
To moje dwa ukochane miasta – wyznał leszczynianin Franciszek Halec, gdy go spytano, czy woli Leszno czy Piłę. Niedawno na jeden dzień został prezydentem miasta nad Gwdą. Była to nagroda za przekazanie na rzecz WOŚP w licytacji 2145 zł.
W 1946 r. rodzice Franciszka Halca po półtoramiesięcznej przymusowej
podróży z kresowego Derewna pod Nowogródkiem na ziemie odzyskane
postanowili wysiąść z ostatniego transportu z repatriantami na stacji w
Pile. Nikt nie przypuszczał wtedy, że ich syn po ponad 60 latach
zostanie prezydentem tego miasta. Co prawda tylko na kilka godzin, ale
za to w blasku fleszy i z dużą pompą.
Wszystko za sprawą Wielkiej
Orkiestry Świątecznej Pomocy. Halec, dyrektor leszczyńskiego oddziału
Wielkopolskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych, wylicytował
jednodniowe urzędowanie na najważniejszym urzędzie w Pile. Nie
odstąpił miejsca senatorowi Piotrowi Głowskiemu, który próbował ten
przywilej odkupić za 3 tys. zł, mamiąc leszczyniaka wizją
wiceprezydentury.
Z Piłą w sercu
– Działania społeczne mam we
krwi – tłumaczył na konferencji prasowej w pilskim magistracie
Franciszek Halec. – Mój ojciec, przedwojenny żołnierz Korpusu Ochrony
Pogranicza z Baranowicz, był w latach 60. radnym Piły. Pamiętam, że na
drzwiach do domu – zgodnie z ówczesnym zwyczajem – wisiała tabliczka
,,radny Piły’’. Czuję się pilaninem, bo z tego miasta nie uciekłem,
tylko po studiach inżynieryjnych znalazłem w 1967 r. pracę w
Kołobrzegu. Jednak po wizycie narzeczonej, a obecnie żony, wróciłem do
Wielkopolski – Nowego Tomyśla, a potem do Leszna.
Halec kontaktów
z Piłą nigdy jednak nie zerwał. Za życia rodziców często ich odwiedzał,
teraz przyjeżdża na ich groby, zatrzymując się w rodzinnym domu, gdzie
mieszka nadal jego brat.
– Lata dziecięce i młodzieńcze są
najpiękniejsze w życiu – wyznał z łezką w oku. – I ja z wielkim
sentymentem wspominam 21 lat, które tu spędziłem. W dzieciństwie
dominowały oczywiście męskie zabawy, jako że Piła była wówczas miastem
wojska, w którym w trzech jednostkach służyło nawet 20 tys. żołnierzy.
Dziś wojska już tu nie ma, a w miejscu gdzie biegałem oglądać czołgi i
szukać łusek, budują piękny aquapark.
Przejęcie władzy w Pile
wyznaczono na dzień 4 marca, który jest ,,świętem miasta’’. O ósmej
rano prezydent Piły Zbigniew Kosmatka powitał swego rówieśnika
Franciszka Halca i jego żonę Małgorzatę w swym niedawno odrestaurowanym
(podobnie jak cały magistrat) reprezentacyjnym gabinecie. Na
konferencji prasowej Kosmatka oświadczył, że przekazuje Halcowi tylko
przywileje ,,których starczy na jeden dzień’’. Obowiązki ,,wypełniające
pozostałe dni roku’’, pozostawił dla siebie.
Urlop dla wiceprezydenta
–
Urząd trafił w dobre ręce – pan Franciszek to nie tylko wieloletni
mieszkaniec Piły, ale też osoba działająca społecznie, w tym na rzecz
dzieci. Choć chodziliśmy do tego samego liceum w Pile i skończyłem je
rok po nim, nie pamiętam go ze szkoły, bo znałem wówczas tylko swych
rówieśników. Pamiętam za to jego ojca, radnego Piły – tłumaczył
Zbigniew Kosmatka.
Halec nie zamierzał być w Pile malowanym
prezydentem. Zanim ruszył na objazd miasta podpisał urlop wypoczynkowy
dla wiceprezydenta Pawła Dahlke (objął swą funkcję gdy miał zaledwie 25
lat). Wydał też zarządzanie, by raz na kwartał w przedszkolach i
szkołach nie było zajęć merytorycznych, tylko pogadanki na ciekawe
tematy. Potem Halcowie zwiedzili przyszłą dumę Piły, czyli budowę
wartego 27 mln zł aquaparku (basen, sauna, lodowisko, korty tenisowe,
salki do squasha). Tam jednodniowy prezydent pogratulował kierownikowi
budowy Pawłowi Gierszewskiemu imponującej inwestycji, a panie
bezskutecznie zachęcał do kąpieli w basenie.
– Zjeżdżalnia ma
tylko 70 metrów? To zapraszamy do nas, mamy znacznie dłuższą. Albo
przejedźcie dwa razy ten dystans i poczujecie się jak w Lesznie –
mówiła do pilan Małgorzata Halec.
Tymczasowy prezydent trafił też
do pilskiego Miejskiego Zakładu Komunikacji. Powody wizytacji były dwa.
Pierwszy to wprowadzenie elektronicznych kart miejskich, które
zastępują bilety miesięczne oraz umożliwiają darmowe przejazdy dla osób
starszych (ludzie dużą jeżdżą, bo Piła jest trzy razy rozleglejsza od
Leszna) oraz montaż biletomatów w autobusach (nie trzeba ich już
kupować u kierowcy lub w kioskach).
Drugi „powód” był o wiele
ładniejszy – spotkanie pilan z nowym prezydentem zorganizowano w
zakupionym za unijne pieniądze solarisie, który z werwą prowadziła
Katarzyna Kozak, wicemistrzyni Polski kierowców autobusów.
Kulminacyjnym
punktem rządów Halca w Pile była uroczysta sesja rady miejskiej. W domu
kultury otrzymał z rąk Zbigniewa Kosmatki pamiątkowy dyplom, a
przewodniczący rady miejskiej Paweł Jarczak wręczył kwiaty pani
prezydentowej.
– Kilkanaście lat temu zostałem posiadaczem Orderu
Uśmiechu, a ten tytuł bardzo zobowiązuje – ogłosił Franciszek Halec
podczas uroczystej sesji rady miasta Piły. – Jego wręczenie było
najpiękniejszym dniem w moim życiu. Z wielką radością przystąpiłem więc
do licytowania urzędu prezydenta Piły. Nigdy jednak nie chciałem być
realnym prezydentem, bo to ciężka i odpowiedzialna praca, a wy macie
dobrego włodarza. (ram/fot. R. Makowski)
Dodaj artykuł do: