Komentarze

Potrącony pieszy zginął na miejscu
tam nikt nie zwalnia. niby 50 ale jadą jak po autostradzie. Pasy są ale nikt tam sie nie zatrzymuje nawet jak dzieci wracają ze szkoły i stoją przed p...
Więcej...

Oferty pracy PUP Leszno
Piter masz racje,bo ten urzad pracy jest wogole nie potrzebny.Ja juz jestem 9 m-cy na bezrobociu i zadnej oferty pracy nie dostałam.Ostatnio powiedzie...
Więcej...

Miss została Karolina Schmidt (galeria/wideo)
Ferencowa to szmata,łazi z tym dupskiem po rynku jakby na wybiegu była hahahahah,a jak wysoko głowe nosi!!!żenada,co zrobiła dla Leszna!?Nic!!!Potrafi...
Więcej...

Nowości serwisu Drukuj Email
Zabił, a potem smażył naleśniki
08.02.2010.
ImageTo była zbrodnia, której motywu nie wyjaśni żaden psychiatra ani kryminolog. Wstrząsnęła Kościanem.

 

 

 

 

Grzegorz K. o godz. 14.30 podał synowi kapuśniak. Po 17-tej narąbał drewno w piwnicy i... pięć razy dźgnął nożem sąsiada w jego własnym mieszkaniu. Niczego nie ukradł. Dwa dni później, również w paputkach schodząc na parter, nieżywą ofiarę oblał łatwopalnym środkiem i podpalił. Przed poznańskim sądem okręgowym ruszył właśnie proces mordercy emerytowanego nauczyciela z Kościana.

Nie zabił dwa razy

Ciało 56-letniego Jerzego Ch. w kamienicy przy ul. Bączkowskiego w Kościanie strażacy znaleźli dopiero dwa dni po zbrodni, 23 listopada 2008 r. Morderstwo wyszło na jaw, bo sprawca wtedy podpalił swoją ofiarę, a dwie godziny później sąsiedzi poczuli dym spod „jedynki” na parterze. Pierwszym podejrzanym był mieszkaniec pobliskiej kamienicy, który 10-15 lat temu zabił w Poznaniu swoje dziecko. Nie trafił wtedy do więzienia, lecz był leczony. To podejrzenie szybko jednak odrzucono w śledztwie. 

Po kolejnych trzech dniach policjanci mieli już niemal pewność, że emerytowany nauczyciel języka niemieckiego zginął z rąk innego sąsiada, Grzegorza K. Na trop naprowadziło ich m. in. zeznanie mieszkańca tego samego domu. Wyjawił on podczas przesłuchania, że kiedyś pił z Grzegorzem i pokłócili się. Grzegorz wyszedł, a jemu chwilę później zaczęła palić się piwnica.

Nóż umył Gilusiem

Grzegorz K. od razu przyznał się do zabójstwa. W piątek, 21 listopada 2008 r. po godzinie 17 zszedł w papciach do piwnicy, by narąbać drzewo na opał. Gdy wracał do siebie, na pierwsze piętro, na parterze spotkał emerytowanego nauczyciela Jerzego Ch. Zaczęli rozmawiać o komputerze i weszli do mieszkania pod „jedynką” (dziwne, bo nauczyciel nikogo nie wpuszczał do mieszkania).

Podczas rozmowy Grzegorzowi K. zachciało się pić po papierosie, więc poszedł po kranówkę.

– Napiłem się i przy wyjściu z kuchni zauważyłem na stole nóż kuchenny z drewnianą rączką – zeznał Grzegorz K. – Ostrze miało 4 centymetry szerokości, cały nóż ze 40 centymetrów długości. Nie wiem, dlaczego wziąłem go i poszedłem do pokoju. Jurek palił papierosa. Uderzyłem go w plecy nożem, nie pamiętam ile razy. On odwrócił się do mnie twarzą, wtedy zadałem mu ciosy z przodu. Po tym on się przewrócił. On się raczej nie bronił, to było dla niego zaskoczeniem. Nie wiem, czy wydał z siebie jakiś dźwięk. Nie sprawdzałem, czy żyje.

Zabił i wrócił do swojego mieszkania. Zapalił papierosa. Twierdzi, że po 30 minutach wszedł do łazienki i zobaczył w umywalce zakrwawiony nóż. Uświadomił sobie, co zrobił. Umył nóż zimną wodą i płynem Giluś. Narzędzie zbrodni schował do przeźroczystej reklamówki i wyrzucił do śmietnika. W telewizji zaczynały się Wiadomości. 

Wzorowy ojciec

Syn oskarżonego był wtedy najprawdopodobniej w domu. Z jego relacji dowiadujemy się, jak troskliwym ojcem był Grzegorz K. W dzień poprzedzający zbrodnię, 20 listopada, wracającemu z pracy synowi podał schabowego z ziemniakami, buraczkami i kompotem. W dniu morderstwa na obiad o godz. 14.30 był kapuśniak. Syn do pubu poszedł gdzieś koło godz. 19. Gdy wychodził, ojciec pytał go, kiedy wróci. Już wtedy nauczyciel spod „jedynki” najprawdopodobniej nie żył. A jego morderca do północy chodził po mieszkaniu w pidżamie.

– Próbowałem zjeść coś, ale nie za bardzo mi to szło, chyba z uwagi na to, co się stało z Jurkiem. Nie mogłem zasnąć, bo jak przypominało mi się, co zrobiłem, to miałem to ciągle przed oczami. Ja nie wiem, dlaczego to zrobiłem. Nie byłem sobą – przyznał Grzegorz K.

Następnego dnia, w sobotę, zabójca zjadł śniadanie, pościelił łóżka, kupił gazetę „Fakt”, na obiad usmażył naleśniki, zrobił też pranie i zmył naczynia. Po południu poszedł do rodziców po zupę na niedzielę.  Przez cały weekend był trzeźwy.

W niedzielę uszykował synowi śniadanie do pracy, potem kręcił się po domu.

Koło godziny 16 poszedłem do rodziców na kawę. Po powrocie narodził się w mojej głowie chory, głupi pomysł, by zatrzeć ślady u Jurka – relacjonował Grzegorz K.

Chętny do pomocy

Pomysł zrealizował. Po dawnej pracy w fabryce została mu butelka łatwopalnego płynu. Polał nim nieboszczyka, podpalił zapalniczką i wyszedł. Jako były strażak ochotnik wiedział, że gdy do tego mieszkania dostanie się powietrze, to może dojść do wybuchu. Dlatego prokurator oskarżył go nie tylko o morderstwo, ale również o umyślne podpalenie.

Grzegorzowi K. grozi dożywocie, od listopada 2008 r. siedzi w areszcie. Biegli nie stwierdzili,  by cokolwiek mogło ograniczać jego poczytalność w stopniu znacznym. Uznali też, że pewne zaburzenia osobowości nie zostały bez wpływu na zachowanie przestępcze. W dzieciństwie nie zaznał poczucia bezpieczeństwa, źle toleruje krytykę. Wcześniej był karany za jazdę samochodem po pijanemu (3 promile) oraz za wyłudzenie 3 tys. zł kredytu.

Był dobrym ojcem i synem. Nie kontaktował się z marginesem społecznym. Miły i uczynny, chętny do pomocy – ustalił kurator sądowy.

Emerytura do śmierci

Proces zabójcy nauczyciela rozpoczął się w środę, 27 stycznia. Kolejną rozprawę zaplanowano na 23 marca. Śledzą go sąsiedzi, znajomi z pracy, dalecy krewni w Polsce i Wiedniu. Majątek Jerzego Ch. z powodu braku spadkobierców został przejęty przez samorząd Kościana. To samochód (denat 3 lata temu zrobił prawo jazdy) i mieszkanie.

– Miał taki plan, by sprzedać to mieszkanie bankowi i do śmierci brać stamtąd emeryturę – wyjawił kolega, nauczyciel ze szkoły w Jerce, gdzie zamordowany belfer uczył języka niemieckiego.


MARTA KRZYŻANOWSKA-SOŁTYSIAK

Fot.B.Ludowicz

Dodaj artykuł do:



Komentarze (2)
RSS komentarzy
1.
szok!
08-02-2010 12:52
szok! - Gość
szok :eek
2.
szok!
08-02-2010 16:01
kierownica - Gość
Psychopata :x  
...ale płyn GILUŚ wymiata :grin :grin :grin

Napisz komentarz

Komentarze naruszające netykietę i regulamin portalu będą usuwane. Przeczytaj nasz regulamin

Imię:
Tytuł:
Komentarz:



Kod antyspamowy:* Code

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Aktualności

Sonda

Czy posyłanie 6-latków do szkoły to dobry pomysł?

KUP E-WYDANIE NASZEGO TYGODNIKA!

Image

DODATEK EDUKACYJNY

 Image

Copyright © 2005 - 2010 Panorama Leszczyńska        Opracowanie strony: NewsNet        Grafika: webSylium                                 Serwer: Logo EasyWWW