
O tym, że zima daje się we znaki i zużywamy więcej energii cieplnej świadczą statystyki leszczyńskiego MPEC, zaopatrującego niemal połowę gospodarstw w naszym mieście.
W styczniu 2009 roku przedsiębiorstwo wyprodukowało niecałe 70 tys. GJ,
a w styczniu bieżącego ponad 110 tys. GJ. A wszystko dlatego, że w
styczniu 2009 średnia temperatura na dworze wynosiła około 1st.C na
plusie, a obecnie przekroczyła 6 st. C na minusie.
– Na początku
ubiegłego roku zużyliśmy 3.600 ton miału, a w tym prawie 5.000 ton.
Przy temperaturze – 20 st. C spalaliśmy 220 ton każdego dnia – wylicza
Zbigniew Uryzaj, prezes zarządu MPEC w Lesznie.
Z powodu mrozów wzrosła sprzedaż węgla. Dziś w Lesznie trudno dostać go
od ręki. Telefony w składach opału urywają się od rana do wieczora, a
na dostawę czeka się 2 – 3 dni, pomimo że samochody dostawcze, za
wyjątkiem niedziel, kursują do późnych godzin. Problem leży w skromnej
bazie transportowej. Kiedyś skład i transport działały jako dwie
niezależne firmy. Z powodu dużej konkurencji dziś towar dostarczany
jest bezpośrednio przez sprzedawcę.
Worki schodzą na pniu
Lawinowo rośnie sprzedaż węgla na worki. Kiedyś ludzie zamawiali przed
sezonem jednorazowo przynajmniej tonę czy dwie, dziś dzwonią co miesiąc
zamawiając po kilka 50-kilogramowych worków. W ofercie jest nawet
sprzedaż 25-kilogramowych porcji opału.
– To świadczy o zubożeniu społeczeństwa, którego nie stać na duży,
jednorazowy wydatek. Węgiel na worki jest co prawda droższy, bo na
tonie przepłaca się kilkadziesiąt złotych, ale dla wielu to jedyna
alternatywa – mówi Roman Nijaki, właściciel składu opału Lider w
Lesznie.
Lepszy import?
Kiedyś mniej zasobni mieszkańcy kupowali węgiel na kredyt. Bank
udzielał pożyczki, kupowali hurtem kilka ton, a potem spłacali w
dogodnych ratach. Jeśli opał kupowali latem, kiedy ceny węgla są
najniższe, nie byli dużo stratni, ponieważ wraz z odsetkami płacili
tyle, ile za ten sam węgiel zapłaciliby zimą.
– A mieli święty spokój. Dziś koszty bankowe są za wysokie i nieliczni decydują się na opcję ratalną – dodaje R. Nijaki.
Średnio za tonę polskiego węgla zapłacimy 700 zł. O wiele tańszy jest
importowany. Zdania na temat importu są podzielone. Niektórzy klienci
przekonują, że jest zdecydowanie gorszy. I właściciel Lidera
potwierdza, że ten z Kazachstanu i Ukrainy miał gorszą kaloryczność,
ale obecnie sprowadzany przez niego towar z Rosji ma porównywalną, a na
tonie klient oszczędza niemal 200 zł.
Ceny się zatrzymały
Ceny węgla rosną o kilka procent w każdym sezonie. Jeden z największych
skoków zanotowano w 2007, kiedy podrożał o 30%. Z końcem wiosny
spadają, najniższe są w maju i czerwcu.
– Obecne powinny utrzymać się do końca sezonu – przekonuje Krzysztof Sobasik.
Tym, którzy palą węglem w piecu kaflowym eksperci polecają kupno węgla
z dodatkiem miału, bo dłużej utrzymuje ciepło i wyliczają, że ogrzanie
mieszkania o powierzchni 50 m kw. przy temperaturach poniżej 20 st. C
wymagać będzie zakupu od 700 do 1000 kilogramów węgla miesięcznie.
KAROLINA BODZIŃSKA
Dodaj artykuł do: