. W grę wchodzi sprzedaż praw telewizyjnych poza Polskę. Tak, żeby kibice w Anglii albo Szwecji czy Danii mogliby oglądać nasze rozgrywki. W Polsce są pokazywane spotkania ligi angielskiej i szwedzkiej, to czemu nie może być odwrotnie. Celem będzie podpisanie nowej umowy ze sponsorem tytularnym (do końca 2010 jest nim Centernet SA) i utrzymanie współpracy z telewizją. TVP prezentując dwa mecze z każdej kolejki wywiązuje się z umowy. Relacje są coraz lepsze. Umowa z TVP kończy się w 2012 rok. Będziemy zapewne dążyć do jej przedłużenia. Są podpisane umowy z zakładami bukmacherskimi, które wykupują prawa do zamieszczenia wyników meczów w typowaniach oraz producentami gier komputerowych i w telefonach komórkowych, które korzystają z logo rozgrywek lub wizerunku żużlowców. Będą też zmiany w rozgrywkach, ale o tym poinformuje spółka, kiedy zostaną one zatwierdzone.
Takie pomysły pojawiały się w poprzednich latach, tylko jak je kontrolować?
I to jest problem. Zawodnik może otrzymać punktówkę według regulaminu i do tego np. premie i bonusy. Wyjdzie na to samo, co inkasuje dzisiaj. Ciężko znaleźć jakiś skuteczny środek, jednak pracujemy nad tym w chwili obecnej.
Pan jako leszczynianin w SE może lobbować za Unią.
Kibicem Unii jestem od dziecka. Mieszkałem niedaleko stadionu. Kibicuję Unii, także na meczach wyjazdowych. Na stadionie z przyjaciółmi mamy swoje miejsce. Rada Nadzorcza nie ma wpływu na bezpośrednie zarządzanie spółką i w tym zakresie taki lobbing jest niemożliwy. Ponadto drużyna spisuje się rewelacyjnie. Przy tym klub jest rozsądnie zarządzany. Kto by się spodziewał, że rozstanie z Kasprzakiem i później perypetie z Pawlickim sprawią iż przyjście Kołodzieja zrekompensuje straty. Prezes Dworakowski nie zdecydował się na głośne transfery. I słusznie postąpił. Ściągnięcie Pedersena albo Golloba tylko wydrenowało by pieniądze, a wyniki sportowe może nie byłyby lepsze niż są.
Ten sezon może jednak Unię słono kosztować, gdyż wyniki chyba przerosły oczekiwania. Zapłacić za zwycięstwa w trzech meczach z rzędu na wyjeździe stanowi wyzwanie.
Klub musi wznieść się na wyżyny, by zdobywać środki. Wierzę, że Unia sobie poradzi. Z punktu widzenia klubowych działaczy, żużel w Polsce nie jest sportem dochodowym. Bardzo ciężko wypracować środki, które na koniec roku stanowią jakąś znaczącą nadwyżkę. Sytuacja nie jest łatwa.
Dodaj artykuł do: