
Takiej wojny w małym, podkrzywińskim Żelaźnie chyba jeszcze nie było. Zacięta choć niekrwawa, a jednak straszna. Pola bitew wybiera się starannie i stosownie do okoliczności.
Świetlica wiejska w pobliskim Bielewie, w której zresztą wszystko się
zaczęło, żółty budynek świetlicy w Żelaźnie, dom strażaka w Krzywiniu,
wreszcie biurka całkiem sporej gromadki urzędników, samorządowców,
polityków i biznesmenów. O co toczy się ta wojna, z kim tak zacięcie
walczą miejscowi? Z wiatrakami.
Odsłona pierwsza…
… ma dokładnie
47 stron, same podpisy zajmują prawie dwie. Do tego jeszcze ogłoszenia,
protokoły, opinie, postanowienia, a nawet artykuły prasowe. Sporządzona
została w krzywińskim magistracie w odpowiedzi na protest mieszkańców
Żelazna, którzy nie chcą w pobliżu swych domów siłowni wiatrowych.
Argumenty właściwie cały czas te same: dwa lata nikt się niczym nie
interesuje, aż tu nagle – protest.
– Przecież można było przyjść do
urzędu, zapytać, poprosić o dokumenty. Wszystko jest jawne. Nie pojawił
się nikt – podkreśla Paweł Buksalewicz, burmistrz Krzywinia. – Planując
tę inwestycję zrobiliśmy coś, czego nie ma żadna inna gmina w Polsce,
studium krajobrazu. Okazało się, że wiatraki muszą stanąć dalej od
siebie, a część terenów zostać zalesiona.
Włodarz Krzywinia dodaje
jeszcze, że przecież po 30 latach siłownie zostaną zdemontowane i
wszystko będzie jak przedtem, że przez cały ten czas na polach z
wiatrakami można będzie uprawiać ziemię. Ostatnie zdanie urzędniczej
odpowiedzi na protest brzmi tak: …z przykrością należy uznać, że obecna
sytuacja wynika z niedostatecznego zainteresowania mieszkańców Żelazna
sprawami swojej wsi.
Odsłona druga, czyli zebranie
Rzędy
krzeseł powoli zapełniają się ludźmi. Przyszli seniorzy i młodzież,
rolnicy o ogorzałych twarzach i kobiety w wyjściowych ubraniach. Dziś,
w Żelaźnie nie ma już transparentów, ale ludzie jakby bardziej odważni.
Przedstawiciele firmy, która chce stawiać wiatraki, po niecałych trzech
godzinach wychodzą. Na odchodnym obiecują przywieźć własnych ekspertów
od wiatraków, bo ten zaproszony przez mieszkańców Żelazna, to pożal się
Boże. Na sali dyskusja coraz gorętsza. Mijają kolejne godziny.
–
Trzech członków rady sołeckiej wysłało pismo do urzędu, w którym
oskarżają pozostałych o zabobony, gusła i ciemnotę. Nie mieli jednak
żadnego prawa pisać, że wypowiadają się w imieniu wsi, bo odpowiedź
większości w sprawie budowy farmy brzmi „nie”. Nie chcemy inwestycji,
która została nam narzucona – podkreśla Władysław Ostrowski.
Dalej jest o tym, że inwestor ludzi oszukał, bo o negatywnych skutkach siłowni nawet słówkiem nie pisnął.
–
Wszystko było tajne. Kiedy przyszło do omawiania szczegółów, ludzi u
których wiatraki nie miały stanąć, wyproszono z sali – dodaje Iwona
Brycka, przewodnicząca rady sołeckiej Żelazna.
Nie wszyscy są jednak
przeciw. Trzech rolników na siłowniach zarobi, bo wydzierżawi
inwestorowi ziemię. Umowy już podpisali i budowy farmy bronią nawet za
cenę konfliktu z sąsiadami. Do krzywińskiego magistratu trafił wniosek
o odwołanie Iwony Bryckiej z funkcji przewodniczącej rady, pojawiają
się głosy o fałszowaniu podpisów pod protestem.
– Nie wstydzę się,
że podpisałam umowę. Zanim to zrobiłam zapytałam inwestora, jakie są
szkodliwe skutki pracy wiatraków. Dostałam odpowiedź – stwierdza Joanna
Borowiak–Kaczor.
Ludzie jednak nie wierzą. Nie wierzą też w raport o
oddziaływaniu siłowni na środowisko. Mówią, że to jeden wielki
szwindel, bo dokument został przygotowany na zlecenie inwestora.
Zaskarżyli też do Samorządowego Kolegium Odwoławczego decyzję
burmistrza o środowiskowych uwarunkowaniach inwestycji. Domagają się
jej wycofania.
Odsłona trzecia, czyli duże pieniądze
Farmę
wiatrową chce budować w Żelaźnie szwajcarski koncern Finadvice. To jego
pierwsza inwestycja w Polsce. Przygotowywał ją dwa lata, więc teraz nie
daje za wygraną. W poniedziałek przywozi do Krzywinia swoich
ekspertów.
– Chcemy zainwestować tu 350 milionów złotych,
oferujemy budowę nowych dróg, transformatorów i sieci energetycznej –
przekonuje Włodzimierz Ehrenhalt, szef polskiego oddziału firmy. –
Wybraliśmy tę lokalizację, bo mieliśmy na to społeczne przyzwolenie,
wręcz prośby mieszkańców. Inaczej zresztą by nas tu nie było. Wszystko
zostało wykonane zgodnie z prawem, mamy wszelkie wymagane ekspertyzy.
Zdaniem
inwestora na turbinach ludzie – jak oblicza około 15% mieszkańców gminy
– mogą tylko zarobić, podobnie zresztą samorząd (urząd wykasuje ok. 1,2
mln zł rocznie), a że nie u wszystkich siłownie mogą stanąć, cóż…
–
Cały świat w to inwestuje. Dane przeciwników farmy są absolutną bzdurą.
Turbiny bezprzekładniowe, prawie nie emitują hałasu, a infradźwięki nie
sięgają nawet 10 metrów w dół – dowodzi Włodzimierz Ehrenhalt, nikogo z
przeciwników farmy jednak nie przekonuje.
Potężne śmigła turbin
wiatrowych, mimo że istnieją tylko na papierze, na Żelazno już rzucają
cień. Wieś jest skłócona, podzielona na zwolenników i tych, co będą
protestować do upadłego. Takich szkód nie są w stanie naprawić nawet
bardzo duże pieniądze.
ANNA Szklarska-Meller (fot. A. Szklarska-Meller)
Dodaj artykuł do: