Komentarze

Huśtawka w cieniu dębu
Takie cos moze tylko i wylacznie POlactwo wymyslic.Wam nierobstwo nozdrzami wychodz.Jaka to musiala choroba ogarnac ta swolocz udajaca ,ze pracuje i ...
Więcej...

Toną w odchodach
Stosy gołębich odchodów są pod wiaduktem. Najwięcej w miejscu gdzie krzyżują się obie jego nitki. Ptactwo żyje sobie na rurach kanalizacyjnych odbiera...
Więcej...

Huśtawka w cieniu dębu
cytuje : " Właśnie co do dębu- nie wiem czy te wszystkie prace zwiazane z ustawianiem urządzeń nie naruszą systemu korzeniowego? Albo czy konary tego ...
Więcej...

Reportaż Drukuj Email
Warszawa zgrzyta zębami
07.03.2010.
ImageMistrz Polski w driftingu ma 30 lat. Mieszka w Rębowie pod Gostyniem. Jest niezwykle skromny, ale na torze skuteczny. Przemysław Jańczak daje popalić konkurencji, zwłaszcza tej snobistycznej, z dużych miast i z dużą kasą.
 
– W zawodach uczestniczą zawodnicy jeżdżący na samochodach 5 razy droższych niż mój – stwierdza Przemo Jańczak.
 
Towarzyszą im ekipy mechaników. Ludzie kupują za duże pieniądze oryginalne japońskie lub amerykańskie części do pojazdów. A potem trochę im nie w smak, że z warszawiakami wygrywa zwyczajny facet z małej wioski, który wszystko robi sam.
 
Pociąg do samochodów
 
Samochodami Przemo interesował się od dziecka. Wyrastał zresztą w takiej motoryzacyjnej atmosferze. Jego ojciec prowadził w Rębowie warsztat samochodowy.
 
Pierwsze polskie zawody w tej nowej dyscyplinie rozegrano dopiero w 2004 r. Drifitng robi jednak błyskawiczną karierę. Teraz zawody driftingowe do Mistrzostw Polski to ogromne show, gromadzący nawet ponad 20 tys. widzów! Drifting narodził się w Japonii, gdzie na krętych górskich drogach często dochodziło do poślizgów.
 
Potem sport przyjął się w USA, a ostatnio jest też obecny w większości państw Europy. Jeździ się po specjalnych torach. Tylko dwa z nich są profesjonalne: w Poznaniu i w Kielcach. W pozostałych miastach do zawodów wykorzystuje się tory kartingowe i lotniska. Około 100-200 metrów przeznaczone jest na rozpędzenie auta.
 
– Na torze w Poznaniu samochód osiąga jakieś 150 km/godz. – wyjaśnia Przemo. – Gdy mijamy linię startu, wprowadzamy pojazdy w poślizg kontrolowany. Robi się to poprzez pociągnięcie hamulca ręcznego lub po prostu wykorzystuje się nadsterowność samochodu. Potem już trzeba cały czas jechać po torze w poślizgu. Tylne koła poruszają się znacznie szybciej, niż wskazywałaby na to prędkość pojazdu. Ważna jest umiejętność utrzymywania samochodu z odpowiednim wychyleniem. Jeżeli komuś samochód się obróci, to wiadomo, że przegrał.
 
Tor to niespodzianka
 
Zawodnicy mają do przejechania ok. 500 m. Na każdych zawodach trasa jest nieco inna, bo inny jest fragment toru wybrany przez sędziów. Stanowi to dla zawodników niespodziankę. Zawody zwykle są dwudniowe. Zaraz po przyjeździe uczestnicy mogą przez dwie godziny pojeździć po torze w ramach rozgrzewki.
 
Potem mają prawo do jednego przejazdu próbnego na odcinku, na którym będą rozgrywane zawody. W eliminacjach można zdobyć maksymalnie 100 punktów. Za prędkość zawodnik może uzyskać 30 punktów, podobną ilość za wychylenie samochodu (dane sędziowie czerpią z odczytu  czujników przymocowanych do szyb każdego z aut). Dodatkowym utrudnieniem jest kilka tzw. ,,punktów”, czyli miejsc wyznaczonych na torze. Kierowca musi przejechać obok nich w odległości nie większej niż 1 m, z prawej lub lewej strony. Może za to otrzymać maksymalnie 30 punktów. Ponieważ w przejeździe liczy się też widowiskowość, do 10 punków można uzyskać za tzw. ,,show”.
 
– Ostateczną liczbę punktów za dany składnik przejazdu ustala się w odniesieniu do wyniku najlepszego zawodnika – mówi Przemo. – Czasami dla publiczności nie jest to zrozumiałe. Kibicom podoba się jakiś przejazd, tymczasem po podliczeniu punktacji okazuje się, że wygrywa ktoś zupełnie inny.
 
W I lidze w Polsce jeździ ok. 30 zawodników. Do drugiego etapu przechodzi 16. Następnego dnia zawodnicy jeżdżą już parami. Jeden kierowca musi uciekać, drugi go goni. W następnym przejeździe kolejność jest odwrotna.
 
– Pierwszy zawodnik oceniany jest za skuteczność uciekania. Drugi za efekty ścigania. Ten drugi musi pilnować, by nie doszło do wypadku. I tak jeden drugiemu ,,siedzi” na zderzaku, zdarzy się nawet dotknięcie bokami. Sędziowie mają do rozdania między zawodników po 10 punktów w każdym przejeździe. Jeżeli jeden zdobywa 6, to drugi 4. Przy remisie 5:5 organizowana jest dogrywka. Kiedyś miałem siedem takich dogrywek.
 
Auto musi być gołe
 
Auto musi mieć tylny napęd. Poza tym od pojazdów startujących w I lidze wymaga się klatki bezpieczeństwa. To dodatkowe wzmocnienia pozwalające wyjść cało podczas ewentualnego dachowania czy zderzenia samochodów. Przemo swoje mistrzostwo kraju w 2009 r. osiągnął na BMW M3 E36.
 
– Pojazd służył mi przez dwa sezony – wyznaje Przemo. – Kupiłem używany samochód i sam go przystosowałem do driftingu. Auto musi być ,,wyprute”, żeby było jak najlżejsze, bo wtedy jest szybsze. Samochód po przeróbkach jest w środku goły. Wymontowałem tapicerkę, radio, dywaniki, szyby wymieniłem na poliwęglan, zamontowałem drzwi i zderzaki z lekkich elementów, podobnie jak pokrywę silnika i bagażnika.
 
Takie auto trzeba wozić na zawody na lawecie. Przemo sprzedał zwycięski samochód i już kupił następny. To też bmw. Już zabrał się za jego przystosowywanie do driftingu. Jest chyba jedynym specjalistą tej branży w Wielkopolsce.
 
Rodzinne wyprawy
 
Przemo Jańczak na zawody jeździ z żoną Patrycją, nauczycielką w Zespole Szkół Rolniczych w Grabonogu. W ostatnim sezonie towarzyszyła im córka, obecnie 14-miesięczna Wiktoria.
 
– Wiktoria jeździ z nami, odkąd skończyła pół roku – mówi Patrycja Jańczak. – A jeżeli z jakichś powodów nie mogłyśmy obie towarzyszyć Przemkowi, to mąż zakładał koszulkę z napisem ,,Powodzenia, tatusiu!”. Wiktoria tak się oswoiła z atmosferą zawodów, że potrafiła się przespać w hałasie, po czym dalej kibicować. Kiedyś na ulicy obcy samochód ostro ruszył, to mała zaczęła bić brawo.
 
Jaka jest tajemnica sukcesów Przemka? On sam mówi, że tu nie o sukces chodzi.
Podchodzę do tego zupełnie spokojnie. Nie daję się zjeść nerwom, co obserwuję u wielu innych. Ja po prostu czuję samochód, który sam przerabiałem. Nie mogę się niczego bać. Kiedyś zacząłem jeździć droższym samochodem i nie chciałem go uszkodzić. Natychmiast się to odbiło na wynikach. Gdy jadę na luzie, czerpię przyjemność z jazdy, frajdę, że mam kontrolę nad materią. Jestem jakby częścią auta. Za każdym razem chcę tylko jak najdłużej utrzymać się w zawodach.
 
Strategia zimnych nerwów przynosi efekty. Drifting do tanich sportów nie należy. W I lidze trzeba wziąć udział w pięciu eliminacjach organizowanych przez Polską Federację Driftingu w dużych miastach. Przemo chętnie pojechałby w tym roku  na zawody zagraniczne, ale wiadomo – koszty byłyby nieporównanie większe. W tym roku eliminacje odbywają się we Francji, Niemczech, Hiszpanii, na Węgrzech, Krecie, Cyprze… Przydałby się sponsor.
 
– Mam możliwość zamieszania napisów na aucie – twierdzi P. Jańczak. – Na zawody przybywają tłumy publiczności. Rozgrywki są relacjonowane  przez TVN Turbo i tygodniki motoryzacyjne. Mam swoją stronę internetową, na której można śledzić moje osiągnięcia – www.janczaktuning.pl.
 
Jak na razie wszystkie koszty spoczywają na barkach pasjonata. Do niedawna dla zwycięzców były tylko puchary. Po ostatnim sezonie mistrz otrzymał także komplet opon, kamerę, laptopa i fotele sportowe.
 
LILA GABRYELÓW  (fot. archiwum)
Dodaj artykuł do:



RSS komentarzy

Napisz komentarz

Komentarze naruszające netykietę i regulamin portalu będą usuwane. Przeczytaj nasz regulamin

Imię:
Tytuł:
Komentarz:



Kod antyspamowy:*CAPTCHA Image
[ Inny obrazek ]

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Aktualności

Sonda

Jak szybki masz internet?
Advertisement

KUP E-WYDANIE NASZEGO TYGODNIKA!

Image

DODATEK ROLNICTWO
Copyright © 2005 - 2011 Panorama Leszczyńska        Opracowanie strony: NewsNet        Grafika: webSylium                                 Serwer: Logo EasyWWW