Komentarze

Toną w odchodach
Stosy gołębich odchodów są pod wiaduktem. Najwięcej w miejscu gdzie krzyżują się obie jego nitki. Ptactwo żyje sobie na rurach kanalizacyjnych odbiera...
Więcej...

Huśtawka w cieniu dębu
cytuje : " Właśnie co do dębu- nie wiem czy te wszystkie prace zwiazane z ustawianiem urządzeń nie naruszą systemu korzeniowego? Albo czy konary tego ...
Więcej...

Tragedia w Kościanie (galeria)
A moze by jakies koorepetycje dla nie-rzadu Gaszacy pragnienie by udzielil. Warto by bylo sprobowac,moze nawet UE to sfinansowala choc po czesci.Na zd...
Więcej...

Jubileusz PL Drukuj Email
Taka piękna panorama
17.12.2009.
ImageZ pierwszym redaktorem naczelnym Panoramy Leszczyńskiej (obecnie naczelnym Tygodnika Żużlowego), Adamem Zającem rozmawia jej obecny szef – Roman Majewski

 

 

Roman Majewski: – Czy pamiętasz, jak przyjmowałeś mnie do pracy w „Panoramie”? Spotkaliśmy się w ówczesnym oddziale PKS-u, u dyrektora Mariana Grysa, wtedy mojego pracodawcy. Dowiedziałem się, że na sto procent jestem w zespole. Po Twoim wyjściu zawołał mnie jeszcze raz Marian Grys. „To ty nie wiesz, jak wygląda centralizm demokratyczny, najpierw ja powinienem wiedzieć” – powiedział trochę żartem. Odparłem –  „Ja też nie wiedziałem, dowiedziałem się wszystkiego w twoim gabinecie.”. Tworzenie zespołu, to na pewno nie był łatwy proces. W którymś  momencie tego procesu Ty się pojawiłeś. Było o tyle ciekawie, że wcześniej nie miałeś żadnych związków z mediami.

Adam Zając: – Dla mnie szokiem była propozycja, którą złożyła mi ówczesna sekretarz propagandy Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Lesznie Jadwiga Bąk, Pracowałem wtedy na stanowisku zastępcy kierownika wydziału propagandy tegoż komitetu. Jadwiga Bąk powiedziała tak – masz tu polecenie partyjne, będziesz redaktorem naczelnym nowej gazety. Byłem przerażony, zszokowany i przestraszony. Mówię do niej – gdzie mnie szefowa popycha, przecież ja się zupełnie na tym nie znam. Odparła – pójdziesz, bo skończyłeś nauki polityczne, masz trzy miesiące próby; jeśli ci się nie spodoba,  wracasz, twoje dotychczasowe stanowisko nie będzie do tego czasu zajęte. A później to już była robota. O tyle łatwiej wchodziłem w ten budujący się zespół – choć dziennikarze, to swoisty klan, który z trudem dopuszcza obcych między siebie – bo znałem paru ludzi. Znałem Jurka Zielonkę, z Tobą przez żużel mieliśmy styczność. Spotkałem się więc z Haliną Siecińską i Jerzym Zielonką, którzy zdecydowali się pracować w „Panoramie”, a ponieważ byli doświadczonymi dziennikarzami, umówiliśmy się, że ja nie zajmuję się pracą dziennikarską, doborem kadr, mają to sobie oni załatwić, na mnie spadły sprawy  organizacyjne. Wtedy nikt się nie przejmował tym, czy będziemy mieli siedzibę, czy też nie, bo nami rządziło Wielkopolskie Wydawnictwo Prasowe z Poznania. Zacząłem więc od siedziby. Najpierw pracowaliśmy kątem u kolegów z Gazety Poznańskiej, potem przenieśliśmy się na ulicę Czechosłowacką. Pamiętam taką rzecz, że spotyka mnie na korytarzu KW PZPR nieżyjący już I sekretarz Stanisław Kulesza i pyta, jak tam gazeta. Mówię, że mamy problem lokalu. Nie przejmuj się – odpowiedział – towarzysz Lenin najlepsze dzieła napisał pod namiotem. Wówczas pomocy żadnej ze strony KW nie było. Ale poradziliśmy sobie – pamiętasz te dwa mieszkania na ulicy Czechosłowackiej, w których pracowaliśmy? Śmiem twierdzić, że były to najszczęśliwsze chwile w działalności tej redakcji i zawodowo, i od strony pozaredakcyjnej.

Był wtedy taki fajny podział obowiązków. Pracę z zespołem przejął Jurek Zielonka.

On tę gazetę ciągnął. A ja cieszyłem się, że do zespołu przyszli młodzi ludzie z Poznania, bo Leszno nie miało wtedy kadry dziennikarskiej i zaciąg poznański był potrzebny. Dotarli do nas Janek Biłos, Grzesiu Pejda i Jarek Piotrowski. Oczywiście jeszcze przez jakiś czas były takie odgłosy – przyszedł facet z komitetu, co on się może znać na dziennikarstwie. Szczególnie dziennikarze z zewnątrz dziwili się, że zespół zaakceptował partyjniaka. Postanowiłem więc skończyć studia dziennikarskie na UAM w Poznaniu. Miałem papier, podkładkę, że jestem dziennikarzem.

 Opowiedz jeszcze o kulisach pracy. Mam wrażenie, że zespół, przy swojej młodości i wręcz naiwności nie zdawał sobie sprawy z tego, że niekiedy szarżuje. A ty ten zespół bardzo mocno kryłeś. Parę momentów było bardzo trudnych, w komitecie zasłużyłeś chyba sobie na opinię renegata.

Na tamte warunki byliśmy bardzo krytyczną gazetą. A co do krycia, tak –  kryłem, bo mnie było łatwiej, znałem tych ludzi z KW, parę lat z nimi przepracowałem i mogłem im powiedzieć więcej. Inny naczelny na moim miejscu dawno by padł. Ale i tak dwukrotnie byłem zawieszany. Kiedyś jeden z dziennikarzy skrytykował gminę Pępowo i ówczesnego członka Komitetu Wojewódzkiego. Zrobiła się totalna awantura, bo przyjęto, że to krytyka partii, a partii nie wolno było krytykować. Sprawa trafiła aż na plenum KW. Ponadto co roku oceniała nas Egzekutywa KW. Szedłem tam i składałem relację, potem zawsze była jakaś dyskusja. Słyszałem na przykład, że w „Panoramie” jest za dużo artykułów kontrowersyjnych, więc mówiłem, że to normalne, jeśli  towarzyszowi się jakiś artykuł nie podoba, a innym tak. Takie jest dziennikarstwo. I zawsze był problem, że jest za małe „upartyjnienie” w redakcji, bo w PZPR było w zasadzie tylko kierownictwo redakcji.

To był też ewenement, w innych nowych redakcjach prawie wszyscy należeli do PZPR.

Odpowiadałem towarzyszowi pytaniem, a jeżeli dziennikarz wstąpi do partii, to jakość artykułów się poprawi. No nie – odpowiadał.  Ponadto pamiętasz, że  się zająłem tymi wszystkimi partyjnymi informacjami, nikt z was nie musiał chodzić do komitetu.

Największą próbą był stan wojenny.

Przyjechał wtedy przedstawiciel KC PZPR z Warszawy, powołano specjalny zespół do oceny dziennikarzy, podpytywano, kto ma paść, a kto nie. Odpowiedziałem, że mają zostać wszyscy, że biorę za nich odpowiedzialność. A chcieli utrącić Janka Biłosa, Grzesia Pejdę, chyba Jarka Piotrowskiego, no i z innych mediów Andrzeja Ruteckiego.

Dodałbym jeszcze, że w odróżnieniu od innych ośrodków nie było tych upokarzających rozmów indywidualnych dziennikarzy. Wziąłeś po prostu wszystko na siebie.Skończyło się na jednym zebraniu bez wiernopoddańczych wypowiedzi zespołu. Ale chciałbym przejść do innego elementu, który cały zespół, nie tylko dziennikarski, bardzo dobrze pamięta. Potrafiłeś świetnie dbać o nasze sprawy socjalne. Dzięki tobie ludzie dostawali mieszkania, ratowałeś nas, gdy ktoś zaszalał. Dla mnie do dzisiaj, dzięki Twojej szkole, jest ważne, by pomóc, gdy ktoś z zespołu takiej pomocy potrzebuje.

Zdobywaliśmy nie tylko mieszkania, starałem się pomagać również w pozornie drobnych sprawach, bo wtedy i żłobek, i przedszkole, prawie wszystko trzeba było załatwiać. Wróćmy jednak do gazety. Myśmy mieli wtedy największe nasycenie gazetą w Polsce. Dostawaliśmy nagrody z RSW Prasa Książka Ruch.

Bo też od dawna była tu potrzeba posiadania własnej gazety, było rozbudzone czytelnictwo.

Trafiliśmy w rozczytane społeczeństwo, również jeśli chodzi o książki. Ale i podzielone. Pamiętasz, jak nas nie lubiano na początku w Górze i Wschowie.

A po reformie administracyjnej mieliśmy telefony z tamtych powiatów, czy czasem nie odejdziemy. Dla gazety jest to skarb bowiem ci ludzie czują się związani z regionem, z którym kiedyś nic ich nie łączyło.

Fenomen tej gazety polega również na tym, że w tamtych czasach była, a przynajmniej starała się, być uczciwą. Owszem, miała tę część oficjalną, adresowaną bynajmniej nie do czytelników, ale potem już szły teksty o normalnych ludziach i normalnych sprawach. I często drapieżne. Te wszystkie kawałki historyczne Jurka Zielonki, to pilnowanie, żeby nie zaczęli kopać tutaj węgla brunatnego…

Za co zresztą oberwaliśmy w Warszawie.

Uznano to za atak na centralne plany i podburzanie ludzi. Były i  weselsze historie. Aż z Komitetu Centralnego PZPR dzwoniono do mnie w sprawie aktów kobiecych, które przez pewien czas zamieszczaliśmy na ostatniej stronie. Na ówczesne czasy roznegliżowana dziewczyna w gazecie partyjnej to był szok.

A potem przyszedł ten trudny dla nas obu czas rozstania. W momencie, w którym odchodziłeś nie miałem żadnych papierów, że mam tym tygodnikiem kierować. Ale nawet w tak trudnej sytuacji potrafiliśmy się zachować normalnie.  Dlatego możliwe jest choćby takie spotkanie, jak dzisiejsze.

Kiedy nastąpiła zmiana ustroju, zdawałem sobie sprawę z tego, że w nowym układzie nie ma dla mnie miejsca. Trzeba było odejść – wtedy wspólnie z Haliną Siecińską i Antonim Neczyńskim złożyliśmy wypowiedzenia. Nas nikt nie odwoływał, nie dostaliśmy nawet odpraw, bo się sami zwolniliśmy. Nie mam o to pretensji, to historia tak zadecydowała, a nie zespół „Panoramy”. Choć pozostał żal do osób, które nie umiały mnie godnie pożegnać i próbowały mi przez parę lat szkodzić. A życie jest okrutne, złość i nienawiść wraca, odbija się od ściany i wraca do tych, którzy ją wyrządzili.

Jak patrzysz na dzisiejszą „Panoramę”? Bo moim zdaniem ten zespół i ten tytuł osiągnął bardzo dużo, i to w skali kraju. Przede wszystkim przetrwał, przegonił tytuły, które kiedyś były dużo większe od niego. Przypisuję te zasługi całemu zespołowi. Sam zawsze starałem się i staram pilnować, żeby wydawnictwo mocno stało na nogach ekonomicznie, żeby funkcjonowało po wielkopolsku, żeby nie przejadać nadwyżek, tylko inwestować. Stąd na przykład wybudowanie naszej siedziby, a od czterech lat portal internetowy.

Na bieżąco czytam „Panoramę”, cały czas jej kibicuję i bardzo się cieszę przede wszystkim z tego, że utrzymała się na rynku i nie sprzedała się wydawcom zagranicznym, jak uczyniły to inne tytuły w kraju i Wielkopolsce. To znaczy, że jest dobrze prowadzona. Mam nadzieję, że ten zespół – i ta starsza jego część, i ten nowy poradzą sobie z tymi wyzwaniami. Prasa lokalna ma przed sobą przyszłość i wierzę, że ten atut wykorzystacie.

Porozmawiajmy jeszcze o naszym lokalnym czytelniku. Nie ma bowiem przymusu czytania gazet i od decyzji czytelnika zależy, czy kupi „Panoramę”, czy też nie. Widzę jednak elementy tradycji, trzydzieści lat działalności to bardzo cenny atut. Potrafimy też przekazać te rzeczy, które autentycznie interesują czytelników. Lokalność to nasz ogromny atrybut, nie ma u nas wielkiej polityki, to domena mediów elektronicznych.

Paradoksalnie „Panoramie” było łatwiej w czasach, kiedy powstawała, bo inną wartość miał wtedy patriotyzm lokalny. Ludzie bardzo szanowali swoją małą ojczyznę, a „Panorama” im w tym pomagała. W tej chwili z patriotyzmem, nie tylko w wymiarze lokalnym, jest kłopot. Dla „Panoramy” najważniejszym teraz zadaniem jest być wszędzie i wszystko widzieć. To bardzo trudne do wykonania, ale to jedyna droga. 

 

Fot.S.Skrobała

Dodaj artykuł do:



RSS komentarzy

Napisz komentarz

Komentarze naruszające netykietę i regulamin portalu będą usuwane. Przeczytaj nasz regulamin

Imię:
Tytuł:
Komentarz:



Kod antyspamowy:*CAPTCHA Image
[ Inny obrazek ]

 
« poprzedni artykuł

Aktualności

Sonda

Jak szybki masz internet?
Advertisement

KUP E-WYDANIE NASZEGO TYGODNIKA!

Image

DODATEK ROLNICTWO
Copyright © 2005 - 2011 Panorama Leszczyńska        Opracowanie strony: NewsNet        Grafika: webSylium                                 Serwer: Logo EasyWWW